Czekasz na Galaxy S26+? Te informacje o baterii mogą ostudzić Twój entuzjazm

Premiera serii Galaxy S26 zbliża się wielkimi krokami. Jak zwykle więc, im bliżej wydarzenia, tym mniej miejsca zostaje na domysły, a więcej na twarde dane pochodzące z baz certyfikacyjnych. Właśnie tak jest w przypadku Galaxy S26+, który „zameldował się” w bazie TUV.
...

Jeśli liczyliście na to, że rok 2026 przyniesie w końcu przełom w czasie pracy na jednym ładowaniu lub chociaż dogonienie chińskiej konkurencji w kwestii szybkości uzupełniania energii, możecie poczuć lekki niedosyt. Najnowsze certyfikacje sugerują bowiem, że koreański gigant postanowił trzymać się sprawdzonych (niektórzy powiedzą: nudnych) schematów, stawiając na stabilność zamiast na innowację w obszarze ogniw.

Zero zmian pod maską Galaxy S26+? Certyfikacja TUV ujawnia szczegóły

Urządzenie ukryte pod numerem modelowym SM-S947B/DS, które niemal na pewno jest nowym Galaxy S26+, zostało szczegółowo prześwietlone przez bazę TUV. Wynik? Litowo-jonowe ogniwo o pojemności znamionowej 4 755 mAh. Brzmi znajomo? Nic dziwnego – to dokładnie ta sama wartość, którą posiada obecny model Plus. Oznacza to, że marketingowo Samsung prawdopodobnie znów ogłosi pojemność na poziomie 4 900 mAh (tzw. pojemność typowa), co w praktyce oznacza zerowy przyrost energii względem poprzednika.

Niestety, podobnie sytuacja wygląda w przypadku ładowania przewodowego. Certyfikacja potwierdza wsparcie dla mocy 45 W. Choć to wciąż przyzwoita wartość, na tle konkurencji oferującej ładowarki 80 W, 100 W czy nawet 120 W w znacznie tańszych modelach, Samsung wydaje się stać w miejscu.

Jest jednak pewne światełko w tunelu, o którym certyfikacja milczy, a o którym huczy w przeciekach: ładowanie bezprzewodowe. Istnieje spora szansa, że seria S26 w końcu wprowadzi pełne wsparcie dla standardu Qi2, czyli magnetycznego systemu mocowania ładowarek (i akcesoriów). Wskazuje na to grudniowe pojawienie się w bazach danych tajemniczego „magnetycznego powerbanku” od Samsunga. Pozostaje jedynie pytanie, czy S26 Plus obsłuży standardowe 15 W, czy może Koreańczycy zaskoczą nas mocą 25 W w trybie Qi2.

Czytaj też: Bixby wraca do łask. Samsung szykuje potężną dawkę AI w One UI 8.5

Przy okazji w bazach TUV pojawiły się też dwa inne modele: Galaxy A37 5G oraz Galaxy A57 5G. Co ciekawe, oba te urządzenia ze średniej półki również mają wspierać ładowanie 45 W, co sugeruje, że Samsung chce ujednolicić ten standard w większości swoich telefonów. No, prawie, bo podstawowy S26 prawdopodobnie nadal pozostanie przy 25 W. Gdzie w tym sens?

Czytaj też: Koniec z bałaganem w wyszukiwarce? YouTube odświeża system filtrów

Jeśli doniesienia o baterii się potwierdzą, gigant będzie musiał postawić na inne atuty, by przekonać klientów do zakupu. Nadzieja drzemie w nowym procesorze i optymalizacji systemu, które mogą wycisnąć z tej samej baterii nieco więcej czasu pracy. Prawdziwym „game changerem” może być jednak wspomniany standard Qi2. Magnetyczne plecki nie tylko ułatwiają pozycjonowanie telefonu na ładowarce, ale otwierają drogę do całego ekosystemu akcesoriów, który do tej pory był domeną głównie użytkowników iPhone’ów. Tylko czy to wystarczy? Do tej pory Plus był najgorzej sprzedającym się modelem w serii i jak na razie nic nie wskazuje, by miało się to zmienić.