Test ładowarki JOYROOM PODIX. Potęga 140 watów na biurku

Czy ładowarka postawiona na biurku może zachwycić? Na co dzień nie przywiązuje wielkiej wagi do takiego sprzętu, więc do tej pory byłem pewien, że moc, porty oraz ogólna efektywność to jedyne wyznaczniki dobrej ładowarki. 140-watowy model PODIX firmy JOYROOM, który bazuje na technologii GaN Ultra udowodnił mi jednak, że prawda leży gdzieś zupełnie indziej.
...

Nie pod gniazdko, a na biurko

Rynek ładowarek przyzwyczaił nas już do tego, że są to mniejsze bądź większe kostki, które wpinamy w gniazdko elektryczne, a następnie prowadzimy przewody tak, żeby na co dzień przyjemnie się z nich korzystało. Nie jest to jednak możliwe w przypadku tych bardziej zaawansowanych ładowarek, które są projektowane nie tylko po to, aby ładować z wysoką mocą, ale też ciekawie wyglądać na biurku. JOYROOM PODIX jest właśnie jednym z takich modeli.

W zestawie ładowarki JOYROOM PODIX znajdziemy główny moduł w formie kostki z tworzywa sztucznego o wielkości 75x75x82,5 mm i wadze 466 gramów, przewód zasilający wpinany do gniazdka elektrycznego, silikonową podkładkę antypoślizgową z magnesami oraz instrukcję obsługi. Nie trzeba być jednak specjalnie zaawansowanym technicznie, żeby zrozumieć, jak PODIX działa – po prostu wpinamy zasilanie i mamy ładowarkę. Nie jest to jednak byle jaka ładowarka.

Dlaczego JOYROOM PODIX to przemyślany projekt?

Zwykle mocne ładowarki na biurko przyjmują formę “kloców” na gumowych podkładkach. Stawiamy je na blacie, wpinamy do nich przewody i cieszymy się z wysokiej mocy. JOYROOM PODIX jest jednak inny. Za podstawę służy mu silikonowa podkładka o średnicy około 8 centymetrów, której wewnętrzne magnesy utrzymują główny moduł w miejscu. Od spodu sprawia wrażenie naklejki, ale spokojnie – to tylko specjalne tworzywo, które możemy nawet przemyć, aby przywrócić mu pierwotną “lepkość”.

Czytaj też: Test MSI Crosshair 17 HX AI D2XWGKG-006XPL. Kupujesz nowego lapka i zarabiasz. Zainteresowany?

Już tutaj robi się ciekawie, bo sama podstawa trzyma się nawet bardziej szorstkich powierzchni tak, jakbyśmy ją do nich przykleili, a na dodatek ładowarkę możemy obracać na jedną z trzech ścianek bocznych (pomijając tą z przewodami). Po co? Ano po to, żeby dostosować ładowarkę pod nasze stanowisko. Przyznam jednak, że do ideału brakuje tutaj wypustów na podkładce, które umożliwiałyby obrócenie modułu bezpośrednio na ukrywające się przewody. Taki właśnie układ gwarantowałby przewody leżące “płasko” na blacie.

Główny moduł PODIX jest jednak jeszcze ciekawszy od samego połączenia podkładki z ładowarką. Prostopadłościan o zaokrąglonych krawędziach, który jest wykonany z solidnego matowego tworzywa sztucznego o matowym wykończeniu (nic nie stuka, nic nie puka), ma w zanadrzu kilka ciekawostek. Od razu rzuci nam się w oczy błyszczący, czarny panel na froncie, w którym kryje się zarówno niewielki kwadratowy oraz kolorowy wyświetlacz, jak i niepodświetlany (wbrew zdjęciom producenta) dotykowy przycisk. Producent wyjaśnia w instrukcji, że:

  • Aby zapobiec przypadkowym dotknięciom, sterowanie dotykowe ma 300-milisekundowe opóźnienie.
  • Żeby oszczędzać energię i uwzględnić sytuacje, w których urządzenia są ładowane, wyświetlacz pozostaje włączony przez 30 minut i automatycznie się wyłącza, jeśli nie wykryje żadnej czynności.
  • Po wyłączeniu wyświetlacza podłączenie lub odłączenie urządzenia spowoduje jego ponowne włączenie. Jeśli w ciągu 1 minuty nie zostanie wykonana żadna operacja, wyświetlacz ponownie się wyłączy. Jednak ciągłe podłączanie/odłączanie lub dowolna interakcja dotykowa zapobiegnie automatycznemu wyłączeniu wyświetlacza.
  • Produkt posiada inteligentną ochronę przed przegrzaniem. Gdy temperatura ładowania stanie się zbyt wysoka, interfejs zasilania automatycznie zmieni kolor, aby Cię o tym poinformować.

Poza tym możemy nacisnąć trzy razy wspomniany przycisk, aby obrócić ekran o 90° w prawo, nacisnąć i przytrzymać przez 2 sekundy, aby wyłączyć ekran, a wreszcie po prostu jednorazowo klikać w celu przełączania się między trzema trybami – uproszczonym, szczegółowym oraz “rozrywkowym”. Pierwszy pokazuje nam aktualnie wykorzystywaną moc, drugi wskazuje moc oddawaną przez konkretne wyjścia, a trzeci ma nam umilić czas, pokazując jedną z trzech emotek. Jak ktoś lubi, no to spoko – można uśmiechnąć się do ekraniku. Ja z kolei bardziej doceniam funkcję weryfikacji pożeranej energii oraz automatyczną podmianę koloru interfejsu z odcieni niebieskiego na pomarańczowy, kiedy ładowarka zacznie się przegrzewać, bo wyjaśnia to nagły spadek wydajności zasilania np. laptopa.

JOYROOM PODIX to również bardzo wysoka moc

Jeśli już przy ładowaniu jesteśmy, to JOYROOM PODIX może i nie jest najmocniejszą ładowarką tego typu na rynku, ale swoimi 140 watami i tak spełni zapotrzebowanie większości użytkowników, ładując do nawet 5 urządzeń jednocześnie. Zwłaszcza że nie idzie w skrajności i oprócz dwóch wbudowanych przewodów USB-C (100 watów – od 5V/3A do 20V/5A) o płaskich, 80-cm przewodach i z mechanizmem chowania się w obudowie, zapewnia dostęp do oddzielnego USB-C (od 140W od 5V/3A do 28V/5A) oraz dwóch USB-A (od 30W – od 5V/3A do 20V/1,5A). 

Naturalnie nie liczcie na to, że tak wysoka moc będzie dostępna zawsze – wszystko zależy od tego, co jednocześnie ładujecie na jakich portach. Dwa USB-A wykorzystywane w tym samym momencie będą oddawać nie po 30 watów, a po 15 W, a najwydajniejszy port USB-C (C1) spisuje się świetnie tylko w momencie niewykorzystywania USB-A, bo zapewnia maksymalnie 140/100/80 watów zależnie od konfiguracji. Kombinacji jest akurat dużo, ale wystarczy podejść do tego “racjonalnie”, czyli wiedzieć, że dwa wbudowane przewody współdzielą jeden podsystem zasilania, a trzy porty mają własny podsystem tego typu. Najważniejsze jest jednak oznaczenie na wbudowanych przewodach oraz przy portach – tam znajdziecie wszystkie szczegóły odnośnie do tego, co gdzie najlepiej wpinać. 

Jak JOYROOM PODIX ładuje?

Tego typu ładowarkę kupuje się przede wszystkim do konkretnego scenariusza – uprzątnięcia stanowiska komputerowego. JOYROOM PODIX zastąpił mi typową ładowarkę-stację na biurku, od razu usuwając z blatu dwa grube przewody. W codziennej pracy ograniczyłem się wyłącznie do zasilania laptopa i ładowania telefonu, a w takim oto scenariuszu ładowarka za pośrednictwem dwóch wbudowanych przewodów dawała z siebie wszystko, czego oczekiwałem.

W scenariuszu z jednym podpiętym urządzeniem porty C1/C2/C3 dostarczały laptopowi 99 watów, a smartfonowi 17 watów. W scenariuszu łączonym najlepiej było wpiąć laptop w C3, a telefon w C2, aby zapewniać im odpowiednio 97 i 17 watów mocy, czyli łącznie prawie 120 watów. Wpięcie laptopa w C3 i telefonu w C1 ograniczało moc ładowania do odpowiednio 66 i 12 watów, a jeśli wpiąłem je odwrotnie, to moc ta spadała do odpowiednio 65 i 7 watów. W konfiguracji “laptop w C3, telefon w C2 i drugi telefon w C1 poziom mocy wynosił odpowiednio 97, 7 i 5 watów, a jeśli dorzuciłem do tego ładowanie pod USB-A1 oraz USB-A2 ledwie kilkoma watami, to moc dostarczana do laptopa spadała do poziomu 78 watów. 

Czytaj też: Test Gigabyte AERO X16 2WH, czyli przygoda z notebookiem klasy premium

Podczas całej tej żonglerki przewodami i urządzeniami, zauważyłem, że wypinanie i wpinanie przewodów nawet kompletnie odmiennych portów (np. USB-A1 i C3) zawsze wpływa na siebie nawzajem z racji odświeżania napięcia i/lub natężenia. Jest to bolączka zwłaszcza w przypadku laptopów ładowanych przez PowerDelivery, bo nie jest to standard aż tak “odporny” na zmiany parametrów zasilania. Efekt? W większości przypadków odpinania i wpinania urządzeń, musiałem resetować połączenie w laptopie. Upierdliwe? Jeszcze jak, ale taka jest już natura tego sprzętu, a sposób funkcjonowania ładowarki jest tylko częścią tego problemu.

Jeśli z kolei idzie o szczegóły działania JOYROOM PODIX, to w gruncie rzeczy nie macie się czego bać. Ładowarka pożera tylko 1-2 waty w spoczynku bez względu na stan ekranu, a jej efektywność jest typowa, jak na tego typu sprzęt. Przykładowo angażując wszystkie porty do ładowania, ekran PODIX wskazuje zużycie na poziomie 91 watów, a inteligentne gniazdko już 110 watów. Ograniczenie się tylko do ładowania laptopa mocą 99 watów przekłada się na “wyciąganie” z sieci watów 111, a pożerający 17 waty telefon wyciąga z sieci około 24 waty. 

Podczas testu nie mogłem doprowadzić do przegrzania się ładowarki nawet w przypadku długotrwałego 120-watowego poboru energii. Tak przynajmniej sugeruje interfejs, bo choć nigdy nie zmienił koloru na pomarańczowy, to podczas jednej sesji ładowania laptop z 99 watów spadł nagle w okolice 65 watów. Poprawę przyniosło dopiero wypięcie ładowarki z zasilania na dosłownie sekundę, więc co tu dużo mówić – najwyraźniej ekran z podglądem poziomu mocy dla każdego wyjścia jest na wagę złota w tak uniwersalnych ładowarkach.

Test JOYROOM PODIX– podsumowanie

399 złotych – tyle przyjdzie nam zapłacić za ładowarkę JOYROOM PODIX i co tu dużo mówić, nie jest to najlepiej wyceniony produkt, jeśli idzie o surowy stosunek maksymalnej mocy do ceny, bo w praktyce za każdą złotówkę dostajemy około 0,35 wata. Dorzucając do tego brak funkcji ładowania bezprzewodowego, możemy odnieść wrażenie, że producent po prostu przesadził z ceną. Jednak prawda jest taka, że PODIX to nie byle kolejna ładowarka o wysokiej mocy, a produkt zaprojektowany specjalnie z myślą o konkretnym odbiorcy.

Czytaj też: Test ASUS ROG Zephyrus G16 (2025) GU605. Czy kompaktowa forma z GeForce RTX 5080 ma sens?

Sam przyznam, że choć mam dostęp do ładowarki “na biurko” o ponad dwukrotnie wyższej mocy, to PODIX znacznie lepiej sprawdził się na moim stanowisku, gdzie przekroczenie 140-watowego zapotrzebowania w jednej chwili i tak było rzadkością. Wszystko przez wbudowane przewody, które oszczędzają miejsce na biurku, kiedy nie są potrzebnę. Szczerze? To właśnie ten detal mnie kupił, choć doskonale wiem, że cena mogła być o kilkadziesiąt złotych niższa, gdyby producent zrezygnował ze zbędnego dla większości użytkowników bajeru w postaci ekranu. 

Jeśli jednak potrzebujecie ładowarki, która zapewni wam nie tylko dostęp do wysokiej mocy, ale też narzędzie analizy zasilania, a na dodatek porządek i w pewnym sensie ozdobę na biurku, to PODIX będzie strzałem w dziesiątkę. Zwłaszcza że nie wykryłem w niej żadnej wady, która deklasowałaby go z miejsca w konkretnych scenariuszach, a finalnie przekonałem się, że zintegrowany ekran jest na co dzień użytecznym dodatkiem, który rzeczywiście się przydaje przy żonglerce urządzeniami.