Chiny zrobiły zwrot. W krajowych hutach praca wrze, jak w Isengardzie

Jeśli wyobrazimy sobie globalny przemysł obronny jako wielką mapę żarzących się punkcików, to dziś najjaśniej świecą nie tylko linie montażowe czołgów, samolotów i rakiet, ale też te mniej efektowne hale, w których wykuwa się stal. Właśnie tam zapada decyzja, czy armia będzie miała z czego budować swoje kadłuby, płyty pancerne i konstrukcje nośne. W Chinach ten obszar traktuje się jak krytyczną tkankę państwa, której trzeba poświęcić odpowiednio dużo czasu.
Grafika wygenerowana z użyciem SI
...

Najnowsze doniesienia z Państwa Środka brzmią jak raport z przemysłowego frontu. Huty i zakłady specjalizujące się w stalach pancernych pracują w tempie, które bardziej kojarzy się bardziej z literackim Isengardem sprzed “entowego incydentu” niż z gospodarką nastawioną na cięcie kosztów. Jednocześnie w innych częściach świata kolejne piece wchodzą w tryb uśpienia, a produkcja wyspecjalizowanej stali traktowana jest jak luksus, na który w czasie pokoju można sobie pozwolić od czasu do czasu. Stanowi to istne zderzenie dwóch porządków, które prędzej czy później przyniesie skutki również poza branżą hutniczą.

Chiński przełom technologiczny w produkcji stali

Wytwarzanie stali pancernej to zadanie o wyjątkowych wymaganiach. Materiał musi łączyć ze sobą sprzeczne często cechy, bo maksymalną wytrzymałość, wysoką twardość, odpowiednią udarność oraz niską przewodność cieplną. Proces wymaga niezwykłej precyzji w obróbce cieplnej, ścisłego przestrzegania norm chemicznych i absolutnej powtarzalności w skali masowej. Każda płyta, która trafi później do kadłuba czołgu czy opancerzonego transportera, musi być wolna od jakichkolwiek ukrytych wad, więc im bardziej zaawansowany jest proces produkcji, tym najczęściej jest po prostu lepiej.

Tym razem grupa Inner Mongolia First Machinery Group rozwiązała kluczowe problemy techniczne związane z masową produkcją wysokowydajnej stali pancernej. Sukces polegał na udoskonaleniu procesu obróbki, a konkretnie na zastosowaniu nowatorskich narzędzi tnących. Zespół pod kierunkiem Duan Aiping wykorzystał syntetyczny azotek boru sześciennego, czyli materiał o twardości zbliżonej do diamentu, co w połączeniu z obniżeniem temperatur roboczych znacznie wydłużyło żywotność całego układu. To drugie pozwoliło zmniejszyć zużycie elementów linii i ograniczyć ryzyko mikropęknięć w materiale, co oznacza zarówno mniej odpadów, jak i większą pewność, że gotowa płyta pancerna zachowa swoje parametry nie tylko w laboratorium, ale też w realnych warunkach pola walki.

Czytaj też: Inni obiecywali, Chiny zbudowały i zaczęły sprzedawać. Takiego samochodu jeszcze nie było

Ogłoszone zwiększenie wydajności produkcji o 30 procent to nie jest zwykły wzrost wydajności, a znaczące poszerzenie możliwości w sektorze, który ma bezpośredni wpływ na potencjał bojowy armii. Chiński sukces to efekt długofalowej, państwowej strategii inwestycyjnej, która często stawia cele strategiczne nad krótkoterminową opłacalność. W tle tego sukcesu kryje się więc gotowość państwa do finansowania długich, żmudnych programów badawczych, które na pierwszy rzut oka nie przynoszą spektakularnych efektów. Udoskonalenie pojedynczej operacji cięcia czy walcowania nie wygląda tak imponująco, jak prezentacja nowego czołgu na paradzie, ale bez takich pozornie nudnych innowacji żaden nowoczesny pojazd nie będzie mógł powstać w liczbie większej niż pokazowa seria.

Koniec pewnej ery w amerykańskim przemyśle

Tymczasem po drugiej stronie oceanu Cleveland-Cliffs podjęło w maju decyzję o bezterminowym zamknięciu zakładu w Conshohocken w Pensylwanii. Obiekt ten przez dekady był kluczowym dostawcą specjalistycznych płyt pancernych dla amerykańskiej marynarki wojennej, armii lądowej oraz producentów pojazdów odpornych na miny. Decyzja nie wynikała z żadnych trudności technologicznych, lecz była czysto ekonomiczna i jest to część szerszego trendu. Cleveland-Cliffs planuje do końca czerwca zamknąć także zakłady w Riverdale w Illinois i Stilton w Pensylwanii, co łącznie przełoży się na utratę około 950 miejsc pracy. Wcześniej, już w marcu, produkcję wstrzymano Dearborn Works w Michigan z powodu słabego popytu ze strony branży motoryzacyjnej, co dotknęło kolejnych 600 osób. Do tego dochodzą ograniczenia w wydobyciu w Minnesocie, które wpłynęły na sytuację 630 pracowników.

Czytaj też: Chiny połączyły 7 pociągów bez żadnych sprzęgów. 35 tysięcy ton ruszyło jak jeden organizm

Na tle rozgrzanych hut w Chinach decyzje Cleveland-Cliffs brzmią jak zamykanie kolejnych drzwi do przemysłowego zaplecza armii. Fabryka w Conshohocken była przez dziesięciolecia jednym z tych niepozornych, ale kluczowych punktów w łańcuchu dostaw, gdzie stal zamieniała się w wyspecjalizowane płyty przeznaczone dla marynarki wojennej, wojsk lądowych i producentów wyspecjalizowanych pojazdów. Jednak to, co z punktu widzenia spółki jest racjonalnym cięciem kosztów, z perspektywy państwa oznacza jednak świadome uszczuplenie własnych rezerw. Gdy do tego dołożymy wygaszanie kolejnych zakładów w Riverdale i Stilton oraz ograniczenia w wydobyciu w Minnesocie, wyłania się obraz stopniowego kurczenia się przemysłowego zaplecza, które jeszcze dekadę temu uchodziło za jeden z filarów amerykańskiej przewagi. Możemy być więc pozytywnie nastawieni do tego, że polskie Ministerstwo Obrony Narodowej własnie kupiło Hutę Częstochowa.

Dwie filozofie w obliczu nowych wyzwań

Różnica w podejściu między Chinami a Stanami Zjednoczonymi jest uderzająca. Pekin traktuje wojskowe łańcuchy dostaw jako element infrastruktury krytycznej, którą należy utrzymywać za wszelką cenę i to nawet jeśli generuje straty w krótkim okresie. Trudno się temu dziwić, bo jest to bardziej inwestycja w przyszłą niezależność i zdolność do szybkiej reakcji. Waszyngton, przynajmniej w obszarze, o którym mowa, kieruje się logiką rynku czasu pokoju, zakładającą, że zdolności produkcyjne można odtworzyć w razie potrzeby.

Problem polega na tym, że odtworzenie wyspecjalizowanej linii do produkcji stali pancernej to przedsięwzięcie niezwykle kapitałochłonne i czasochłonne. Po zamknięciu zakładu i rozproszeniu wykwalifikowanej kadry szybkie ponowne uruchomienie produkcji staje się zadaniem niezwykle trudnym, o ile w ogóle możliwym w krótkim czasie. Każda taka decyzja zmniejsza przemysłowy bufor bezpieczeństwa kraju.

Czytaj też: Zapomnij o tradycyjnych dronach. Chiny wypuściły platformę, która zarządza setkami jednostek jednocześnie

Utrata obiektu w Conshohocken nie oznacza oczywiście, że USA całkowicie straciły zdolność do wytwarzania wysokiej klasy stali pancernej. Każde takie zamknięcie jest jednak krokiem w kierunku zwiększenia zależności i zmniejszenia własnych rezerw produkcyjnych. W sytuacji nagłej, wymagającej gwałtownego zwiększenia skali wytwarzania, brak odpowiedniej infrastruktury może okazać się poważnym problemem.

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.
Specjalizacje
MilitariaRecenzje sprzętuRowerySamochodyGry wideoGry planszowe