Sieć 5G w Europie – w Polsce leży, u innych raczkuje

Arkadiusz Dziermański Z-ca Redaktora Naczelnego

Europejski Trybunał Obrachunkowy (ETO) sprawdził, na jakim etapie jest wdrożenie sieci 5G w Unii Europejskiej. W Polsce jak wiemy jest z tym tragicznie. W innych krajach często lepiej, ale nadal bardzo daleko od ideału.

Wytyczne były nieprecyzyjne. Czyli jak Komisja Europejska chciała budować sieć 5G w Europie

Już w 2016 roku Komisja Europejska określiła warunki wdrożenia sieci 5G w Europie. Określiła je bardzo nieprecyzyjnie. Wiadomo było, że do 2025 roku mamy mieć 5G w miastach oraz wzdłuż głównych szlaków transportowych. Do roku 2030, co dodano do planu w 2021 roku, zasięgiem mają zostać objęte wszystkie zamieszkałe obszary Unii Europejskiej.

Plan, zdaniem ETO, jest nieprecyzyjny. 5G to 5G, bez określenia warunków jakościowych. Takich jak choćby minimalna prędkość przesyłania danych. Zgodnie z planem, do 2020 roku komercyjnie dostępna sieć 5G miała działać w przynajmniej jednym dużym mieście danego kraju. Różne interpretacje zapisu doprowadziły do tego, że w niektórych krajach uruchomiono 5G na obszarze całego miasta, a w innych tylko w niewielkiej części. W dłuższej perspektywie może to doprowadzić do mocnego zróżnicowania poziomu wdrożenia sieci 5G w poszczególnych krajach.

Czytaj też: Dzisiaj miała się skończyć aukcja 5G. Co poszło nie tak?

Przydzielanie pasm sieci 5G idzie średnio. Tragicznie nie tylko w Polsce

Pasma sieci 5G – 700 MHz oraz 3,6 GHz, miały być udostępnione operatorom do końca 2020 roku. Jak wiemy, w wyniku działań rządu, w Polsce nie wiemy nawet kiedy rozpocznie się aukcja częstotliwości. Ale źle jest nie tylko u nas. W wymaganym terminie udostępniono w całej Unii niecałe 40% wymaganych zasobów, a do końca października 2021 roku 53%.

Efektem tego będzie, mówiąc wprost, zacofanie względem innych obszarów świata. GSMA szacuje, że do 2025 roku 35% wszystkich połączeń w Europie będzie wykonywanych w sieci 5G. Przy 48% w Chinach, Hongkongu, Makau i Tajwanie, 51% w Ameryce Północnej i 53% w Australii, Japonii, Singapurze i Korei Północnej.

Dyspozycje KE w zakresie pasma 700 MHz będą trudne, o ile w ogóle możliwe do wykonania. Co zauważa też ETO. Aby pasmo było dostępne w całej Unii Europejskiej, muszą je udostępnić też pasma sąsiadujące. W tym Białoruś, Rosja i Ukraina. O ile łatwo sobie wyobrazić dogadanie się z Ukrainą, tak dla Białorusi i Rosji to idealna okazja do szantażowania Zachodu w kolejnym obszarze. Ucierpi na tym w dużym stopniu Polska i póki co możliwe wydają się dwa scenariusza. 5G na 700 MHz nie uruchamiamy wcale, albo zrobimy to tylko w zachodniej części kraju. Określenie Ściany Wschodniej, jako terenu na wschód od Wisły, znowu będzie na czasie.

Zgodnie z unijnymi zobowiązaniami, do 2025 roku rozdysponowane mają być częstotliwości zakresu 700 MHz, 3,6 GHz oraz 26 GHz. Zdaniem ETO Polska ma na to średnie szanse i gorzej od nas oceniany jest m.in. Cypr, Chorwacja, Grecja, Bułgaria i Belgia. Coś mi się wydaje, że ETO przecenia nasze możliwości.

Czytaj też: Test XPG Xenia 14. Jak radzi sobie pierwszy laptop znanej marki?

Europejski Kodeks Łączności Elektronicznej miał w Polsce obowiązywać kawałek czasu temu. Zamiast tego… dogoniliśmy Europę

Europejski Kodeks Łączności Elektronicznej (EKŁE), czyli zbiór przepisów regulujący szeroko pojętą telekomunikację, miał obowiązywać w krajach członkowskich najpóźniej do 21 grudnia 2020 roku. Polska chciała to zrobić w ramach nowelizacji Prawa Telekomunikacyjnego. Przepisy były nawet gotowe, widziałem przygotowany, o ile dobrze pamiętam, ponad 700 stronicowy projekt. Wdrożono z niego tylko część rozwiązań, a całego EKŁE jak nie było, tak nie ma. Choć to nie przeszkodziło rządzącym w powoływanie się na niego przy wątpliwie legalnym odwołaniu prezesa UKE.

Ale brak wdrożenia EKŁE nie stawia nas na świeczniku. Do końca lutego 2021 roku przepisy wdrożyły tylko trzy kraje. Aktualnie w przypadku aż 17 Komisja Europejska może skierować sprawy do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Najpierw 5G, a potem bezpieczeństwo? To nie tak miało być

Kraje członkowskie również niespecjalnie śpieszą się z wdrażaniem przepisów dotyczących cyberbezpieczeństwa. Nie ma też jasnego sygnału z Komisji Europejskiej jak traktować dostawców potencjalnie wysokiego ryzyka. Choć ETO o tym nie wspomina, brak odgórnych decyzji w Unii Europejskiej doprowadził do tego, że główny wpływ na to, jakiego sprzętu użyje się do budowy sieci 5G w Europie, mają naciski ze strony Stanów Zjednoczonych. To, czy dzisiaj jakiś kraj wykluczy Huaweia i ZTE z dostaw sprzętu, zależy dzisiaj wyłącznie od tego, czy ugnie się Amerykanom, czy też nie.

Brak wdrożenia odpowiednich i precyzyjnych przepisów prowadzi do niepewności biznesowej. Operatorzy zdążyli wybrać dostawców sprzętu przed wprowadzeniem regulacji i wielu z nich dzisiaj obawia się prowadzenia dalszych inwestycji.