Czeka nas marsjańska cisza. Wszystkie tamtejsze łaziki zostaną czasowo wyłączone

Obecnie na powierzchni Marsa znajdują się łaziki należące do dwóch agencji: NASA (amerykańskiej) i CNSA (chińskiej). Ich pojazdy przejdą wkrótce w tryb bezpieczny, co oznacza, że zostaną czasowo wyłączone z użycia.

Działania te będą miały kontrolowany charakter i nie wiążą się z nadchodzącą apokalipsą, spokojnie. Ale co dokładnie doprowadziło do takiej sytuacji? Słońce, które znajdzie się między Ziemią a Marsem. Zjawisko to, określane mianem koniunkcji, uniemożliwi bezpośrednią komunikację – przynajmniej do momentu, w którym Błękitna i Czerwona Planeta znajdą się w zasięgu „wzroku”.

Czytaj też: Lot na Marsa nie musi oznaczać zostania tam na zawsze. Wszystko dzięki temu reaktorowi

Jako że łaziki, choć częściowo autonomiczne, opierają się w dużej mierze na poleceniach przesyłanych przez naukowców znajdujących się na Ziemi, to cisza na łączach potrwa od 2 do 16 października. W ten sposób uda się uchronić marsjańskie instrumenty przed nieplanowaną utratą połączenia, co mogłoby doprowadzić do uszkodzeń i innych awarii.

Przejście w tryb bezpieczny ma dotyczyć między innymi łazików NASA: Curiosity i Perseverance, lądownika InSight, a także chińskiego łazika Zhurong oraz sondy Tianwen-1. Warto mieć jednak na uwadze, iż zawieszenie komunikacji pomiędzy Ziemią a Marsem nie będzie oznaczało dwutygodniowego urlopu – zarówno dla instrumentów jak i ludzi. Wiemy, że Curiosity i Perseverance nie przestaną zbierać danych dotyczących marsjańskiej pogody, ale wiele instrumentów pokładowych wyłączy się. Lądownik InSight będzie natomiast kolekcjonował informacje na temat lokalnych trzęsień ziemi.

Reklama

Ustawienie Marsa, Ziemi i Słońca doprowadzi do problemów komunikacyjnych pomiędzy obiema planetami

Co ciekawe, wspomniana koniunkcja nie musi całkowicie zawiesić komunikacji pomiędzy obiema planetami. Wynikające z niej zakłócenia mogłyby natomiast wywołać problemy w zakresie przekazywania informacji, dlatego NASA i CNSA chcą uniknąć niepotrzebnego ryzyka. Cała sytuacja uświadamia nam przy okazji, jak poważnym problemem może być komunikacja z potencjalnymi kolonizatorami Marsa. Jego rozwiązaniem mogłoby być umieszczenie stacji przekaźnikowej na trasie łączącej Ziemię z Czerwoną Planetą.

Czytaj też: Krater Gale miał być dawnym jeziorem. Łazik Curiosity przez 9 lat mógł badać zupełnie co innego

Poza tym, kluczowe będzie zapewnienie odpowiedniej samowystarczalności, która umożliwi kolonizatorom przetrwanie bez wsparcia ze strony Ziemi. Właśnie dlatego naukowcy poświęcają wiele uwagi metodom produkcji paliwa, uzdatniania wody i prowadzenia upraw na Marsie. Z drugiej strony – załogowy lot w jego kierunku powinien zająć od kilku do kilkunastu miesięcy. Znacznie większym wyzwaniem byłoby dotarcie np. na Europę (księżyc Jowisza), nie wspominając o obiektach spoza naszego układu. Kolonizacja planet krążących wokół innych gwiazd wydaje się jednak kompletnym science-fiction – przynajmniej na obecną chwilę.