Boston Dynamics Atlas, robot, o którego toczy się spór w Hyundai
Kluczem do robotyzacji zakładów Hyundaia jest humanoidalny robot Atlas firmy Boston Dynamics. Maszyna, która niedawno zdobyła główną nagrodę na CES 2026, ma być filarem nowej ery tzw. fizycznej sztucznej inteligencji. Plany koncernu przewidywały, że do 2028 roku ma ruszyć fabryka zdolna produkować 30 tysięcy takich robotów rocznie, a pierwsze egzemplarze mają trafić do nowego zakładu w amerykańskiej Georgii.
Maszyny początkowo miałyby przejąć proste, powtarzalne zadania jak układanie elementów, jednak w następnych latach miano rozszerzać zakres ich obowiązków i w 2030 roku maszyny miałyby zajmować się także bardziej wymagającymi zadaniami fizycznymi. Zarząd Hyundaia przekonuje, że celem wdrożenia jest odciążenie ludzi od monotonnych i niebezpiecznych czynności, co ma podnieść ogólne bezpieczeństwo i efektywność. Brzmi to rzecz jasna sensowne, ale… w halach produkcyjnych twierdzenia zarządu przyjmowane są z dużą rezerwą, a obietnica zachowania zaangażowania człowieka przy linii brzmi dla wielu pracowników mgliście.

Kluczem są bowiem – jak zwykle – pieniądze. Roczny koszt utrzymania robota Atlas szacuje się na około 9 500 dolarów. To kwota znacznie niższa od kosztu wynagrodzenia, ubezpieczenia pracowniklów i zapewnienia im zagwarantowanych świadczeń. Nic dziwnego zatem, że związki zawodowe oskarżają zarząd o stawianie zysków ponad ludźmi.
Pracowników zakładów w Korei niepokoi również dynamiczna ekspansja Hyundaia w Stanach Zjednoczonych. Zakład w Georgii ma kilkukrotnie zwiększyć moce produkcyjne, co w połączeniu z planami robotyzacji rodzi uzasadnione pytania o przyszłość fabryk w Korei Południowej. Zapowiedzi wejścia w erę robotyki już teraz przekładają się na wartość rynkową całej grupy, która awansowała na trzecie miejsce w kraju pod względem kapitalizacji. Im większy zaś zachwyt inwestorów, tym większy niepokój pracowników, słusznie obawiających się utraty zatrudnienia.

Pozycja związkowców jest nieugięta i nie pozostawia miejsca na interpretacje. Wdrożenie jakiejkolwiek humanoidalnej maszyny musi być poprzedzone porozumieniem ze stroną społeczną i nie ma mowy o akceptacji planów, które ich zdaniem związków nieuchronnie prowadzą do redukcji etatów. Tymczasem kierownictwo Hyundaia milczy, co atmosfery z pewnością nie poprawia, a może (optymistycznie) oznaczać zarówno poszukiwanie drogi kompromisu, jak i gruntowne przygotowania do trudnych negocjacji, a nawet (pesymistycznie) konfrontacji.

Czytaj też: Granie w 5K i 120 FPS bez kupowania komputera? GeForce NOW właśnie zrobiło duży krok
Hyundai to tylko początek. Co dalej z tą automatyzacją?
Spór wokół Hyundaia to pierwsza, ale na pewno nie ostatnia taka historia. Nowe zawsze wypiera stare, automatyzacja jest nieodwracalnym trendem w globalnym przemyśle, a jej tempo i społeczne konsekwencje wciąż budzą gorące emocje – i niczym się to właściwie nie różni od niepokoju skrybów po wynalazku prasy drukarskiej Gutenberga, czy pracowników manufaktur postawionych przed maszyną parową i mechanizacją pracy w czasach rewolucji przemysłowej.
Koreańscy pracownicy dają wyraźny sygnał, że nie będą biernymi obserwatorami tej transformacji i że jest granica, której zarząd nie może (jeśli chce mieć spokój) zignorować. Niezależnie od krótkoterminowych efektów negocjacji, nieuchronnie pojawia się pytanie, czy w ogóle możliwe jest znalezienie takiej formuły wdrożenia zaawansowanych robotów, która nie będzie równoznaczna z masowymi zwolnieniami. Na to chyba jednak nikt nie zna jeszcze odpowiedzi.
