Uparty Brytyjczyk odbudował Spitfire’a w swojej szopie. Zaczęło się od żartów w pubie

Wszystko zaczęło się w listopadzie 1999 r., kiedy to Martin Phillips spotkał się ze swoimi znajomymi w jednym z pubów w Exeter, żeby napić się piwa i pogadać. Nikt, kto był obecny przy tej rozmowie nie pamięta już w jaki sposób temat zszedł nagle na to, czy dałoby się własnym sumptem odbudować Spitfire’a, ale Philiips zaczął upierać się, że jest to jak najbardziej możliwe i gdyby chciał to na pewno potrafiłby odbudować jednego z najbardziej ikonicznych modeli myśliwców znanych z II Wojny Światowej. No i zbudował.
supermarine-spitfire-odbudowa
supermarine-spitfire-odbudowa

To słynne posiedzenie w pubie, od którego wszystko się zaczęło, miało miejsce kilka tygodni przed 40 urodzinami Phillipsa. Nic więc dziwnego, że jego znajomi, słysząc tą dość odważną deklarację na temat odbudowy Spitfire’a, postanowili pociągnąć żart dalej i na urodziny podarowali mu niecodzienny prezent.

Był to pojedynczy nit, taki sam, jakich używano do budowy brytyjskich myśliwców podczas II Wojny Światowej. Jak przystało na dobrych znajomych, nit zapakowany był w kilkadziesiąt warstw styropianu i zapakowany w ogromne pudło sprezentowane Philiipsowi z życzeniami: niech to będzie pierwszy krok do budowy twojego samolotu.

(Od)budowa Spitfire’a w szopie zajęła ponad 10 lat

I tak właśnie rozpoczęły się długie i żmudne poszukiwania wszystkich potrzebnych elementów do odbudowy Spitfire’a. Samo gromadzenie części okazało się nie lada trudnym zadaniem, które zmusiło Brytyjczyka do zwiedzenia praktycznie całej Wielkiej Brytanii, przemierzenia dość sporej części Europy, wycieczki do USA i na kilka innych kontynentów.

W trakcie swoich poszukiwań, Philiips uznał, że najsensowniej będzie odbudować jedną z późniejszych wersji Spitfire’a – tj. Supermarine Spitfire MK IX, którego produkcja rozpoczęła się wiosną 1943 r. przez co do dzisiaj da się znaleźć w pełni sprawne egzemplarze tego modelu i całkiem niezłą bazę części zamiennych. Przy czym całkiem niezła baza części w przypadku podzespołów do myśliwca produkowanego podczas II WŚ oznacza, że znalezienie większości elementów nadal graniczy z cudem, ale nie jest niemożliwa.

Czytaj również: Kostki uranu z II WŚ mogły zmienić losy świata. Naukowcy odkrywają ich tajemnice

Po ponad dekadzie poszukiwań, Philiips mógł w końcu zająć się budową swojego własnego Spitfire’a. Będąc właścicielem firmy pośredniczącej w zatrudnianiu wszelkiego rodzaju specjalistów, Brytyjczyk bardzo szybko skompletował 50-osobowy zespół, przy pomocy którego był w stanie ukończyć swój życiowy projekt, który narodził się podczas rozmowy o głupotach w pubie. Odbudowa Spitfire’a kosztowała ok. 13,7 mln zł (2,5 mln funtów), chociaż założę się, że Philiips nie uwzględnił wszystkich dodatkowych kosztów związanych z podróżowaniem i poszukiwaniem części do samolotu.

Odbudowany i w pełni sprawny Spitfire Mk IX nazwany przez Phillipsa RR232 albo City of Exeter pełni obecnie służbę w szkole lotniczej Boultbee Flight Academy w brytyjskim miasteczku Goodwood, gdzie można sobie nim polatać. O ile ktoś może wylegitymować się ważną licencją pilota, gdyż odbudowany Spitfire jest jednomiejscowy. Jego konstruktor jeszcze takowej nie posiada, więc jak na razie zostaje mu podziwianie maszyny z ziemi, ale odgraża się, że w końcu wyrobi sobie odpowiednie papiery. Mógłby zrobić sobie taki prezent na 60. urodziny.