Byliśmy na Mercedes-Benz Driving Experience. Czy warto skorzystać z takiego szkolenia?

Arkadiusz Dziermański

Mercedes-Benz Driving Experience to szkolenie przeznaczone (nie tylko) dla klientów Mercedesa, w którym mogą poznać tajniki bezpiecznej jazdy oraz radzenia sobie w trudnych sytuacjach drogowych. Mieliśmy okazję uczestniczyć w takim wydarzeniu i opowiemy Wam, czy warto z niego skorzystać.

Współczesne samochody to jeżdżące komputery

Wnętrze Mercedesa EQA 250

Współczesne samochody są naszpikowane armią systemów wspomagających kierowcę podczas jazdy w trudnych warunkach, aby zapewnić mu jak największe bezpieczeństwo. Od napinaczy pasów, przez wszelkiego rodzaju systemy takie jak ABS, czy ESP, po szereg czujników, kamer i radarów zestrojonych tak, aby jak najwcześniej ostrzec nas o niebezpieczeństwie. A jeżeli nie reagujemy odpowiednio, wspomóc nas i uniknąć zdarzenia drogowego, lub ograniczyć jego skutki. Wszystko to jest fajne i powinniśmy kochać postęp technologiczny, ale jeśli chcemy maksymalnie wykorzystywać te udogodnienia, musimy mieć przynajmniej podstawową wiedzę o tym, jak działają oraz, co jeszcze ważniejsze, o tym, że nie zrobią za nas wszystkiego. Bo od decyzji kierowcy zależy w wielu przypadkach zdrowie i życie jego oraz innych uczestników ruchu.

Przeszkody gotowe na uczestników szkolenia

Brzmi to wszystko trochę patetycznie, ale cóż, taka jest prawda. Niestety, na kursie prawa jazdy nikt nie przećwiczy z nami w praktyce, jak wyprowadzić auto z nadsterowności, czy podsterowności. Nikt nie pokaże porządnego hamowania awaryjnego. Nie wyjaśni, jak bardzo nasze bezpieczeństwo zależy od pozycji za kierownicą i sposobu jej trzymania.

Szkoda, bo powinno to być absolutnym standardem w szkoleniu do zdobycia uprawnień do prowadzenia pojazdów. Skąd u mnie takie rozmyślania? Zostaliśmy ostatnio zaproszeni do udziału w najnowszym cyklu Mercedes-Benz Safety Experience organizowanym wspólnie z firmą Continental i po całym dniu teorii i praktyki związanej z systemami bezpieczeństwa oraz techniką jazdy, zdałam sobie sprawę z tego, jak wielka jest potrzeba edukacji w tym zakresie. No bo jak inaczej interpretować sytuację, w której ktoś jest przekonany, że jeżeli ma w samochodzie system asystujący przy hamowaniu (BAS – Break Assist System), nie musi używać hamulca, bo samochód zrobi to za niego i uniknie zdarzenia drogowego niezależnie od tego, z jaką prędkością się porusza?

Nie będę tutaj powtarzać wszystkiego, czego się dowiedziałam, bo wyszedłby z tego potężny esej, a cykle szkoleń dostępne są dla każdego. Można się zapisać, wnieść stosowną opłatę, a za nią zdobyć wiedzę i umiejętności, których nauczą Was fachowcy i które mogą Wam kiedyś uratować skórę. Chciałabym jednak pokazać Wam, jak takie szkolenie mniej więcej wygląda.

Weeeeeeeeeeee….

Czytaj też: Test Mercedes GLE 350 de. Ogromny diesel na prąd, czyli bardzo nietypowa hybryda

Mercedes-Benz Driving Experience

Strach pomyśleć co by było, gdyby na przeszkodzie było Seicento!

Szkolenie trwa jeden dzień, od 8:30 do 17. Przyjeżdżacie na tor (w naszym przypadku był to Autodrom Jastrząb), załatwiacie formalności, organizatorzy dzielą Was na grupy, odbywa się odprawa, a po niej następuje wykład teoretyczny. Spokojnie, nikt nie będzie trzymał Was w sali wykładowej pół dnia. Trwa to około godziny, podczas której najpierw zostaniecie zapoznani ze zmieniającym się podejściem do bezpieczeństwa ruchu drogowego. Moduł ten zostanie przedstawiony przez przedstawicieli stowarzyszenia Partnerstwo dla Bezpieczeństwa Drogowego, niezależnej instytucji skupiającej przedstawicieli biznesu, rządu i organizacji pozarządowych. Następnie poznacie zasady działania podstawowych systemów bezpieczeństwa, dowiecie się też, jak ważne jest ogumienie (nigdy więcej nie skuszę się na używane opony!), a także dowiecie się co nieco o zasadach działania technologii związanych z bezpieczeństwem, charakterystycznych dla aut Mercedesa. Przy okazji wiele rzeczy wsadzicie między bajki, np. teorie o tym, że niekiedy przy poślizgu warto jest dodać gazu, zamiast hamować.

Już po dwóch godzinach od przyjazdu na tor zaczynacie szkolenie praktyczne. Każdą 3-osobową grupą opiekuje się instruktor. Szkolenie składa się z czterech modułów, z których trzy są związane stricte z bezpieczną jazdą i „wyplątywaniem się” z tarapatów na drodze, a czwarty to prezentacja systemów bezpieczeństwa w praktyce przeprowadzona przez instruktora i przejażdżka najnowszymi modelami Mercedesa. Jeśli ktoś chciałby się przejechać Mercedesem EQS – będzie okazja 😉 Kolejność ćwiczeń jest uzależniona od grupy, do której zostaniecie przydzieleni, ja opiszę je pokrótce w kolejności, w której je wykonywałam.

Czytaj też: Test Mercedes EQA 250. Czyli elektryczne auto jednak może być wygodne

Najpierw trenowaliśmy hamowanie awaryjne z wymijaniem przeszkód, na suchej oraz na mokrej powierzchni. Po dokładnym wyjaśnieniu, w jaki sposób prawidłowo ustawić fotel i kierownicę (i jak ją prawidłowo trzymać), zaczyna się „zabawa”. Nazwałam to zabawą, ale nie było mi do śmiechu, kiedy jechałam prosto na bloki imitujące ścianę i nie mogłam zwolnić ani zahamować, dopóki nie usłyszałam odpowiedniej komendy instruktora. Ćwiczenie to pokazuje, jak ważne jest zachowanie kierowcy w sytuacji podbramkowej, co i w jakiej kolejności należy zrobić, a także – ile faktycznie siły trzeba włożyć w hamowanie awaryjne. Szybko okazało się, że hamowanie awaryjne, które uważałam za awaryjne, ma z nim niewiele wspólnego.

Pssst! Chcesz trochę niehybrydowego silnika|?

Drugim modułem była wcześniej wspomniana prezentacja systemów bezpieczeństwa Mercedes-Benz w praktyce. Instruktor najeżdżał na imitację ściany, pieszego, podczas używania tempomatu puszczał kierownicę, pokazując nam jak auto zachowa się, jeżeli kierowca straci przytomność… Było tego sporo i mieliśmy okazję przekonać się o kilku rzeczach. Po pierwsze – te systemy działają. Po drugie – po to są wprowadzone stopnie ostrzegania kierowcy, żeby reagował, a nie siedział i gapił się w przestrzeń – to, że samochód w biały dzień, z nowymi oponami, jadąc 40 km/h po suchym asfalcie wyhamuje przed pieszym, nie znaczy, że zrobi to samo przy 70 km/h w deszczu. Po trzecie – skoro już płacicie ciężkie pieniądze za te wszystkie mądre rzeczy, nie wyłączajcie ich. Naprawdę, różnica w zachowaniu auta z włączonym asystentem hamowania i bez niego, jest jak dzień i noc. Korzystajmy z nich, jeśli nie dla własnego bezpieczeństwa, róbmy to dla bezpieczeństwa innych uczestników ruchu.

Po tej demonstracji będziecie mieli okazję wyjechać poza tor i sprawdzić, jak prowadzi się najnowsze modele Mercedesa (EQ Tour Road trip) – EQA, EQB i wspomniany wcześniej EQS (580 4Matic). W trakcie dowiecie się, jakie rozwiązania zastosowano w poszczególnych modelach w zakresie rekuperacji energii i zobaczycie, że da się to zrobić sprytnie i naprawdę sensownie.

Moduł bonusowy – jak sunąć bokiem i uśmiechać się do aparatu w tym samym czasie

Po miłej i relaksującej przejażdżce zostaliśmy zapoznani z tzw. szarpakiem.  Wygląda to mniej więcej tak: rozpędzacie auto do wskazanych przez instruktora prędkości, wjeżdżacie na mokrą, śliską nawierzchnię, a gdy tylna oś znajduje się na platformie wjazdowej, platforma ta bardzo agresywnie, losowo przesuwa się w lewą bądź prawą stronę. Nazwa szarpak jest tutaj jak najbardziej adekwatna – czujecie potężne szarpnięcie i łapiecie nadsterowność jak ta lala. Waszym zadaniem jest oczywiście wyprowadzenie auta na prostą połączone z awaryjnym hamowaniem. Przyznaję, że na początku Mercedes GLA, którym ćwiczyłam, żył swoim życiem, bo reagowałam albo zbyt późno, albo zbyt agresywnie skręcałam, albo zbyt słabo hamowałam. Na szczęście Pani instruktor na bieżąco wyjaśniała, dlaczego kończyłam odwrócona o 90 lub 180 stopni od zamierzonego toru jazdy i wskazywała, co powinnam zmienić. Byłam pewna, że tego nie ogarnę, ale (ku mojemu zdziwieniu), zaczęło to wychodzić coraz lepiej i po zmianie auta na CLA (każdy ćwiczy w obu modelach) podczas kilku ostatnich przejazdów wyciągałam auto z poślizgów, nawet przy sporych prędkościach. Tak więc tak, kochani. Można się sporo nauczyć.

Czytaj też: Test KIA Sportage MHEV. Nie bez powodu jest tak popularna

Czwartym i ostatnim modułem był slalom na torze z pachołkami, połączony z jazdą po okręgu na mokrej nawierzchni i w końcu na awaryjnym hamowaniu w wyminięciem przeszkody. Tutaj dowiecie się, jak skręcać oszczędnie, ale efektywnie, jak najeżdżać na zakręty, jak sobie radzić z nadsterownością i podsterownością i powtórzycie awaryjne hamowanie w nieco innych warunkach niż podczas modułu poświęconemu temu manewrowi. Można się naprawdę sporo nauczyć, a przy okazji przekonać się, jak niewielkim kosztem można upłynnić swoją jazdę.

Tutaj chciałabym oddać wyrazy szczerego uznania ekipie szkoleniowców Mercedes-Benz. Każdy moduł rozpoczynali od szczegółowego wyjaśnienia, jak sobie poradzić w danej sytuacji, następnie prezentowali to w praktyce, a później oddawali stery nam. Cały czas otrzymywaliśmy informację zwrotną na temat tego, co robimy dobrze, a co źle, jak poprawić nasze niedociągnięcia i w miarę postępów ćwiczeń, zwiększali poziom ich trudności. Za pierwszym razem wjechałam na szarpak z prędkością ok. 40 km/h i momentalnie obróciło mnie o 180 stopni, a do ostatniej próby podeszłam z prędkością 56 km/h i udało mi się w miarę sprawnie zapanować nad autem (przy okazji przekonując się, że zasada „10 km/h mniej ratuje życie” nie wzięła się znikąd). To pokazuje, że ci ludzie naprawdę wiedzą, co robią. A przy okazji są bardzo sympatyczni i niezależnie od tego, jak głupie błędy popełniałam, w żadnym momencie nie czułam się traktowana protekcjonalnie (z czym, jak wiemy, różnie w życiu bywa).

Czytaj też: Test BMW iX. To najmądrzejsze BMW w historii

Warto doskonalić swoje umiejętności jazdy samochodem i zdobywać wiedzę

Podsumowując, był to bardzo ciekawy dzień i wyniosłam z niego mnóstwo przydatnej wiedzy, a także (mam nadzieję) nowych umiejętności. Jeśli uda mi się zaimplementować chociaż część z tego w praktyce, będę się sama klepać po plecach. Jest to program Mercedesa, ale to, czego się w trakcie nauczycie, możecie z powodzeniem stosować w dowolnym aucie, więc szczerze i gorąco Was zachęcam do wzięcia w nim udziału!

Większość zdjęć w materiale została wykonana aparatem Sony A7c z obiektywem Sony 70-200mm F/2.8 GM II. Za udostępnienie sprzętu dziękujemy firmie Sony!