Światowy gigant kończy ze słynnymi aparatami. To koniec pewnej epoki

Arkadiusz Dziermański Z-ca Redaktora Naczelnego

Nadeszło nieuniknione – tak można skomentować doniesienia mówiące o tym, że Nikon nie będzie więcej tworzyć klasycznych lustrzanek. To koniec epoki i historii trwającej od kilkudziesięciu lat.

Nikon przestanie produkować lustrzanki

Jak informuje Nikkei Asia Nikon planuje przestać tworzyć klasyczne lustrzanki cyfrowe. To w zasadzie nieuniknione. Klasyczne aparaty są wypierane przez smartfony, a i na samym rynku aparatów starsze, ale też większe i cięższe lustrzanki, są wypierane przez bezlusterkowce. Pierwszy raz aparaty bez lustra zaczęły sprzedawać się lepiej w 2020 roku, kiedy na rynek trafiło 2,37 mln egzemplarzy, przy 2,93 mln bezlusterkowców. To zmiana, której już nie da się powstrzymać.

Jeśli chodzi o samego Nikona, lustrzanki odpowiadały za 30% przychodów firmy, przy ok 50% dla bezlusterkowców.

Lustrzanki Nikona na razie nie znikną ze sklepów, jak również obecne na rynku modele nadal będą przez jakiś czas produkowane. Ostatnim aparatem tego typu będzie Nikon D6. Ale z czasem możemy spodziewać się definitywnego końca produkcji. Canon podobny zabieg planuje wykonać w ciągu najbliższych kilku lat.

Czytaj też: Nowe obiektywy Canon RF. Macro w szerokim kącie

Koniec pewnej epoki

Nikon F, pierwsza lustrzanka firmy, trafiła na rynek w 1959 roku. Choć nie była pierwszym tego typu aparatem, bo w 1952 roku swój model pokazał Asahi Optical, to właśnie Nikon stał się pewnego rodzaju ikoną. Już w 1964 roku na Igrzyskach Olimpijskich w Tokio wszyscy fotografowie korzystali z Nikona F.

Nikon był synonimem solidności. Aparaty firmy poleciały w kosmos w 1971 podczas misji Apollo 15. Z kolei fotograf na wojnie w Wietnamie podobno przeżył po tym, jak kula zatrzymała się w jego aparacie.

W 1999 roku Nikon wypuścił na rynek pierwszą lustrzankę cyfrową, model D1. Kiedy w 2008 roku na rynku zaczęły pojawiać się bezlusterkowce m.in. Sony, Samsunga i Panasonica, Nikon zaczął mieć problemy. Ludzie pokochali bezlusterkowce, więc naturalną koleją rzeczy firma też dołączyła do nowego trendu. Ale to wymagało porzucenia 60 lat historii. Bezlusterkowce były synonimem prostoty, co podobało się klientom. Tymczasem aby korzystać z produkowanych przez lata obiektywów Nikona, do bezlusterkowców marki trzeba było stosować adapter. Dla wielu klientów był to problem, bo dlaczego tutaj mam korzystać z dodatkowego urządzenia, skoro u konkurencji nie muszę? W ten sposób firmy, które dopiero zaczęły pojawiać się na rynku aparatów, jak Sony, nagle były w znacznie lepszej pozycji niż stary wyjadacz.

Czytaj też: Trwa letni cashback Canona. Do odzyskania jest nawet 1 150 zł

To wszystko spowodowało, że Nikon zaczął przynosić straty. W 2020 roku strata operacyjna wyniosła 125 mln dolarów, a rok później była ponad dwa razy wyższa. Chwilę wcześniej, bo w 2019 roku firma musiała zamknąć dwie fabryki aparatów w Japonii i zredukowała zatrudnienie za granicą.

Nikon stoi teraz przed dużym wyzwaniem, bo musi nadrobić straconą pozycję. Oby się to udało, bo konkurencja w segmencie danych urządzeń to dobre zjawisko. Jej spadek widzimy obecnie na rynku smartfonów po zduszeniu rozwoju Huaweia przez sankcje Stanów Zjednoczonych. Byłoby miło, gdybyśmy na rynku aparatów nie zostali skazani tylko na Canona i Sony. Miejsce dla Nikona zawsze się znajdzie.