Test Huawei P50 Pro – król jest nadal jeden. Tylko trochę poobijany

Huawei mocno zaskoczył mnie już na samym starcie 2022 roku. Huawei P50 Pro to chyba ostatni smartfon, jakie spodziewałem się w Polsce. A jedna, król mobilnej fotografii pojawił się nad Wisłą i co tu dużo mówić, nadal pozostaje królem. Tylko… trochę po przejściach.
Huawei P50 Pro
Huawei P50 Pro

Specyfikacja Huawei P50 Pro

  • obudowa o wymiarach 158,8 x 72,8 x 8,5mm, masa 195 gramów, wodoszczelna IP68,
  • ekran OLED, 6,6 cala, rozdzielczość 1228 x 2700 pikseli, 120 Hz,
  • układ Qualcomm Snapdragon 888 4G, grafika Adreno 660,
  • 8 GB pamięci RAM, 256 GB pamięci wbudowane, gniazdo kart NanoSD (zamiennie z karą SIM),
  • aparat główny 50 Mpix (F/1.8, 23mm, OIS), monochromatyczny 40 Mpix (26mm, F/1.6), ultraszerokokątny 13 Mpix (13mm, F/2.2), zoom 64 Mpix (F/3.5, 90mm, OIS, peryskopowy), przedni aparat 13 Mpix (F/2.4); filmy [email protected], [email protected]/960fps,
  • łączność LTE, Wi-Fi6, Bluetooth 5.2, NFC, port podczerwienie, USB-C, głośniki stereo, czytnik linii papilarnych w ekranie (optyczny),
  • akumulator litowo-polimerowy 4360 mAh, ładowanie przewodowe 66W, bezprzewodowe 50W,
  • EMUI 12,
  • cena: 5 499 zł zł

Zestaw jest typowy dla Huaweia. Znajdziemy w nim kabel USB, ładowarkę o mocy 66W, klucz do otwarcia gniazda kart oraz silikonowy pokrowiec. Firma nie zamierza, póki co, rezygnować z dodawania do zestawów ładowarek.

Srebrny Huawei P50 Pro to smartfon stworzony do noszenia go… w pokrowcu

Srebrny czy złoty? Huawei promuje ten wariant jako złoty, ale za nic nie mogę tu dopatrzeć się złotego tylnego panelu.

Jestem zagorzałym przeciwnikiem wszelkich pokrowców. Nie po to producenci robią ładne smartfony żebyśmy zamykali je w pokrowcach. No chyba że jest to błyszczący, lustrzany, srebrny Huawei P50 Pro. Jak ładny i efektowny by nie był, trzeba mieć anielską cierpliwość do czyszczenia tylnego panelu, albo zwyczajnie nie przejmować się tym, że jest on pokryty odciskami palców. To materiał z gatunku tych brudzących się od samego patrzenia. Ładne, ale szalenie niepraktyczny.

W stosunku do serii P40 Pro, Huawei zrezygnował z zakrzywienia szkła na ekranie przy dolnej i górnej krawędzi. Nie miało to żadnego sensu poza tym, że mogło wyglądać efektownie i chyba nie będę płakać za tym elementem. Zakrzywione pozostały boki, w stopniu podobnym do P40 Pro, a krzywizny nie są aż tak duże jak w Mate 40 Pro, jak również ekran aż tak mocno nie zachodzi na boki obudowy. W stosunku do ostatniego Mate’a, Huawei P50 Pro jest też wyraźnie węższy, choć na papierze różnica to tylko 2,7mm oraz sporo lżejszy (195 vs 212 mm).

Duży moduł aparatu umieszczony w dwóch kołach na żywo wygląda zdecydowanie znacznie lepiej niż na zdjęciach. Nie wystaje przesadnie ponad powierzchnię obudowy, a obiektywy są dosyć dobrze widoczne, dzięki czemu efektownie się prezentują. Choć ogółem nie jestem fanem tego modułu i mimo wszystko Mate 40 Pro wyglądał lepiej.

Wykonaniu obudowy nie można nic zarzucić. Połączenie szkła i metalu jest efektowne, wszystko jest perfekcyjnie spasowane i pod tym względem Huawei niezmiennie trzyma wysoki poziom.

Huawei P50 Pro dostał szybszy ekran o nieco wyższej rozdzielczości

W stosunku do poprzedników Huawei P50 Pro ma ekran o nieco wyższej rozdzielczości oraz z odświeżaniem 120 Hz, zamiast dotychczasowych 90 Hz. Co tu dużo mówić – jest dobrze. Płynność i jakość obrazu są na najwyższym poziomie. Mamy bardzo ładne kolory, wysoki kontrast, perfekcyjną czerń i bardzo dobrą widoczność w każdych warunkach.

Do dyspozycji mamy bardzo dużo ustawień związanych z ekranem. Możemy ustawić inteligentną rozdzielczość i częstotliwość odświeżania (albo wybraną na sztywno), zmienić temperaturę barwową, czy ograniczyć emisję światła niebieskiego.

W wyniku rezygnacji z zakrzywienia szkła na dolnej i górnej krawędzi, P50 Pro ma wyraźnie grubsze ramki wokół ekranu niż P40 Pro. Z drugiej strony ma mniejsze wcięcie na aparat. Mamy tu tylko pojedynczy obiektyw, a sam otwór jest jednym z bardziej kompaktowych na rynku.

W ekranie umieszczono czytnik linii papilarnych. Po zapisaniu ustawień odblokowuję go pierwszy raz… Tragedia. Kolejny smartfon, gdzie działa to tak sobie. Ale spróbowałem skonfigurować go jeszcze raz i od tamtej pory działa perfekcyjnie. To jeden z niewielu czytników w ekranie, przy którym nie czułem wyraźnej różnicy na minus w stosunku do czytnika fizycznego.

Huawei bez usług Google. Jak to wygląda dzisiaj?

Huaweia z HMS jako głównego i jedynego smartfonu nie używałem dobrych osiem miesięcy. W tym czasie nieco zmieniłem profil użytkowania i miałem nieco obaw co do tego, czy uda mi się wrócić. Okazało się, że jest lepiej niż się spodziewałem.

W zasadzie największym problemem w konfiguracji P50 Pro było… przeniesienie kontaktów. Z oczywistych przyczyn nie przeniesiemy ich z konta Google, więc najpierw trzeba było skopiować je do pamięci telefonu. Wszystkie aplikacje przeniosłem z poprzedniego smartfonu i prawie wszystkie działały. Prawie, a co nie działa? Nie udało mi się uruchomić synchronizacji Chrome’a z kontem Google. Kiedyś to działało na Mate 40 Pro, ale przestało. Podobnie historia Map Google. Częściowo nie działa też Uber (o czym za moment) no i co jest oczywiste – Google Pay oraz Android Auto.

Zamiast Chrome’a postanowiłem spróbować Firefoxa, w końcu używam go na komputerze i mogę ze sobą synchronizować dane. Ale mobilny Firefox działa tak sobie, więc już wolę Chrome’a bez synchronizacji. Mapy Petal są skutecznym zamiennikiem Map Google. Dają radę w Warszawie, również podczas jazdy komunikacją miejską, jak i sprawdziły się podczas jazdy po podlaskich bezdrożach (o czym przeczytacie za kilka dni). Uber działa z poziomu wyszukiwarki Petal. Jest to tak zrobione, że otwiera nam się aplikacja przeglądarkowa, z której możemy zamówić transport. Działa to zaskakująco dobrze, ale w ten sposób nie można jeździć hulajnogami Lime. Można zainstalować aplikację Ubera, ale bez integracji z HMS ta funkcja nie działa. Zostaje nam Bolt i tutaj mamy w pełni działającą aplikację ze wszystkimi funkcjami.

Zaskakująco prosto znalazłem zamiennik dla Google Pay. P50 Pro używam od jakiegoś czasu i zacząłem używać aplikacji Curve zanim jeszcze Huawei i Curve ogłosily partnerstwo. Aplikacja jest wirtualnym portfelem, do którego dodajemy karty płatnicze. Co tu dużo mówić – działa to bez zarzutów.

Inne używane przeze mnie aplikacje widzicie na zrzutach ekranów. Jak zwykle to, czy komuś uda się przestawić na smartfon z HMS zależy od indywidualnych preferencji. W moim przypadku, jedyną funkcją z jakiej musiałem zrezygnować jest korzystanie z hulajnóg elektrycznych Lime. Często wracałem nimi z siłowni, ale 15 minut spaceru jeszcze nikomu nie zaszkodziło.

Komunikacyjnie bez zastrzeżeń. Czy brak 5G jest problemem?

W wyniku, jak dobrze wiemy czego, Huawei P50 Pro nie ma modemu sieci 5G. Czy to duży problem? Na dobrą sprawę w Polsce ani trochę. Prawda jest taka, że sam faktycznie z sieci 5G korzystałem kilka razy w roku. Głównie podczas różnego rodzaju protestów, kiedy zapychały się pasma LTE. Poza tym sama sieć 4G nie tylko jest wystarczająca, ale też w wyniku braku rozdysponowania operatorm częstotliwości sieci 5G (aukcję odwołano ponad 1,5 roku temu), jej obsługa nie jest w smartfonie niezbędna. Choć oczywiście jest to brak na tle konkurencji, ale z drugiej strony Huawei praktycznie nic nie może dzisiaj na to poradzić.

Poza tym w kwestii szeroko rozumianej komunikacji Huawei P50 Pro działa perfekcyjnie. Z zasięgiem nie miałem problemu nawet w obszarze przysłowiowych pól i lasów, a jakość rozmów stoi na bardzo dobrym poziomie. Szkoda tylko, że Huawei nie wraca do rozwiązania przekazywania rozmów przez ekran i dalej stosuje klasyczny głośnik rozmów. Poza tym łączność bezprzewodowa – Bluetooth, NFC i Wi-Fi działają perfekcyjnie.

Czekasz na Harmony OS w smartfonie? To czekamy dalej

Huawei P50 Pro to jeszcze nie jest ten obiecany smartfon z Harmony OS. Znajdziemy tu Emotion UI w wersji 12.0.1, choć w Chinach ma właśnie Harmony SO. Wizualnie i funkcyjnie to to samo, co widzieliśmy już w Nova 9. Czyli dalsza ewolucja autorskiej nakładki firmy. Niezmiennie – jestem fanem. Lubię EMUI za możliwości personalizacji i ogromny wybór motywów. Ciekawostka, od lat na smartfonach Huawei korzystam z tego samego motywu. Piękna sprawa.

W nowej wersji nakładki mamy m.in. możliwość tworzenia dużych folderów z podglądem zawartości, dwie belki – ściągając ją z góry z lewej strony ekranu mamy belkę skrótów, z prawej panel sterowania, czy funkcję Urządzenie+. To specjalna strefa panelu sterowania, w której mamy listę aktualnie sparowanych urządzeń. Nie zabrakło możliwości parowania smartfonu z laptopem Huawei. Dzięki czemu możemy korzystać praktycznie ze wszystkich funkcji P50 Pro na ekranie komputera. Z wysyłaniem wiadomości i dzwonieniem włącznie oraz łatwym przenoszeniem plików.

Jeśli chodzi o wydajność, to P50 Pro nie można kompletnie nic zarzucić. Jest flagowcem i działa jak flagowiec. Wszystkie funkcje mamy dostępne bez opóźnień. Aplikacje działają sprawnie, na nic nie musimy czekać.

P50 Pro ma genialny aparat. Ale oprogramowanie…

Huawei wprowadzając na rynek smartfon z serii P ma bardzo wysoko powieszoną poprzeczkę. W zasadzie sam zawsze spodziewam się jednego – to ma być najlepszy aparat w smartfonie i wszystko inne zostanie uznane za porażkę.

Patrząc na konfigurację aparatów czuję pewien niedosyt. Z jednej strony mamy powrót do kombinacji sprzed lat, czyli połączenia aparatu głównego z dodatkowym aparatem czarno-białym. Mamy też poprawiony aparat z peryskopowym zoomem. Ogniskowa jest krótsza, bo mamy tu ekwiwalent 90mm przy 125mm w Mate 40 Pro i 240mm w P40 Pro+, ale za to dostajemy jaśniejszy obiektyw F/3.4 oraz rozdzielczość aż 64 Mpix. Dzięki temu smartfon może sprawniej dodawać do zoomu optycznego możliwości zoomu cyfrowego. Efektem czego przybliżenie 3,5-krotne to zoom optyczny, a 10-krotne to już cyfrowy. Rozczarowany jestem za to aparatem ultra-szerokokątnym o rozdzielczości 13 Mpix. Z doświadczenia z innych modeli, również Huaweia wiemy, że w tym przypadku sprawdza się możliwie najwyższa rozdzielczość. Tutaj ciekawiło mnie, jak to wypadnie w praktyce.

Zacznę od zoomu, bo to właśnie teleobiektyw najmocniej mnie zaskoczył. Pierwsze zdjęcie, jakie zrobiłem P50 Pro było właśnie na 10-krotnym zoomie i wyglądało tak:

Byłem pod wrażeniem, a dalej było tylko lepiej. To jak potrafi wyglądać zdjęcie na, bądź co bądź, głównie cyfrowym zoomie naprawdę robi wrażenie. Poziom szczegółów zaskakuje. Choć czasami zdarza się, co zobaczycie na zdjęciach przykładowych, że choć na ekranie wszystko wygląda ok, to na finalnym zdjęciu zdarza się przestrzelić ostrość. Na szczęście występuje to dosyć rzadko.

Aparat główny to już bogactwo szczegółów. Zdjęcia są ostre, mają ładne kolory i są, powtórzę się, pełne szczegółów. Takich szczegółów:

Choć widać, np. przy zapisie zdjęć w RAW, żę fotografie mogą wyglądać jeszcze lepiej. Algorytmy przetwarzania obrazu czasami mogłyby delikatnie podbić kontrast lub nasycenie kolorów i mam wrażenie, że są często zbyt zachowawcze. Tutaj jest pole do poprawy i warto by nad tym popracować przy aktualizacji oprogramowania.

Ciekawiły mnie zdjęcia nocne, bo te w P40 Pro tuż po premierze wypadały rozczarowująco. Wymagało to poprawek oprogramowania. Jest zdecydowanie lepiej. Zdjęcia nie są prześwietlone, ani przesadnie wyprasowane algorytmami odszumiania. Kolory też nie są mocno przekłamane i wygląda to bardzo dobrze. Szkoda tylko, że Huawei wyciął z aparatu funkcję malowania światłem i w zasadzie nie można zgadnąć, kiedy aparat zdecyduje się na naprawdę długi czas naświetlania. Zdarzają się sytuacje, że z ręki chce nam naświetlać obraz przez 15 sekund, a ze statywu już tylko sekundę. To kolejna rzecz, którą warto poprawić.

Nie zabrakło efektownych zdjęć Księżyca! To nadal obraz sztucznie nakładany na zdjęcie. Małe oszustwo, ale efekty są bardzo ładne, więc nie ma co narzekać.

Zgodnie z przewidywaniami aparat ultra-szerokokątny odstaje od reszty. Widać tutaj krok w tył względem Mate’a 40 Pro. Huawei ratuję się jak może mocnym odszumianiem i przesadnym wygładzaniem obrazu. Na ekranie telefonu wygląda to dobrze, ale już na większym rzuca się to w oczy.

Na wydajny akumulator jak zawsze można liczyć

Huawei nie przyśpieszył prędkości ładowania w P50 Pro i podobnie jak w Mate 40 Pro dostajemy moc 66W. Z kolei pojemność ogniwa delikatnie urosła z 4200 mAh do 4360 mAh. Seria P zawsze słynęła z wydajnego akumulatora i tu nie jest inaczej.

Smartfon bez większego problemu działał mi 1,5 dnia typowego użytkowania. Zazwyczaj rano zostawało mi jeszcze ok 30% energii. Trzeba się naprawdę napracować, żeby akumulator wytrzymał mniej niż jeden dzień. Wymaga to utrzymywania aktywnego ekranu przez co najmniej 5-6 godzin i np. nagrywania sporej ilości filmów czy grania w wymagające gry. Albo też można na stałe ustawić maksymalne odświeżanie obrazu i maksymalną rozdzielczość ekranu. Wtedy wyraźnie widać, że smartfon konsumuje więcej energii.

P50 Pro nie bije rekordów w szybkim ładowaniu, ale do pełna naładujemy go w ok 40 minut. To nadal solidny wynik.

Huawei P50 Pro pozostaje królem mobilnej fotografii. Tylko król mocno ucierpiał

Huawei P50 Pro miał być królem mobilnej fotografii i niezmiennie nim pozostaje. Powrót do podwójnego aparatu głównego (kolorowy i czarno-biały) okazał się świetnym rozwiązaniem. Ilość szczegółów rejestrowanych przez aparat robi wrażenie. A tak jak obawiałem się krótszej ogniskowej teleobiektywu, tak bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie jakość zdjęć. Szkoda kroku w tył w przypadku aparatu ultra-szerokokątnego, tutaj pozostaje niedosyt. Koniecznie Huawei musi przygotować aktualizację oprogramowania, szczególnie aparatu. Zdjęcia są dobre, ale zwyczajnie mogą być jeszcze lepsze i tutaj programiści odpowiedzialni za kalibrację aplikacji aparatu mają jeszcze pole do popisu.

Huawei P50 Pro to poza świetnym aparatem pełnoprawny flagowiec. Wydajny, z bardzo dobrym aparatem, ładnie działającym akumulatorem i ekranem z najwyższej półki. Obudowa jest bardzo dobrze wykonana i efektowna, ale nie jestem fanem połyskującego tylnego panelu.

Nie uważam, że brak 5G jest wadą. Szczególnie dzisiaj i w Polsce. Ze względu na to, że rząd skutecznie blokuje rozwój sieci 5G, nie będzie stanowiło to problemu możliwe, że nawet i przez kolejne dwa lata. Brak usług Google to temat rzeka. To jest coś, czego trzeba spróbować. Osobiście nie czuję się w żaden sposób ograniczony z tego powodu. Bez problemu zainstalowałem praktycznie wszystkie używane na co dzień aplikacje, a jedynym brakiem jest brak możliwości zamówienia hulajnogi Ubera. Choć to jest już kwestia indywidualnego podejścia i wymagań.

Pozostaje kwestia ceny. Huawei P50 Pro kosztuje nieco mniej od najmocniejszych flagowców konkurencji. Choć nadal dużo i może być pewną barierą dla niektórych klientów. Niemniej takiej ceny można było się spodziewać i nie jest przesadzona w stosunku do możliwości.