Wyjątkowy NASAMS dla Ukrainy, system przeciwlotniczy NASAMS, NASAMS

Wyjątkowy NASAMS dla Ukrainy. Opisujemy system przeciwlotniczy, który chroni Waszyngton

Wedle najnowszych informacji, władze USA planują przekazać Ukrainie system obrony powietrznej o nazwie NASAMS. Szczegóły ujawnione przez CNN sugerują, że jeszcze w tym tygodniu mamy doczekać się ogłoszenia, co do tego, że Stany Zjednoczone zakupiły specjalnie ten norweski system w celu wsparcia ukraińskiej obrony przeciwlotniczej. Nie jest to jednocześnie byle jaki system, a taki, który chroni nawet Waszyngton.

System przeciwlotniczy NASAMS dla Ukrainy. Co dokładnie zmieni na froncie?

NASAMS to nieprzypadkowy skrót, a raczej akronim, bo oznacza Norwegian Advanced Surface to Air Missile System, czyli po prostu „zaawansowany norweski system przeciwlotniczy”. Prace nad nim rozpoczęły się w latach 90. ubiegłego wieku, kiedy to norweska firma Kongsberg Defence & Aerospace połączyła siły z amerykańską firmą Raytheon z myślą o systemie dla Królewskich Norweskich Sił Powietrznych.

Czytaj też: Rozwój rosyjskich BMP, czyli bojowe wozy piechoty BMP-1, BMP-2 i BMP-3 pod lupą

przeciwlotnicze systemy Buk na NASAMS,

Od planów szybko przeszło do czynów i tak też pierwsza generacja NASAMS została wprowadzona do użytku operacyjnego w 1998 roku. Jednak rozwój systemu ciągle postępował i tak też w latach 2000 opracowano ulepszoną wersję NASAMS 2, która weszła do eksploatacji w 2006 roku, a w 2010 roku NASAMS 3, która to została wprowadzona na służbę w 2019 roku.

Bez względu na wariant, NASAMS to niezmiennie rozproszony i połączony siecią system obrony przed pociskami rakietowymi ziemia-powietrze średniego i dalekiego zasięgu. Ten chroni już Australię, Chile, Finlandię, Stany Zjednoczone, Hiszpanię i Litwę w różnych wersjach, ale w bardzo skromnych liczbach. Czym te różnią się od siebie? Przede wszystkim systemem zarządzania walką, systemami łączności oraz radarami, ale nadal budują całą sieć czujników i radarów na różnych platformach dla wyższej skuteczności.

Zdecydowanie najważniejsze różnice sprowadzają się do wykorzystywanych pocisków z holowanej wyrzutni wyposażonej w sześć kanistrów dla pocisków. Pierwotnie w grę wchodziły dwa pociski – AIM-120 AMRAAM o zasięgu do 25 km (poziomo) i 40 km w wersji o rozszerzonym zasięgu, ale w wersji NASAMS 3 o zmodernizowanych wyrzutniach dołączyły do nich tańsze pociski krótszego zasięgu w postaci AIM-9X Sidewinder Block II oraz IRIS-T (zasięg do kilkunasty kilometrów).

Czytaj też: Poradzieckie systemy Toczka. Opisujemy zestawy rakietowe, które niedawno zyskały wiele uwagi

Pociski AIM-120 oraz AIM-9X

W praktyce NASAMS nawet w swojej najnowszej wersji nie chroni przed wszystkimi zagrożeniami, choć radzą sobie z dronami, samolotami, śmigłowcami czy nawet naddźwiękowymi pociskami manewrującymi. Nadal nie jest w stanie zatrzymać pocisków balistycznych (np. Iskander), a gdyby tego było mało, jego utrzymanie jest szalenie drogie, jako że ceny pocisków AIM-120 wynoszą od 300000 do 180000 dolarów, choć oczywiście ta nie gra roli, kiedy w grę wchodzą ludzkie życia. Jednak na szczęście wspomniane pociski są dosyć powszechne w zapasach USA oraz krajów NATO (nawet Polski), więc ich przekazanie Ukrainie nie będzie wątpliwe czy ograniczane specjalnie po to, aby nie uszczuplić zbytnio swoich możliwości na froncie.

Przeciwlotnicze braki w ukraińskiej armii

Ostatnie dni upłynęły pod znakiem wstrząsających nagrań, na których możemy obejrzeć drastyczne sceny ataku ukraińskich miast i tym samym obywateli z wykorzystaniem rosyjskich pocisków wszelkiego rodzaju. Zareagował na to prezydent broniącego się kraju, prosząc o dostawę nowych systemów, bo choć Ukraina posiada systemy obrony powietrznej i rakiety pochodzenia radzieckiego (np. Buk-M1), to są one przestarzałe i niezbyt zaawansowane, a na dodatek zwyczajnie trudne w konserwacji.

Przeciwlotniczy system Buk-M3, Buk-M3,

Dotychczasowe wsparcie w tych kwestiach było w ogólnym rozrachunku rozległe, ale dręczył je jeden wielki problem – dotyczyły wyłącznie zestawów bardzo krótkiego zasięgu. Mowa bowiem o systemach pokroju brytyjskich Martlet i Starstreak, Igieł różnego rodzaju, czy polskich Piorunów (GROM-M). Z każdym kolejnym tygodniem problem braku systemów przeciwlotniczych o zasięgu idącym w przynajmniej kilkanaście, a najlepiej całe dziesiątki kilometrów, a nie ledwie kilku, jest rosnącym problemem dla Ukrainy, którego naprawdę trudno rozwiązać.

Czytaj też: Polskie Leopardy, czyli najbardziej zaawansowane czołgi w rękach Wojska Polskiego

Brytyjskie systemy przeciwlotnicze w Ukrainie, Starstreak, Martlet, pociski Martlet

Dostawa NASAMS nawet w niewielkiej liczbie zmieni jednak znacznie sytuację Ukrainy w tej kwestii, pozwalając chronić przynajmniej Kijów. Jednak pewne jest, że państwo potrzebuje nie kilku, nie kilkunastu, a kilkudziesięciu takich systemów, aby móc „spać spokojnie” z racji przewagi Rosjan w myśl pocisków manewrujących i balistycznych wszelkiego typu. Wsparcia jednak nie widać, a oferowanej pomocy jest jak na lekarstwo, bo poza zakupem systemu Iris-T SLM od Niemiec (którego trzeba wyprodukować), NASAMS jest dopiero drugim z kolei systemem przeciwlotniczym tego typu.