Na nocnym niebie nad Nową Zelandią pojawiły się efektowne światła

Mieszkańcy Nowej Zelandii mieli w miniony weekend okazję, by śledzić niecodzienny pokaz świateł na tamtejszym niebie.

Gdybyście jednak uznali, że to oznaki rozpoczynającej się inwazji kosmitów, to uspokajamy: to „tylko” SpaceX. Firma Elona Muska wykorzystała rakietę Falcon 9 do wyniesienia satelity, a wystrzeleniu towarzyszyła chmura spalin. Ostatecznie przybrała ona formę wiru, przywodzącego na myśl kształt naszej galaktyki, czy też gigantycznego oka spoglądającego z nieba.

Czytaj też: Chińczycy znaleźli życie pozaziemskie? Pojawił się intrygujący komunikat

Wydarzenia miały miejsce nad miastem Nelson, które znajduje się na północnym wybrzeżu Wyspy Południowej. Rozegrały się w niedzielę około godziny 19:30 lokalnego czasu, kiedy to Falcon 9 przeleciała około 750 kilometrów na południe, w kierunku wyspy Stewart. Alasdair Burns, który obserwował przelot, przyznaje, że było to dziwne doświadczenie. Obiekt wyglądał jak ogromna spirala, która bardzo powoli przesuwała się na północ po nocnym niebie, by z czasem ulec rozproszeniu.

Światła nad Nową Zelandią okazały się wiązać z wystrzeleniem rakiety Falcon 9

Nad Nową Zelandią najprawdopodobniej przeleciał satelita Globalstar 2 FM15. Dwustopniowa rakieta została wystrzelona w niedzielę rano ze stacji sił kosmicznych na Przylądku Canaveral na Florydzie. Wspomniany satelita, jak wyjaśniają przedstawiciele SpaceX, został umieszczony u celu około 1 godziny i 50 minut po starcie, co przebiegło zgodnie z założonym harmonogramem.

Czytaj też: Na Marsa poleci milion ludzi? SpaceX ma na to plan

Po rozmieszczeniu ładunku Falcon 9 zaczęła spuszczać paliwo, a pierwszy stopień rakiety powrócił na Ziemię. Dokonał pionowego, charakterystycznego dla SpaceX, lądowania. Co ciekawe, był to trzeci start przeprowadzony przez tę firmę w ciągu zaledwie 36 godzin. Wcześniej, w piątek, udało się wystrzelić 53 satelity Starlink, podczas gdy następnego dnia doszło do wyniesienia satelity przeznaczonego dla niemieckiego wojska.