Nowe BMW bez spalin, ale z rykiem V10, czyli jak M3 na prąd kradnie głos legend

Dla części kierowców dźwięk silnika to nie tylko hałas, ale coś w rodzaju podpisu samochodu. Po nim rozpoznajemy model, wersję, a czasem nawet konkretny egzemplarz. Elektryfikacja brutalnie przecina ten emocjonalny kanał, bo oto nagle okazuje się, że nawet najbardziej zaawansowany napęd potrafi przyspieszać jak supersamochód, ale brzmi jak klimatyzator na wysokich obrotach. BMW stawia sobie bardzo konkretne pytanie: czy da się przywrócić emocje, nie cofając się technologicznie ani o krok?
...

Monachijski dział M już wcześniej eksperymentował z elektrycznymi brzmieniami, między innymi w ramach projektu IconicSounds Electric we współpracy z Hansem Zimmerem, gdzie dźwięk był od początku wirtualną kompozycją dopasowaną do charakteru auta. Tym razem pomysł jest znacznie bardziej radykalny. Zamiast tworzyć wrażenie nowego świata ciszy i syntetycznych brzmień, BMW sięga do własnego archiwum i nagrywa najbardziej charakterystyczne silniki w historii M, by wykorzystać je jako surowiec dla elektrycznego M3.

To odważny ruch, bo uderza w samo serce dyskusji o autentyczności w epoce elektromobilności. Z jednej strony mamy czysto elektryczny napęd z czterema silnikami i akumulatorem, który ma wytrzymać torowe traktowanie, a z drugiej, wirtualnie odtworzoną obecność V8, R6 i V10, które dawno powinny przejść do muzeum. Nadchodzące elektryczne M3 ma być więc poligonem, na którym okaże się, czy takie połączenie nostalgii i technologii ma sens długofalowo, czy jest tylko efektownym, ale krótkotrwałym eksperymentem.

Trzy legendarne jednostki jako źródło dźwięku dla jednego auta

Aby stworzyć nową scenerię dźwiękową, BMW sięgnęło po nagrania trzech historycznych już silników. Jako źródło posłużył wolnossący, 4,4-litrowy silnik V8 oznaczony kodem S65, pochodzący z modelu E92 M3 GTS. Do tego dołączył legendarny, wysokoobrotowy V10 S85 o pojemności 5,0 litra z modelu E64 M6, a trzecim składnikiem została rzędowa szóstka S55 z podwójnym doładowaniem, znana z modelu F82 M4 GTS. Nagrań dokonano w warunkach torowych, gdzie każdy z tych silników mógł zabrzmieć w pełnej krasie.

Naturalnie plan BMW nie zakłada prostego odtwarzania tych nagrań. Chodzi o ich połączenie z naturalnym szumem układów elektrycznych i przekładni, co ma dać efekt hybrydowy, czyli coś pomiędzy tradycyjnym brzmieniem a dźwiękiem przyszłości. Szczególnie intrygująca jest obecność dziesięciocylindrowego V10, który od lat uznawany jest za jeden z najwspanialszych akustycznie silników w historii motoryzacji. Jego charakterystyczny, przenikliwy ryk ma być kluczowym elementem całej kompozycji.

Życie w spalinowej symulacji. Czy udawanie ma sens?

Sięgnięcie po nagrania historycznych jednostek napędowych sprawia, że elektryczne M3 staje się czymś więcej niż kolejnym szybkim sedanem na prąd. To samochód, który świadomie gra na pamięci słuchowej kierowcy, bo przecież każdy, kto kiedykolwiek słyszał wysoko kręcące się V10 albo ostro brzmiącą rzędową szóstkę BMW, bardzo szybko wychwyci znane motywy w nowej kompozycji. Różnica polega na tym, że tym razem nie będzie to prosta odpowiedź na otwarcie przepustnicy, ale starannie wyreżyserowany efekt, spinający pracę czterech silników elektrycznych, elektroniki i systemu audio.

Czytaj też: Myślisz, że Formuła 1 to inny świat? Te wyścigowe technologie masz od lat w swoim samochodzie

Tego typu projekty pokazują, że w epoce elektromobilności dźwięk przestaje być ubocznym efektem fizyki, a staje się w pełni projektowanym elementem doświadczenia użytkownika. BMW ma tu zresztą mocny punkt wyjścia, bo IconicSounds Electric pokazało już, że klienci akceptują, a nawet doceniają możliwość dopasowania brzmienia auta do nastroju i trybu jazdy. W przypadku elektrycznego M3 poprzeczka wisi wyżej: odbiorcy będą oczekiwali nie tylko ładnego dźwięku, ale też wiarygodnej reakcji na przeciążenia, hamowanie czy zmiany przyczepności, szczególnie na torze.

Warto zwrócić uwagę, że takie podejście otwiera przed producentem furtkę do dalszej personalizacji. Skoro źródłem są realne nagrania kilku różnych silników, to nic nie stoi na przeszkodzie, by w przyszłości zaoferować różne profile brzmieniowe, powiązane na przykład z konkretnymi modelami z historii M. Na razie BMW mówi o jednej spójnej scenie dźwiękowej, ale technicznie nic nie blokuje scenariusza, w którym właściciel elektrycznego M3 wybiera między charakterem M3 GTS a M6, albo całkowicie wycisza auto i jeździ w trybie niemal bezgłośnym. To już nie tylko inżynieria mechaniczna, lecz także projektowanie doświadczeń w najczystszej postaci.

Konstrukcja napędu i akumulatora w elektrycznym M3

Równolegle do prac nad dźwiękiem BMW buduje elektryczne M3 tak, by nie dało się go pomylić z bardziej mainstreamowymi elektrykami. Cztery silniki oznaczają nie tylko ogromny potencjał mocy, ale przede wszystkim niespotykaną precyzję sterowania momentem obrotowym na każdym kole. Tam, gdzie klasyczne M3 korzystało z mechanicznego dyferencjału i sprytnego oprogramowania, tu pracę wykonuje zaawansowana elektronika zdolna w ułamku sekundy przerzucić moment z jednej strony auta na drugą. W praktyce pozwala to rzeźbić zachowanie samochodu w zakręcie jak nigdy dotąd, od bezpiecznej, lekko neutralnej charakterystyki po bardziej agresywną, nadsterowną jazdę.

Czytaj też: Hyundai pokazał elektryczny van, który ładuje się w 20 minut. Konkurencja może się schować

Z kolei akumulator zaprojektowany specjalnie z myślą o samochodach M ma pełnić podwójną rolę: magazynu energii i kluczowego elementu strukturalnego. Zintegrowanie go z przednią osią ma usztywnić nadwozie i obniżyć środek ciężkości, co w połączeniu z szybką elektroniką sterującą powinno zminimalizować główną wadę ciężkich elektryków, czyli masę. BMW sugeruje, że mowa o pakiecie energii większym niż 100 kWh, co jest konieczne przy czterech silnikach i sportowym przeznaczeniu, ale jednocześnie stanowi wyzwanie dla inżynierów zawieszenia i układu hamulcowego.

Ciekawym elementem układanki jest możliwość odłączenia przedniej osi i przejścia w tryb jazdy wyłącznie tylnonapędowej. To ukłon w stronę purystów, którzy od lat utożsamiają M3 z klasycznym RWD, ale także praktyczne narzędzie do zarządzania energią. Jazda na dwóch silnikach zamiast czterech może w określonych warunkach poprawić zasięg, a jednocześnie pozwala zachować charakter typowy dla benzynowych M, choć generowany przez zupełnie inną technikę.

Mimo elektrycznego M3, BMW nie porzuci spalin w dziale M

Prace nad elektrycznym M3 nie oznaczają końca ery spalinowej w dziale M. BMW konsekwentnie podkreśla strategię równoległego rozwoju. Oznacza to, że przez najbliższe lata w ofercie wysokowydajnych modeli będą istniały obok siebie auta z napędem konwencjonalnym i całkowicie elektrycznym. Elektryczna wersja standardowej Serii 3 ma zadebiutować jeszcze w tym roku, otwierając drogę dla jej sportowego, zaawansowanego technicznie odpowiednika.

Czytaj też: 503 KM, napęd AWD i cena poniżej 200 tysięcy. Nowy elektryk z Chin celuje w polskich kierowców

Czy pomysł z odtwarzaniem nagrań starych silników finalnie trafi w gusta miłośników marki? Ciężko przewidzieć. Z jednej strony to ukłon w stronę tradycji i próba zachowania pewnej emocjonalnej ciągłości. Z drugiej, może być postrzegane jako swego rodzaju technologiczny relikt, który zamiast tworzyć nową tożsamość, tęsknie wspomina tę starą. Bez wątpienia jednak BMW stara się znaleźć własną, nieoczywistą drogę w elektrycznej transformacji aut sportowych, unikając łatwych rozwiązań. Ostateczny werdykt należeć będzie do kierowców, którzy w 2027 roku usłyszą ten dźwięk na własne uszy.