
Nowa era aktywnego chłodzenia urządzeń mobilnych
Wyobraź sobie laptop, który pod dużym obciążeniem pracuje w niemal całkowitej ciszy. Brzmi jak marzenie? Dotychczas chłodzenie ultracienkich notebooków było jednym z głównych wyzwań dla inżynierów, a wraz z pojawieniem się aplikacji wykorzystujących sztuczną inteligencję, problem rozpraszania ciepła staje się jeszcze poważniejszy. Firma YPlasma proponuje rozwiązanie tych problemów, zastępując obracające się łopatki cienką folią, w której pole elektryczne zamienia warstwę powietrza tuż przy powierzchni w zimną plazmę.
Czytaj też: Czy OLED to najlepszy wybór? Dlaczego panel OLED wciąż nie rządzi w VR i handheldach?

Powstający w ten sposób strumień jonów zachowuje się jak niezwykle precyzyjnie sterowany, płaski wentylator, który jest pozbawiony wszystkich mechanicznych słabości klasycznego rozwiązania. Żadnych łożysk, żadnego wycia przy maksymalnych obrotach, żadnego stopniowego zużywania się ruchomych elementów – tylko chłodek kierowany tam, gdzie trzeba. Ta zupełnie inna filozofia projektowania chłodzenia zostanie zaprezentowana w prototypowym laptopie na CES 2026.
Opracowany przez YPlasma system wykorzystuje do chłodzenia zjawisko tak zwanego wiatru jonowego. Generuje go zimna plazma, a cały proces odbywa się bez jakichkolwiek ruchomych elementów. W praktyce oznacza to potencjalnie taką samą skuteczność, jaką dają tradycyjne rozwiązania, ale bez ich głównych wad, czyli hałasu, drgań i stopniowego zużycia mechanicznego. Na tym tle ciekawie wygląda porównanie z wcześniejszymi próbami stworzenia chłodzenia bez ruchomych części. Rozwiązania pokroju AirJet od Frore Systems także stawiały na podobne rozwiązania, ale jednocześnie opierały się na mikrostrumieniach powietrza generowanych przez drgające membrany. YPlasma idzie o krok dalej, eliminując mechanikę w ogóle i przenosząc ciężar na zjawiska elektryczne oraz kontrolę plazmy.
Plazma zamiast wentylatora. Jak działa ta technologia?
Największe wrażenie robi miniaturyzacja. Siłowniki DBD (Dielectric Barrier Discharge) mają postać folii o grubości około 0,2 milimetra (200 mikrometrów), czyli są mniej więcej tak grube, jak dwa ludzkie włosy. To w praktyce elektrody rozdzielone dielektrykiem, które przy przyłożeniu wysokiego napięcia tworzą w ich sąsiedztwie warstwę zimnej plazmy. Powstający w ten sposób “jonowy wiatr” ma tę przewagę nad klasycznym wentylatorem, że można go rozciągnąć wzdłuż całej krawędzi obudowy albo wąskiej ścieżki nad kluczowymi komponentami, zamiast próbować przetłaczać powietrze pojedynczym, punktowym źródłem nadmuchu. Dzięki temu producenci mogą projektować niezwykle smukłe urządzenia, które nie muszą naginać swojej formy lub ograniczać mocy obliczeniowej właśnie przez chłodzenie.
Czytaj też: Test ładowarki JOYROOM PODIX. Potęga 140 watów na biurku

Hałas generowany przez ten system to zaledwie 17 decybeli, co jest poziomem cichszym od ludzkiego szeptu. Dla porównania standardowy laptop pod obciążeniem potrafi generować dźwięk o natężeniu 40-50 decybeli. Firma zapewnia również, że technologia jest bezpieczna i nie wytwarza szkodliwego ozonu, co było bolączką wcześniejszych eksperymentów z jonizacją powietrza w elektronice użytkowej. Inżynierowie rozwiązali też problem, który skracał żywotność innych systemów wykorzystujących wiatr jonowy i ponoć uzyskali chłodzenie plazmowe, które powinno służyć przez cały cykl życia urządzenia.
Co ciekawe, system DBD oferuje dwukierunkową kontrolę termiczną, bo może nie tylko chłodzić, ale i delikatnie ogrzewać wybrane komponenty. Taka precyzja może znaleźć zastosowanie w niszowych, zaawansowanych aplikacjach, bo np. w skrajnych warunkach pokroju prowadzenia badań w mroźnych rejonach, choć dla przeciętnego użytkownika laptopa ta funkcja jest tylko ciekawostką.
Perspektywy wykraczają daleko poza elektronikę użytkową
Firma YPlasma widzi zastosowanie swojej technologii w wielu innych dziedzinach. Mowa nawet o aktywnym sterowaniu przepływem powietrza w samochodach, aby zmniejszyć opór aerodynamiczny i poprawić spalanie. Kolejnymi polami zainteresowania są lotnictwo oraz energetyka wiatrowa. Siłowniki DBD mogłyby zwiększyć efektywność turbin wiatrowych, a w samolotach zredukować zużycie paliwa. Firma wspomina też o potencjalnym wykorzystaniu w napędach dronów czy nawet w technologiach kosmicznych.
Pamiętajmy jednak, że pokaz na targach to dopiero pierwszy krok. Prawdziwym wyzwaniem dla YPlasma będzie teraz przekonanie dużych producentów elektroniki, że ich rozwiązanie jest nie tylko nowatorskie, ale także opłacalne i gotowe do masowej produkcji. Historia technologii pełna jest bowiem obiecujących prototypów, które nigdy nie trafiły do sklepów. Miniaturyzacja i cisza to ogromne atuty, ale o sukcesie zadecydują koszty, niezawodność w długim okresie oraz gotowość branży na tak zasadniczą zmianę. Kolejne miesiące zweryfikują, czy mamy do czynienia z przyszłym standardem, czy jedynie z inspirującą technologiczną prezentacją.