Elektryfikacja armii amerykańskiej postępuje. Mikrosieci powstaną w każdej bazie wojskowej

Armia amerykańska opublikowała w tym tygodniu swoją strategię dotyczącą dalszej elektryfikacji całej swojej infrastruktury. Celem końcowym jest oczywiście jak największa redukcja emisji gazów cieplarnianych i klimatyczna neutralność.
Marines and sailors of Weapons Company, 3rd Battalion, 4th Marine Regiment, conduct a 35-mile convoy training exercise from the town of Bridgeport, Calif., to Hawthorne Army Ammunition Depot in Hawthorne, Nev., March 7. , Cpl. Nicole A. LaVine
Marines and sailors of Weapons Company, 3rd Battalion, 4th Marine Regiment, conduct a 35-mile convoy training exercise from the town of Bridgeport, Calif., to Hawthorne Army Ammunition Depot in Hawthorne, Nev., March 7. , Cpl. Nicole A. LaVine

Kolejny cel, o którym mowa w raporcie pojawia się też „dostosowanie infrastruktury i środowiska naturalnego do zagrożeń związanych ze zmianami klimatu”. Owszem, można to odebrać jako niewybredną propagandę, ale chodzi tu o coś innego. Amerykańscy wojskowi powoli zaczynają myśleć o tym, jak uniezależnić się od paliw kopalnych. Armie, które tego nie zrobią, któregoś dnia mogą obudzić się kompletnie nieprzygotowane do nowych realiów. I nie chodzi tu tylko o ropę do napędzania wojskowych pojazdów mechanicznych.

Żeby zasilić same obiekty wojskowe, armia amerykańska płaci roczny rachunek za prąd w wysokości 740 mln dolarów. Ta część energii, produkowana przy użyciu paliw kopalnych odpowiada za emisję 4,1 mln ton dwutlenku węgla.

Armia amerykańska kontra klimat – elektryfikacja i szkolenia dla żołnierzy

Żeby to zmienić, armia amerykańska chce do 2035 r. zainstalować ponad 130 instalacji typu microgrid, czyli mikrosieci energetycznych na terenie swoich wojskowych placówek. Mikrosieć oznacza w tym przypadku w pełni funkcjonalną infrastrukturę sieci, ograniczoną oczywiście na potrzeby danej bazy/jednostki, która w przypadku odłączenia od głównej sieci energetycznej zapewni pełną funkcjonalność wojskowej infrastrukturze.

Oznacza to oczywiście, że wojskowe mikrosieci będą miały również własne źródła energii elektrycznej. Amerykańska strategia zakłada wykorzystanie odnawialnych źródeł energii w postaci turbin wiatrowych i paneli słonecznych oraz odpowiedniej ilości akumulatorów do jej przechowywania.

Plan zakłada również, że do 2035 r. zelektryfikowane zostaną wszystkie pojazdy nietaktyczne, co oznacza głównie auta i inne maszyny wspierające codzienne operacje – od Chevroletów Tahoe i Fordów F-150 aż po sprzęt ciężki w stylu HEMTT, czy Dragon Wagon. Elektryfikacja pojazdów taktycznych, a więc tych wykorzystywanych na polu walki (głównie MRAP i HMMWV) zajmie trochę dłużej, co zresztą nie powinno nikogo dziwić.

Czytaj również: Wojskowe Humvee również zostaną zelektryfikowane. AM General zapowiedziało hybrydową wersję pojazdu

Do 2035 r. wiele maszyn taktycznych otrzyma napęd hybrydowy, a ich pełna elektryfikacja ma nastąpić w 2050 r. Pojazdy, o których plan elektryfikacji nie wspomina ani słowem to czołgi i artyleria samobieżna. Paul Farnan, asystent sekretarza armii ds. instalacji, energii i środowiska zapytany o tę kwestię, odparł szczerze, że przy elektryfikacji tego rodzaju maszyn, USA chce mieć pewność, że nie obniży ich skuteczności.

Oprócz zmian w swojej infrastrukturze, strategia zakłada również szkolenia dla inżynierów i architektów, których tematem będzie “przygotowanie sił zbrojnych do działania w świecie o zmienionym klimacie”. W ramach tych kursów żołnierze przyswoją podstawy nauki o klimacie, w taki sposób, aby byli przygotowani na działania w każdych warunkach – od rozmrażającej się Arktyki, aż po miejsca z rekordowymi temperaturami dodatnimi.