Cały arsenał na jednym superżołnierzu. Chiny testują wizję piechoty przyszłości

Na pierwszy rzut oka wygląda to jak kadr z futurystycznej strzelanki. Żołnierz w pełnym oporządzeniu, z nowoczesnym karabinem, strzelbą, wyrzutnią rakiet naramiennych i czterowirnikowym dronem, który spoczywa na jego plecach niczym mechaniczny plecak. Tyle że tym razem nie mamy do czynienia z grafiką koncepcyjną, lecz z oficjalnym materiałem Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej, opublikowanym w mediach społecznościowych.
...

Na początku 2026 roku chiński Internet oszalał, a to wszystko przez jedno zdjęcie w mediach społecznościowych, które w ekspresowym tempie zebrało tysiące udostępnień i komentarzy. Widoczny na nim żołnierz Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej został obwieszony prawdziwym arsenałem, co natychmiast przyniosło mu w sieci przydomek superżołnierza.

Superżołnierz Chin? Ta konfiguracja wciąż nie jest w chińskiej armii standardem

Fotografia, która obiegła sieć, przedstawia żołnierza wyposażonego w karabin Typ 191, strzelbę 09, naramienną wyrzutnię rakiet oraz czterowirnikowego drona. Materiał pochodzi z oficjalnego konta armii, a w komentarzach dominowało zdumienie skalą uzbrojenia przenoszonego przez jedną osobę. Trudno się temu dziwić, bo taki zestaw uzbrojenia umożliwia żołnierzowi nie tylko utrzymywanie bezpośredniej walki z piechotą, ale też podejmowanie się misji rozpoznania, atakowania opancerzonych celów i nawet tych latających.

Czytaj też: Bombowiec nowej generacji USA ma paskudny sekret? Chiny przeanalizowały B-21 Raider

Prezentowany na zdjęciu zestaw to wciąż raczej wyjątek niż codzienna rzeczywistość w szeregach chińskiej armii. Przez długie lata podstawowe wyposażenie chińskiego piechura ograniczało się głównie do karabinu, ewentualnie uzupełnionego o lekką wyrzutnię rakiet. Dziś widać wyraźną zmianę trendu, choć na razie w formie jednostkowych, efektownych wizualizacji, a nie szeroko zakrojonych zmian.

Czytaj też: Chiny pokonały blackouty. Już 12 krajów uwierzyło w ich dzieło

Taki przełom historycznie umożliwiła zresztą mechanizacja, bo żołnierze poruszający się transporterami opancerzonymi mogą pozwolić sobie na noszenie cięższego sprzętu. W praktyce jednak taka konfiguracja “wszystko w jednym” ma swoje poważne ograniczenia, bo w trudnym terenie, podczas długich pieszych marszów czy w działaniach górskich, fizyczne obciążenie żołnierza staje się krytycznym problemem.

Chińska strzelba Typu 09 znalazła nowe życie

Ciekawym elementem wyposażenia jest strzelba Typ 09. Chociaż pierwotnie projektowano ją do walki w ciasnych przestrzeniach i podczas szturmów, to obecnie zyskała drugie życie jako skuteczna broń do zwalczania małych bezzałogowców. Doświadczenia z frontu ukraińskiego pokazały, że tradycyjne strzelby bywają bardziej praktyczne od dedykowanych, skomplikowanych systemów antydronowych. Chińczycy testowali specjalistyczne rozwiązania, lecz te często przegrywały z prostotą i elastycznością zwykłej strzelby. Typ 09 ma przy tym istotne zalety, bo ładowanie luźnymi nabojami eliminuje potrzebę noszenia dodatkowych magazynków, a składana kolba ułatwia transport. W dobie wszechobecnych dronów obserwacyjnych i kamikadze, taka broń dodatkowa wydaje się rozsądnym wyborem.

Zdjęcie poglądowe

Wizja wielozadaniowego żołnierza napotyka fizyczne granice

Podstawowy ładunek amunicji dla piechoty w wielu armiach oscyluje wokół 150-210 nabojów. Teoretycznie to wystarczająca ilość, zakładając oszczędne prowadzenie ognia. Praktyka współczesnych konfliktów, od Afganistanu po Ukrainę, pokazuje jednak coś innego, bo to, że żołnierze często noszą ze sobą ponad 300 nabojów, chcąc być przygotowanymi na każdy scenariusz. Dodanie drugiej broni palnej, ciężkiej optyki, tłumików czy systemów łączności drastycznie zwiększa obciążenie. Do tego dochodzi standardowe wyposażenie ochronne, woda, żywność i elektronika. Każdy dodatkowy kilogram ma ogromne znaczenie podczas wielogodzinnych patroli, a sama integracja dronów na poziomie pojedynczego żołnierza lub drużyny, choć niezwykle wartościowa taktycznie, dokłada kolejny element do przenoszenia.

Czytaj też: Chiny mają “huraganową mikrofalówkę” do czyszczenia nieba z wrogów

W tle tego widowiskowego ujęcia widać szerszą tendencję, którą obserwujemy na współczesnych polach walki. Coraz więcej funkcji, które kiedyś były rozdzielone między wyspecjalizowane pododdziały, próbuje się skondensować na poziomie drużyny, a nawet pojedynczego żołnierza. Rozpoznanie powietrzne z użyciem dronów, zwalczanie bezzałogowców, samoobrona przeciwpancerna, utrzymanie łączności i orientacja w terenie za pomocą systemów cyfrowych jeszcze kilkanaście lat temu wymagały całego łańcucha sprzętu i ludzi.

ZISW Tytan
Zdjęcie poglądowe

Dziś wiele z tych złożonych zadań można zrealizować jednym quadem z kamerą, przenośnym terminalem i kilkoma dodatkowymi sensorami. Problem w tym, że każde można w sferze techniki nie musi automatycznie przekładać się na zdrowy rozsądek w planowaniu realnych działań. Chińska armia nie jest zresztą jedyna w swoich eksperymentach tego typu. Podobne dylematy mają Amerykanie, Rosjanie czy Europejczycy, którzy od lat pracują nad koncepcjami żołnierza przyszłości zintegrowanego z systemami łączności, obserwacji i walki elektronicznej.

Superżołnierza nie stworzy się samym sprzętem

Warto pamiętać, że armie od zawsze lubiły pokazywać światu swoje najbardziej efektowne oblicze. Parady, filmy promocyjne i starannie wyreżyserowane zdjęcia mają budować obraz siły i nowoczesności, a dopiero dużo później pojawia się praca nad urealnieniem pokazanych koncepcji. Przypadek “chińskiego superżołnierza” idealnie wpisuje się w ten schemat. Na jednym ujęciu widać ambicję stworzenia żołnierza, który samodzielnie wypełni kilka ról bojowych naraz. W tle pozostaje jednak pytanie, jak pogodzić tę wizję z możliwościami ludzkiego organizmu i ograniczeniami logistyki? Czy byle egzoszkielet wystarczy?

Jeśli chińskiej armii uda się wypracować rozsądny kompromis między techniczną wszechstronnością a ergonomią, podobne konfiguracje mogą stać się w przyszłości częstym widokiem w jednostkach bojowych. Jeżeli nie, zdjęcie pozostanie jedynie przypomnieniem, że granice postępu wciąż wyznacza ciało żołnierza, a nie sprzęt.