Posłuchał foliarzy i podpalił nadajnik sieci komórkowej. Punktowi szczepień też się oberwało

Arkadiusz Dziermański Z-ca Redaktora Naczelnego

Ruszył proces w sprawie podpalenia nadajnika sieci komórkowej oraz punktu szczepień w Zamościu. Oskarżony przyznał, że do popełnienia przestępstwa przyczyniła się internetowa dezinformacja.

Oskarżony o podpalenie dwóch nadajników i punktu szczepień

W Sądzie Rejonowym w Zamościu ruszył proces Huberta C. 43-latek został złapany po powrocie ze Szwajcarii, po tym jak w sierpniu 2021 roku podpalił pomieszczenia Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej oraz punkt szczepień w Zamościu. Jak się okazało w trakcie śledztwa, w II połowie 2020 roku podpalił też dwa nadajniki sieci komórkowej w Złojcu.

W przypadku pierwszego podpalenia straty oszacowano na ponad 140 tys. złotych. W drugim to już kwota prawie 240 tys. złotych. To powinien być prosty proces. Oskarżony przyznał się do winy i jak przyznaje, za granicę wyjechał w celu odłożenia pieniędzy na pomoc prawną i zabezpieczenie do winy. Utrzymuje, że po powrocie do kraju chciał oddać się w ręce organów ścigania.

Czytaj też: Środki z KPO pójdą na budowę sieci 5G. Tylko… jakiej sieci 5G?

Prokuratura chce, aby sąd uznał dobrowolne poddanie się karze, skazując Huberta C. na 1,5 roku pozbawienia wolności oraz obowiązek naprawienia szkody. Sąd nie uznał wniosku prokuratury. Oskarżonemu, za popełnienie czynu o charakterze terrorystycznym, grozi nawet 15 lat więzienia. Kolejna rozprawa odbędzie się jednak dopiero za cztery miesiące.

W tym wszystkim największe wrażenie mogą robić motywy działania oskarżonego. Te, mówić wprost, powstały na skutek uwierzenia w spiskowe teorie rozpowszechniane w Internecie przez szeroko rozumianych foliarzy.

Czytaj też: Nowa „petycja” o zatrzymanie sieci 5G, promieniowania radioaktywnego i sieci… 1G. Kraśnik to przy tym pikuś

Segregacja sanitarna, szkodliwe promieniowanie. Brzmi znajomo?

Oskarżony przyznaje, że działał pod wpływem impulsu. Punkt szczepień podpalił zaraz po tym, jak wrócił z rodzinnego obiadu w restauracji. Podpalenie w Zamościu miało być manifestem przeciwko szczepieniom na COVID-19. Jak informuje Dziennik Wschodni, obawiał się segregacji sanitarnej oraz łapanek na ludzi zakażonych i zamykania ich w izolacji. Czy to nie brzmi znajomo? Takie treści rozpowszechniało wiele, tak zwanych, wolnych mediów. Część z nich została niedawno zablokowana w polskim Internecie za powielanie prorosyjskich narracji w związku z napaścią na Ukrainę. Działania antyszczepionkowców były przez cały okres pandemii tolerowane przez organy ścigania oraz władzę. Wśród której też nie brakuje posłów jak mantrę powtarzających teorie o segregacji sanitarnej. Skutki sami widzimy.

Czytaj też: Orange wyłączy sieć 3G. NIE musisz wymieniać telefonu

W przypadku podpalenia nadajników sieci komórkowych Huber C. również uległ internetowym teoriom. Jak przyznał, swoją wiedzę o rzekomej szkodliwości sieci 5G czerpał z doniesień ze stron internetowych. Teorie na ten temat można mnożyć bez końca. W tym przypadku zadziałała ta o możliwym szkodliwym wpływie pola elektromagnetycznego na dzieci. Podpalony nadajnik znajdował się przy szkole, do której uczęszczał oskarżony, ojciec kilkuletniej dziewczynki.

Oby proces był ostrzeżeniem dla wszystkich, którzy bagatelizują środowiska, które już od lat rozsiewają teorie spiskowe na temat sieci komórkowych, COVID-u, a ostatnio Ukrainie i Rosji. Pozwalanie na prowadzenie dalszej tego typu działalności może doprowadzić do kolejnej tragedii, w której ucierpieć mogą nie tylko budynki i konstrukcje nieożywione.