M270 MLRS są już w Ukrainie, M270 MLRS, MLRS, M270

M270 MLRS są już w Ukrainie, a ich ulepszanie trwa. Te wyrzutnie dadzą Rosjanom popalić bardziej, niż myślicie

Wyrzutnie M270 MLRS (tacy „starsi bracia” M142 HIMARS) pomimo początkowych wątpliwości, również trafiły w ręce ukraińskich sił zbrojnych. Co to oznacza? W dużym skrócie to, że od niedawna, jakiekolwiek spektakularne ataki rakietowe na rosyjskie pozycje mogą być dziełem nie tylko HIMARSów, ale też MLRSów. Te systemy, wbrew pozorom, mają bowiem ze sobą bardzo, ale to bardzo wiele wspólnego, ale nie przyciągnęliśmy Was tutaj tylko po to, aby wskazać, co dokładnie. 

Wieloprowadnicowe wyrzutnie M270 MLRS już w Ukrainie

15 lipca oficjalnie dowiedzieliśmy się, że ukraińska armia otrzymała pierwszy system M270 MLRS od Wielkiej Brytanii. Ptaszki ćwierkają, że to państwo razem z Norwegią przekaże Ukrainie aż dwanaście tych systemów, które najpewniej wyrządzą Rosji jeszcze więcej zniszczeń, niż wyrządziły do tej pory HIMARSy. Dlaczego? O tym poniżej.

M270 MLRS vs M142 HIMARS

M270 MLRS oraz M142 HIMARS (opis tutaj) są do siebie bardzo zbliżone i wcale nie dlatego, że odpowiada za nie firma Lockheed Martin. W praktyce bowiem M270 MLRS jest „HIMARSem” na sterydach, a dokładniej mówiąc, HIMARS jest okrojonym wariantem MLRS. Wszystko przez to, że system będący głównym bohaterem dzisiejszego wpisu powstał w 1977 roku, a HIMARS pod koniec lat 90. ubiegłego wieku. 

Czytaj też: Jak działa pancerz reaktywny ERA? Opisujemy dodatkowe opancerzenie, które wiele zmieniło

Patrząc na same nazwy, M270 jest określany po prostu „systemem zdolnym do wystrzeliwania wielu rakiet”, a M142 już „rakietowym systemem artyleryjskim o wysokiej mobilności”. Oba systemy zaliczają się więc do konkretnego rodzaju artylerii rakietowej, a dokładniej mówiąc – samobieżnych wieloprowadnicowych wyrzutni rakietowych. To oznacza, że z jednej strony bazują na podwoziu umożliwiającym transport systemów bez użycia dodatkowego sprzętu, a z drugiej są w stanie jednocześnie atakować cele dużą liczbą pocisków rakietowych. 

W skrócie, oba systemy są w stanie dosłownie zalać nawet odległe wrogie pozycje niebywałą ilością destrukcyjnych ładunków wybuchowych w głowicach trudnych do skontrowania pocisków. MLRS jest w tym skuteczniejszy, bo jako „starszy brat” HIMARSa o wadze nie ~16, a ~25 ton, bazuje zarówno na gąsienicowym (a nie kołowym) podwoziu i wykorzystuje nie jedną, a dwie wieloprowadnicowe wyrzutnie rakiet. 

Właśnie tak – główną różnicą między M270 a M142 jest podwozie oraz zestaw rakiet, które mogą wystrzelić, bo ich liczba w tym pierwszym systemie jest dwa razy większa niż w drugim (12 vs 6). W praktyce więc MLRS może siać jeszcze rozleglejsze zniszczenia, bo po prostu ma do zaoferowania podwojoną względem HIMARS siłę ognia. Jest to o tyle ważne, że oddziały artyleryjskie muszą zwykle uciekać z miejsca, z którego właśnie przeprowadzono atak, aby zmniejszyć szanse na oberwanie ogniem kontrbateryjnym. Nie ma więc czasu na to, aby np. przeładować (choć w przypadku tych wyrzutni ten proces jest bardzo usprawniony), więc MLRS w pojedynkę jest znacznie cenniejszy od HIMARS.

Wyobraźmy sobie bowiem sytuację, w której to USA przekazują Ukrainie pociski ATACMS. Dla nieobeznanych to 610-mm pociski o zasięgu skutecznym i maksymalnym rzędu (odpowiednio) 300 i 500 km, które zastępują całą sześć pozostałych pocisków. Oznacza to, że jeden MLRS mógłby wystrzelić aż dwa ATACMS, przykładowo niszcząc początek i koniec mostu krymskiego. Dwa systemy mogłyby zresztą zniszczyć go całkowicie albo po prostu postawić na wielokrotny ostrzał w to samo miejsce, aby upewnić się, że pociski trafią i wyrządzą stacjonującym tam Rosjanom odpowiednio wysokie szkody.

Nowy MLRS już w rękach Armii USA. Pierwszy egzemplarz M270A2 dostarczony

Podczas gdy Ukraina cieszy się z oryginalnych M270, które powstawały przed wieloma laty i zostały sprzedane przez USA m.in. Wielkiej Brytanii, Armia USA może testować ich najnowszą wersję – M270A2. Dowiedzieliśmy się niedawno, że Lockheed Martin przekazał wojskowym pierwszą wyrzutnię MLRS ulepszoną do tego najnowszego standardu. Dokonano tego stosunkowo szybko, bo program rozpoczęto w 2019 roku i na jego mocy postanowiono poprawić szereg elementów składowych.

Czytaj też: Niczym nowe atomówki. Opisujemy niszczycielskie hipersoniczne pociski USA, przed którymi nie ma ucieczki

Po pierwsze, w M270A2 znacząco poprawiono układ napędowy, wymieniając oryginalny 500-konny silnik na 600-konny i dodatkowo ulepszając skrzynię biegów. Poza tym zastosowano nową kabinę pancerną, która teraz zapewnia więcej miejsca wewnątrz i specjalne „fotele pochłaniające energię”, aby ułatwić artylerzystom radzenie sobie z wybuchami min oraz improwizowanych ładunków wybuchowych. 

Być może najważniejszym elementem systemu jest i tak CFCS, czyli nowoczesny system kontroli ognia (Common Fire Control System), który zapewnia MLRS wykorzystywanie pocisków GMLRS-ER oraz Precision Strike Missile (PrSM). Mowa więc o pociskach zupełnie nowej klasy, które są w stanie zwalczać cele oddalone o grubo ponad 100 kilometrów. Głównym zadaniem Precision Strike Missile jest atakowanie lądowych celów w głębi pola walki, więc im wyższy zasięg będą w stanie osiągnąć, tym lepiej. W październiku zeszłego roku dowiedzieliśmy się, że w teście maksymalnego zasięg PrSM dosięgnął celów oddalonych o ponad 400 kilometrów. 

Czytaj też: Ukraina dopiero zgotuje Rosji piekło. Wyjaśniamy, dlaczego wyrzutnie HIMARS były dopiero początkiem

Z kolei ER-GMLRS mają zwiększony zasięg i dodają do swojego systemu nawigacji inercyjnej naprowadzanie wspomagane GPSem. Wedle znacznie bardziej zaawansowanych testów (względem PrSM), ich zasięg wynosi do 150 kilometrów. Innymi słowy, Armia USA zyska wiele, ulepszając M270 MLRS do standardu M270A2. Nic więc dziwnego, że chce w tej dekadzie zmodernizować 225 istniejących M270A1 i 160 wycofanych z użytku wyrzutni rakiet M270A0 do standardu A2, przedłużając ich żywotność o co najmniej kolejne 30 lat.