Jeżeli to nie jest prowokacja, to okręty wojenne będą zaskakiwać dwukrotnie

W sieci pojawiły się fotografie, które wywołują ogromne emocje, bo widać na nich pozornie typowy chiński statek towarowy. Taki jakich setki codziennie wpływają i wypływają z portów na całym świecie. Sęk w tym, że jego pokład nie jest wypełniony standardowymi kontenerami, a sprzętem, który w mgnieniu oka może rozpocząć wojskową misję.
...

Na zdjęciach statku, których autentyczność została już potwierdzona, wyraźnie widać wojskowe wyposażenie – od wyrzutni rakiet po systemy radarowe. A Chiny? Chiny tym razem milczą, zamiast chwalić się na lewo i prawo swoim militarnym osiągnięciem, co samo w sobie jest bardziej wymowne niż jakiekolwiek oświadczenie.

Dlaczego statek towarowy pełen broni to problem?

Aktualnie tajny statek cumuje w stoczni Hudong-Zhonghua w Szanghaju i na pierwszy rzut oka niczym nie różni się od cywilnej jednostki i to właśnie czyni całą sytuację tak niepokojącą. Całe jego uzbrojenie zostało bowiem zamontowane w modułowych kontenerach, co sugeruje koncepcję szybkiej konwersji zwykłego frachtowca w okręt bojowy. Fotografie ujawniają imponujący zestaw wyposażenia, a w tym kontenerowe wyrzutnie rakiet, radary fazowe i systemy obrony bliskiego zasięgu. Dopóki kontenery są zamknięte, statek wygląda jak każdy inny, co rodzi poważne pytania o przejrzystość i intencje.

Czytaj też: Przetrwa kule, 500 stopni i mróz. Nowy akumulator Epsilora to paliwo dla armii przyszłości

Kluczowe pytanie brzmi – czy to wszystko działa? Aktualnie brakuje jakichkolwiek informacji, czy systemy są funkcjonalne, czy zawierają prawdziwą amunicję, a także czy zostały zintegrowane z pokładowymi systemami sterowania. Nie ma też potwierdzenia, że ta konkretna jednostka kiedykolwiek opuściła stocznię w takiej konfiguracji, bo mogą to być dopiero makiety lub demonstrator technologii. Może to być ćwiczenie, a więc sygnał wysyłany do konkurentów geopolitycznych, a nawet (co wcale nie byłoby ewenementem) element scenografii do filmu. Bez oficjalnego słowa z Chin pozostajemy w sferze domysłów.

Czytaj też: Czym różnią się myśliwce 4, 4.5 i 5 generacji? Wyjaśniam najważniejsze samoloty wojska

Pewne jest natomiast to, że Chiny otwarcie realizują doktrynę fuzji wojskowo-cywilnej. Nie jest to żadna tajemnica. Tego typu podejście. Polega ona na projektowaniu cywilnej infrastruktury, przemysłu i technologii z myślą o potencjalnej, szybkiej militaryzacji. Przykłady? Chińskie promy pasażerskie budowane są ze wzmocnionymi pokładami, które w razie potrzeby uniosą ciężki sprzęt wojskowy, a w tym czołgi. Jest to długoterminowa strategia, która w czasie pokoju buduje ogromny potencjał mobilizacyjny. Różnica historyczna jest jednak znacząca. Podczas II wojny światowej amerykański przemysł przestawiał się na produkcję wojenną pod wpływem bieżącej konieczności. Pekin przygotowuje ten mechanizm z wieloletnim wyprzedzeniem.

Ukrywanie broni na okrętach to żadna nowość

Pomysł ukrywania siły militarnej pod cywilną przykrywką ma swoje korzenie w historii. Podczas I wojny światowej alianci używali tzw. statków-pułapek, a więc statków handlowych i trawlerów z zamaskowanym uzbrojeniem. Ich taktyka opierała się na prowokacji i zaskoczeniu. Gdy niemiecki U-boot wynurzał się, by zatopić teoretycznie bezbronny statek, ten odsłaniał działa i otwierał ogień. Historia USS Prince Charles jest tego dobrym przykładem, kiedy to w 1915 roku taki przebrany węglowiec zatopił U-36, biorąc jego załogę do niewoli. Mimo takich pojedynczych sukcesów statki-pułapki okazały się mało efektywne. Z około 180 jednostek tylko 10 odnotowało sukces, zatapiając łącznie 14 U-bootów. Skuteczniejsze okazały się konwoje i nowe technologie walki z okrętami podwodnymi.

Co ważniejsze, ta taktyka szybko obróciła się przeciwko cywilom. Gdy Niemcy zdali sobie sprawę z istnienia uzbrojonych statków pod cywilną banderą, zaczęli traktować każdą jednostkę handlową jako potencjalne zagrożenie, częściej decydując się na ataki bez ostrzeżenia. Podobne ryzyko niesie ze sobą współczesne zacieranie granic. Jeśli chińskie statki handlowe zaczną być powszechnie postrzegane jako potencjalne platformy wojskowe, bezpieczeństwo międzynarodowej żeglugi handlowej może zostać poważnie nadszarpnięte. W scenariuszu konfliktu każdy frachtowiec mógłby zostać uznany za cel wojskowy.

U-Boot SM U-1, czyli pierwszy okręt podwodny niemieckiej marynarki wojennej

Inny wymiar tej praktyki pokazują wydarzenia z czasów zimnej wojny. Wówczas zarówno USA, jak i ZSRR używały specjalnych statków wywiadowczych, często maskowanych jako jednostki badawcze czy rybackie. Ich misje nierzadko kończyły się tragicznie. W 1967 roku izraelskie lotnictwo i marynarka błędnie identyfikując amerykańskiego USS Liberty jako okręt wroga, zaatakowały go, zabijając 34 marynarzy. Rok później północnokoreańska marynarka przechwyciła USS Pueblo, a załoga nie zdołała zniszczyć wszystkich tajnych dokumentów. Po tych incydentach Stany Zjednoczone znacząco ograniczyły użycie nawodnych jednostek szpiegowskich.

Czytaj też: Myśliwce szóstej generacji, czyli kiedy samoloty stają się czymś więcej niż “maszynami zniszczenia”

Wracając jednak do tajemniczego statku w Chinach, to jego status pozostaje niejasny. Może to być demonstracja możliwości, test nowej koncepcji lub element ćwiczeń. Brak jakichkolwiek oficjalnych wyjaśnień ze strony chińskich władz pogłębia tylko spekulacje i niepewność. Dlatego też warto zachować zdrowy rozsądek i nie wpadać w histerię, bo aktualnie nie ma dowodów, że statek jest operacyjny lub że opuścił port. Jednocześnie nie można ignorować szerszego trendu. Historia wielokrotnie pokazywała, że militaryzacja sfery cywilnej, choć kusząca taktycznie, rodzi długofalowe, nieprzewidziane konsekwencje, a ich koszt często ponoszą zwykli ludzie – marynarze i cywile, którzy znaleźli się w niewłaściwym miejscu i czasie.