Polskie samobieżne haubice 2S1 Goździk, haubice 2S1 Goździk,

Polskie samobieżne haubice 2S1 Goździk. To one walczą w Ukrainie i to je zastępują nowoczesne Kraby

To już pewne, że polskie samobieżne haubice 2S1 Goździk trafiły w ręce ukraińskich sił zbrojnych i służą obecnie do walki z Rosjanami. Niedawno w sieci po raz pierwszy pojawiło się zdjęcie, potwierdzające ich obecność w Ukrainie, więc postanowiliśmy przyjrzeć się temu, czym dokładnie są 2S1 Goździk, bo musimy pamiętać, że polskie wojsko nadal z nich korzysta.

Czym są samobieżne haubice 2S1 Goździk?

W przypadku tego sprzętu musimy cofnąć się aż do lat 60. ubiegłego wieku, bo to wtedy powstawał jego ogólny projekt, który zaowocował prototypami produkowanymi i walidacyjnymi od 1967 roku. Finalnie system uznano za udany i w 1971 roku rozpoczęto jego produkcję seryjną, która trwała od 1994 roku. W Polsce jednak produkcja ruszyła w 1983 roku i trwała kolejne 8 lat. Wtedy wyprodukowano 602 egzemplarzy, z czego 73 zostały wyeksportowane do ZSRR, a dane wskazują na ponad 300 Goździków w Wojsku Polskim.

Czytaj też: Opisujemy niemieckie Panzerhaubitze 2000, czyli jedne z najpotężniejszych haubic dla Ukrainy

Warto od razu wyjaśnić, że sprzęty tego typu wykorzystuje również Ukraina (600 egzemplarzy w 2014 roku) i Rosja (622 egzemplarzy), a przez ubiegłą dekadę Czechy i Polska dostarczały je Ukrainie przynajmniej dwukrotnie, ale dokładnych ich liczb nie znamy. Trudno więc oszacować dokładnie to, jak wiele systemów tego typu posiadają poszczególne kraje.

Zbudowane na podstawie wydłużonego podwozia MTLB i konstrukcji pływającego czołgu PT-76, samobieżne haubice 2S1 Goździk to przykłady bardzo niskich sprzętów z zamontowaną haubicą 2A31 (to modernizacja holowanej D-30) w wieży z tyłu kadłuba. Ich produkcja była realizowana w ZSRR, Bułgarii oraz Polsce (na licencji), gdzie odpowiadały za to zakłady Huta Stalowa Wola. Dlatego właśnie nasza armia ma dostęp do ponad 300 egzemplarzy, ale te są obecnie wycofywane ze służby na rzecz imponujących Krabów również polskiej produkcji.

Na tle nowoczesnych haubic pokroju właśnie Krabów czy francuskich CAESAR, samobieżne haubice 2S1 Goździk na podwoziu gąsienicowym nie wypadają specjalnie dobrze. Mogą strzelać na odległość maksymalnie 23 kilometrów (z amunicją rakietową), ale najczęściej i tak zasięg sprowadza się do maksymalnie 15 km przy wykorzystywaniu standardowych pocisków. Należy jednocześnie pamiętać, że nie są to standardowe NATOwskie pociski 152 mm, a znacznie mniej destruktywne w działaniach warianty kalibru 122 mm.

Obsługą systemu zajmuje się 4- lub 5-osobowa załoga zależnie od sytuacji państwa. Normalnie bowiem (w czasie pokoju) załoga obejmuję dowódcę, kierowcę, celowniczego i ładowniczego, ale w czasie wojny przewiduje się rozszerzenie załogi o amunicyjnego, aby przyspieszyć proces oddawania kolejnych strzałów. Szybkostrzelność wynosi zresztą od 5 do 7 strzałów na każdą minutę, co usprawnia zmechanizowany układ zasilania amunicją w wieży.

Czytaj też: Rosyjski okręt podwodny Alrosa typu Kilo powrócił na służbę po modernizacji

Sama haubica 2A31 została wyposażona w przedmuchiwacz przewodu lufy, dwukomorowy hamulec wylotowy i zamek klinowy o pionowym ruchu klina. Rodzaje amunicji obejmują przede wszystkim te odłamkowo-burzące o wadze 21,76 kilogramów, ale też dymne i kumulacyjne. Oczywiście pociski są stabilizowane brzechwowo z racji obecności nie gwintowanego, a gładkolufowego działa, a pokładowa liczba amunicji sięga do 40 sztuk.

Samobieżne haubice 2S1 Goździk w Ukrainie

Niestety nie dowiedzieliśmy się o żadnych osiągnięciach na froncie z wykorzystaniem 2S1 Goździk. Jedyne zdjęcie, które potwierdza ich tamtejszą obecność, sprowadza się do poniższego wpisu na Twitterze, ukazujące wyróżniające się na pierwszy rzut oka systemy z racji swojego nietypowego i jednoznacznie wskazującego na polskie korzenie kamuflażu.

Czytaj też: Pociski Ch-22 ciągle w użyciu. To kolejne rosyjskie bezprawie zdradzające nieudolność agresora

Wiemy za to, że Polska miała przekazać Ukrainie około 20 egzemplarzy 2S1 Goździk, które na froncie zetrą się z dokładnie tym samym sprzętem, ale w rękach Rosji, bo nie możemy zapominać, że agresor również ma te systemy w swoim arsenale.