F-35B i Izumo, czyli jak Japonia załatała militarną lukę od czasów II WŚ

F-35B i Izumo, czyli jak Japonia załatała militarną lukę od czasów II WŚ

Japonia w coraz większym stopniu rozwija swój wojskowy potencjał. To rozbudziło nawet głosy, czy aby na pewno kraj nadal pielęgnuje swoją powojenną postawę obronną. Ostatnim przejawem zwiększania swoich militarnych możliwości był udany test, który jest następstwem zapowiedzi sprzed kilku lat. Ten ważny sprawdzian objął myśliwiec F-35B oraz wielozadaniowy niszczyciel Izumo, które zaliczyły małe rendez-vou i tak też Japonia załatała militarną lukę od czasów II WŚ.

Doczekaliśmy się oficjalnego potwierdzenia testu z początku października, który w gruncie rzeczy był prosty, jak na standardy wojskowe. Objął bowiem start i lądowanie amerykańskiego myśliwca F-35B na pokładzie stosownie zmodernizowanego niszczyciela Izumo. Co więc w tym tak imponującego? Wbrew pozorom, wiele, co podkreśla zamówienie 42 egzemplarzy F-35B przez Japonię, których część z pewnością trafi w przyszłości na oba niszczyciele lotniskowce Klasy Izumo.

Czytaj też: Nowy okręt podwodny klasy Taigei zwodowany. Biały Wieloryb trafi do japońskiej marynarki

Modernizacja okrętów Klasy Izumu wzbudziła wiele wątpliwości co do pokojowego nastawienia Japonii. Test z udziałem F-35B i Izumo tylko wzniósł je na wyższy poziom

Tak się składa, że od koszmarnego zakończenia II wojny światowej, państwo to działało zgodnie z zasadą posiadania „minimalnej wymaganej siły wojskowej”. Najwyraźniej lotniskowce i konkretne rodzaje okrętów były częścią tego podejścia, ciągnącego się od ponad siedmiu dekad. Do tej pory bowiem Japonia nie miała na służbie żadnego okrętu, który umożliwiłby start ze swojego pokładu jakiemukolwiek stałopłatowi.

Czytaj też: Pentagon chce być o krok przed wrogiem. Wykorzysta do tego sztuczną inteligencję

To zmienił test z 5 października, obejmujący zarówno myśliwiec F-35B, jak i okręt Klasy Izumo. Obecnie Japonia stworzyła dwie konstrukcje tego typu (Izumo DDH-183 oraz Kaga DDH-184), uznając je oficjalnie za wielozadaniowe niszczyciele, będące jednocześnie śmigłowcowcami. Jednak w 2018 roku ustalono, że czeka je modernizacja, mająca na celu przerobienie ich na lotniskowce, co w przypadku pierwszego okrętu (Izumo) rozpoczęło się w 2020 roku. W ciągu ponad półtorej roku zmodyfikowano pokład, dodając przede wszystkim nowe oświetlenie i powłoki żaroodporne.

Ten test dowiódł, że JS Izumo może wspierać starty i lądowania samolotów STOVL [tych o krótkim lądowaniu i starcie] na morzu, co pozwoli nam zapewnić dodatkową opcję obrony powietrznej na Pacyfiku w niedalekiej przyszłości

– powiedział kontradmirał MSDF, Shukaku Komuta w oświadczeniu.

Czytaj też: Rosyjskie wielozadaniowe okręty Projektu 23550 sięgną po pociski manewrujące Kalibr

Było to więc nieuniknione, ale i tak niedawny test wywołał wiele reakcji analityków ds. obronności, choć wedle japońskich urzędników, niepotrzebnie. Powód? Ponoć nawet po konwersji, okręty Klasy Izumo mieszczą się w zakresie wspominanej „minimalnej siły”, co na tle zbrojących się w ostatnich latach Chin, nabiera wiele sensu. Wprawdzie dokładna rola tych konstrukcji nie została nadal określona, ale nie trudno zauważyć, że zrobienie z niszczycieli Izumo lotniskowców, otwiera Japonii możliwość skuteczniejszego przeprowadzania ataków.