
Niemcy nie uruchomią zdalnego ogrzewania w Toyocie. Trzeba dbać o środowisko

Jak informuje niemiecki Bild, ponad 100 000 posiadaczy Toyoty i Lexusa straciło możliwość uruchomienia zdalnego nagrzewania auta z poziomu aplikacji mobilnej. Chodzi o nagrzewanie auta silnikiem spalinowym, więc problem dotknął posiadaczy właśnie spalinówek oraz hybryd, z wyłączeniem hybryd typu plug-in, gdzie ogrzewanie może zostać rozpoczęte przy użyciu silnika elektrycznego. O ile nie ma on rozładowanej baterii, ale to już inna historia. Posiadaczom plug-inów się upiekło. Nagrzewanie auta nadal jest możliwe, jeśli w aucie jest zainstalowany system Webasto.
Niemieccy przedstawiciele Toyoty tłumaczą, że ogrzewanie auta silnikiem spalinowym podczas postoju jest niepotrzebną emisją spalin, za co grozi mandat w wysokości 80 euro. Więc w trosce o portfele klientów producent wyłączył im taką możliwość.
Czy Toyota mogła to zrobić? Oczywiście, jest to zgodne z regulaminem aplikacji, w którym producent zastrzega sobie możliwość wyłączenie wybranych bezpłatnych funkcji. Czy jest to w porządku względem klientów? Tu możemy dyskutować.
Polscy posiadacze Toyoty i Lexusa, póki co, mogą ogrzewać się spokojnie. Jak poinformował Toyota w komentarzu dla Autokultu, w Polsce funkcja nadal jest dostępna, ale pojawia się komunikat ostrzegawczy z prośbą o poszanowanie przepisów i środowiska.
Czytaj też: Test Omoda 9 Super Hybrid – chińskie pomysły na polskiego klienta. Czy działają?
A podobno to Chiny złe, niedobre i wyłączą nam samochody…

W sytuacji takiej jak ta z niemieckimi Toyotami straszenie Chinami jest zwyczajnie żenująco-zabawne. Chińskie samochody nas szpiegują. Podglądają, zbierają informacje, a jak Chińczycy będą chcieli, to jednym guzikiem wyłączą nam samochody i nigdzie nie pojedziemy. Tak jakby inni producenci nie mieli podobnych możliwości.
Czytaj też: Tesla rezygnuje ze sprzedaży FSD. Pora na kolejną subskrypcję?
Szczególnie dzisiaj, przy obecnym poziomie zaawansowania aut i ilości funkcji w zasadzie każdy producent może nam coś wyłączyć. Pamiętamy choćby ograniczenie mocy ładowania o 30% w Tesli model S po jednej z aktualizacji. Są różnego rodzaju subskrypcje na funkcje np. Mercedesa czy BMW. Dlatego też strasznie Chinami, podczas gdyby dowolny producent aut może zrobić coś podobnego, wygląda zwyczajnie grotestkowo.