Europa wreszcie pokazała pazur. Hipersoniczna broń zaczyna nabierać kształtów w wyjatkowym stylu

Europa właśnie udowodniła, że w wyścigu technologii hipersonicznych może działać inaczej niż dotychczasowe mocarstwa. Nie w oparciu o wieloletnie, kosztowne programy rządowe, ale dzięki dynamice małej, prywatnej firmy, której sukces każe się zastanowić nad dotychczasowymi modelami rozwoju zaawansowanych systemów zbrojeniowych.
...

Anglo-niemiecki startup Hypersonica, założony przez dwójkę absolwentów Oksfordu, przeprowadził 3 lutego 2026 roku udany test swojego prototypu. Ich pocisk osiągnął prędkość przekraczającą 7400 kilometrów na godzinę, co odpowiada liczbie Mach 6, a do tego pokonał trasę dłuższą niż 300 kilometrów. Kluczowe jest to, że cały proces od założenia firmy do tego lotu zajął zaledwie dziewięć miesięcy, a to akurat stanowi tempo, które w branży obronnej uchodzi od dawna wręcz za niemożliwe.

Od pomysłu do realizacji w dziewięć miesięcy. To tempo bije na głowę tradycyjne programy

W sektorze obronnym przyzwyczailiśmy się do programów trwających dekady i pochłaniających miliardy euro. Hypersonica pokazuje jednak, że można zorganizować wszystko inaczej. Firma opracowała modułową architekturę, która radykalnie skraca cykle rozwojowe do miesięcy i obniża koszty o ponad 80 procent w porównaniu z tradycyjnymi metodami. Takie podejście przypomina raczej rozwój zaawansowanych technologii komercyjnych niż państwowy program zbrojeniowy.

Jako prywatnie finansowany startup, nasza szybkość od projektu do wyrzutni w zaledwie dziewięć miesięcy powinna przekalibrować oczekiwania dotyczące kosztów i czasu potrzebnego do opracowania tej kluczowej zdolności – twierdzą założyciele firmy, Philipp Kerth i Marc Ewenz.

Firma, mająca siedzibę pod Monachium i zatrudniająca 50 osób, pozyskała na rozwój 23 miliony euro od inwestorów, a w tym od niemieckiej agencji rządowej. Co najważniejsze, jest to pierwszy przypadek w Europie, gdy prywatny podmiot osiągnął lot hipersoniczny, a więc dotąd domenę ściśle tajnych projektów rządowych.

Test w surowych warunkach Norwegii. Cel? Wdrożenie do 2029 roku

Niedawny lot testowy odbył się w odległym ośrodku Andøya Space w północnej Norwegii, co z kolei zagwarantowało wysoką dyskrecję. Samo osiągnięcie prędkości Mach 6 oznacza, że pocisk pokonałby dystans z Warszawy do Londynu w niecały kwadrans. Podczas testu zweryfikowano poprawną pracę wszystkich systemów, a to akurat kluczowa informacja. Główną technologiczną przeszkodą dla takich prędkości jest bowiem ekstremalne tarcie i temperatura sięgająca tysięcy stopni Celsjusza, którą konstrukcja musi wytrzymać, aby nie wpłynęło to na sam lot do celu.

Przy prędkościach hipersonicznych nie chodzi tylko o to, że jest “gorąco”. Krytyczne staje się to, gdzie i jak odkłada się ciepło: na krawędziach natarcia, w osłonach czujników, w miejscach łączeń materiałów, a nawet w okolicy sterów i siłowników. To dlatego demonstrator, który na papierze “wytrzymuje temperaturę”, w praktyce potrafi przegrać przez lokalne przegrzanie jednego elementu albo przez zakłócenia pracy układów inercyjnych.

Warto dopowiedzieć tutaj jedną rzecz, która często ginie w medialnych skrótach: Mach to nie stała prędkość w km/h. To relacja do prędkości dźwięku, a ta zmienia się wraz z temperaturą i wysokością. Dlatego “ponad 7400 km/h” jest poprawnym przybliżeniem, ale inżynierów bardziej interesuje to, w jakich warunkach aerodynamicznych i cieplnych pojazd utrzymał stabilny lot oraz jak zachowywała się nawigacja i łączność. W komunikacie Hypersoniki istotne jest właśnie to, że mowa o walidacji pracy systemów w trakcie wznoszenia i zejścia przez atmosferę, czyli w środowisku, gdzie rośnie obciążenie cieplne i zaczynają się problemy z czujnikami, sterowaniem i telemetrią.

Czytaj też: Padły potworne oskarżenia. Co Chiny zrobiły w tajemnicy przed światem?

Na tym naturalnie cały proces się nie skończy. Założyciele Hypersoniki zapowiedzieli już dalsze, coraz bardziej złożone testy, mające wykazać zaawansowaną manewrowość swojego rozwiązania, a więc drugą ważną cechę (po prędkości), którą muszą odznaczać się takie pociski. Ich deklarowany cel to dostarczenie operacyjnej zdolności uderzeniowej dla Europy już do 2029 roku, co wyprzedza nieco podobne ramy czasowe planowane przez NATO i Wielką Brytanię. Ambitny harmonogram budzi jednak pewne pytania o realia certyfikacji i integracji z systemami wojskowymi, które są zwykle powolne.

Kontekst napięć geopolitycznych. Rosyjski Oresznik w tle

Sukces Hypersoniki jest wręcz idealny z perspektywy aktualnych realiów zbrojeniowych dla państw europejskich. Europa zintensyfikowała bowiem prace nad obroną przed bronią hipersoniczną po tym, jak Rosja dwukrotnie użyła swojego pocisku balistycznego średniego zasięgu Oresznik na trwającej wojnie. Ostatni atak miał miejsce 8 stycznia 2026 roku niedaleko Lwowa, a więc w pobliżu polskiej granicy. Pamiętajmy, że ten rosyjski pocisk może przenosić ładunki konwencjonalne i nuklearne, więc tym samym stanowi poważne wyzwanie ze względu na swoją prędkość sięgającą około 13000 km/h i ogromny zasięg. Oczywiście nie jest to stricte hipersoniczna broń, bo jej ekstremalne prędkości wynikają z trajektorii balistycznej i wejścia w atmosferę, a nie z długotrwałego, manewrującego lotu w gęstszych warstwach powietrza.

Czytaj też: Mity o czołgach na polu bitwy. Czego nie wiemy o realiach pancernych kolosów

Ataki te spotkały się z ostrym potępieniem ze strony przywódców europejskich i stały się jasnym sygnałem do działania. Reakcją jest nie tylko wsparcie dla startupów, ale też zwiększone wydatki. Niemcy na rok 2026 zaplanowały rekordowy budżet obronny, zobowiązując się do wydawania 3,5% PKB na obronność do 2029 roku. Jednocześnie rośnie świadomość ryzyka nadmiernej zależności od amerykańskiego sprzętu, która może odbić się czkawką w najmniej odpowiednim momencie, co napędza dążenia do europejskiej suwerenności w tej dziedzinie.

Długa droga od prototypu do systemu. Europa szuka swojej ścieżki

Chociaż osiągnięcie Hypersoniki jest imponujące, bo jedyne w swoim rodzaju na Starym Kontynencie, to warto pamiętać, że od udanego testu do w pełni sprawnego, wdrożonego systemu obronnego droga jest daleka. Europejski Fundusz Obronny przeznacza setki milionów euro na przeciwdziałanie zagrożeniom hipersonicznym. Równolegle inne państwa, takie jak Francja z programem ASN4G czy Wielka Brytania z własną strukturą badawczą, rozwijają swoje własne koncepcje.

Czytaj też: Rosja twierdzi, że ma własnego HIMARS-a. Jednak Sarma nie jest tak potężna, na jaką ją malują

Sam sukces małej firmy pokazuje, że innowacja w Europie jest możliwa i może przybierać zaskakująco dynamiczną formę. To budujący sygnał dla całego kontynentu. Prawdziwym sprawdzianem będzie jednak zdolność do przekształcenia tego technologicznego demonstratora w niezawodną broń, zintegrowaną z systemami sojuszniczymi, a to wszystko w realiach ściśle regulowanego i zbiurokratyzowanego sektora obronnego. Jeśli się to uda, może to rzeczywiście zmienić reguły gry w europejskim przemyśle zbrojeniowym.