
W pierwszym tygodniu lutego 2026 roku z ust amerykańskich dyplomatów padły poważne oskarżenia pod adresem Chin, które mogą zwiastować nowy, jeszcze bardziej nieprzejrzysty rozdział w globalnym wyścigu zbrojeń. Stany Zjednoczone ujawniły bowiem informacje, według których Chiny mogły przeprowadzać w 2020 roku tajne testy broni jądrowej. Co istotne, zarzuty te wybrzmiały w bardzo konkretnym momencie, bo zaledwie dzień po wygaśnięciu ostatniego ważnego porozumienia o kontroli arsenałów nuklearnych (traktatu New Start) który regulował stosunki między USA a Rosją.
Na razie ani Pekin nie skomentował tych doniesień, ani Waszyngton nie zdecydował się na upublicznienie jakichkolwiek dowodów. Sama decyzja o ujawnieniu oskarżeń akurat teraz wygląda na celowy ruch dyplomatyczny, mający wywrzeć presję. Równocześnie administracja amerykańska zaproponowała nowy, trójstronny układ, który miałby objąć również Chiny, choć przy obecnej atmosferze jest to raczej pobożne życzenie niż realny plan.
Samo wygaśnięcie New START to nie tylko koniec symbolicznej epoki, ale też utrata konkretnych narzędzi, które przez lata chłodziły atomowe zapędy. Traktat ograniczał liczbę rozmieszczonych strategicznych głowic do 1550 i wiązał to z reżimem przejrzystości, czyli wymianą danych, powiadomieniami i możliwością weryfikacji. Nawet jeśli część mechanizmów już wcześniej kulała, to formalne zakończenie umowy zostawia mocarstwom komfort działania w tajemnicy, a reszcie świata odbiera punkt odniesienia.
Jak ukryć wybuch jądrowy przed światem?
Technika, którą rzekomo zastosowano, jest kluczem do zrozumienia całej sprawy. Test miał energię odpowiadającą mniej więcej stu tonom trotylu i nie wytworzył klasycznego grzyba atomowego, którego obraz kojarzy się z wybuchami jądrowymi. Ta niecodzienna skala i charakter czynią wykrycie takiego zdarzenia niezwykle trudnym. Eksperci wskazują na metodę zwaną odsprzęganiem. Polega ona na detonacji urządzenia w dużej, podziemnej komorze, która skutecznie pochłania większość sygnałów sejsmicznych generowanych przez wybuch.
Czytaj też: Guma wojskowa prosto z pustyni, czyli jak Chiny znów chcą zawładnąć światem

Ponieważ międzynarodowe systemy monitorowania, jak choćby te działające w ramach traktatu o całkowitym zakazie prób z bronią jądrową, opierają się głównie na sieci czujników sejsmicznych, taka eksplozja może zostać zakwalifikowana jako naturalny szum geologiczny. Thomas DiNanno, pełniący wówczas funkcję podsekretarza stanu do spraw kontroli zbrojeń, stwierdził w mediach społecznościowych, że Chiny próbowały w ten sposób zacierać ślady, naruszając przy tym zobowiązania wynikające z uzgodnienia na próby.

Trzeba przyznać, że współczesne eksperymenty nuklearne mało przypominają spektakularne próby z czasów zimnej wojny. Dziś mocarstwa polegają głównie na zaawansowanym modelowaniu komputerowym i tzw. eksperymentach podkrytycznych. Istnieje jednak szara strefa badań hydronuklearnych, wykorzystujących niewielkie ładunki wybuchowe, które z natury są trudne do namierzenia przez globalne systemy monitoringu.
Wyścig zbrojeń bez żadnych reguł. Chiny to nie jedyny podejrzany
Amerykanie nie ograniczyli swoich zarzutów tylko do Chin. Wskazali również na Rosję, podejrzewając ją o podobne testy na archipelagu Nowa Ziemia, choć i w tym przypadku nie pokazali światu żadnych konkretnych dowodów. Ten brak transparentności jedynie pogłębia międzynarodową nieufność w momencie, gdy świat znalazł się w swoistej prawnej próżni. Wszystkie główne mocarstwa podpisały wprawdzie układ o całkowitym zakazie prób jądrowych w latach 90., ale tylko Rosja go ratyfikowała, aby później, bp w 2023 roku, swoją decyzję cofnąć.
Czytaj też: Niczym latająca ciężarówka bez kierowcy. Chiny pokazują transport przyszłości
Rozmiary arsenałów są tutaj nie bez znaczenia. Szacuje się, że Chiny dysponują zapasem około 600 głowic jądrowych. To wciąż znacznie mniej niż arsenały USA i Rosji, liczące po mniej więcej 1550 jednostek każdy. Ta wyraźna dysproporcja stanowi kluczowy element chińskiej strategii bezpieczeństwa. Pekin najwyraźniej nie widzi powodu, by ograniczać rozwój własnych zdolności, dopóki nie osiągnie pewnego rodzaju parytetu z pozostałymi mocarstwami. Dążenie do wyrównania tej militarnej szali może być właśnie główną motywacją do kontynuowania własnego programu badawczego także w ukryciu.
Czytaj też: Jeśli ten program wypali, działania marynarki wojennej wywrócą się do góry nogami
Warto przy tym wspomnieć, że aktualne władze USA odrzuciły wcześniej rosyjską propozycję przedłużenia traktatu New Start, uznając go za niekorzystny dla amerykańskich interesów. Marco Rubio, sekretarz stanu, argumentował, że dwustronne porozumienie z tylko jednym rywalem jest niewystarczające w 2026 roku, gdy Waszyngton musi mierzyć się z zagrożeniami ze strony kilku państw dysponujących bronią atomową. Stany Zjednoczone nie ukrywają przy tym, że same rozważają wznowienie własnych, pełnowymiarowych testów nuklearnych. Oto więc po raz pierwszy od ponad pięciu dekad świat funkcjonuje bez żadnych wiążących umów regulujących najniebezpieczniejszy aspekt rywalizacji mocarstw.
Nowa era niepewności, czyli koniec nawet z pozornym spokojem
Brak oficjalnej odpowiedzi ze strony Chin oraz brak publicznie dostępnych dowodów ze strony Stanów Zjednoczonych tworzy atmosferę wzajemnych podejrzeń i domysłów. Propozycja nowego, trójstronnego traktatu, choć logiczna z punktu widzenia stabilności strategicznej, wydaje się w obecnych warunkach mało realna. Poziom zaufania trzech światowych mocarstw jest aktualnie zbyt niski, a interesy zbyt rozbieżne. Dziś więc świat wchodzi w etap niekontrolowanego wyścigu zbrojeń, gdzie reguły są niejasne, a działania najważniejszych graczy po prostu zamaskowane. Zarzuty bez dowodów i milczenie zamiast dialogu to przepis na eskalację niepewności. Można mieć tylko nadzieję, że ta niebezpieczna gra w ciuciubabkę, prowadzona z najpotężniejszą bronią w historii ludzkości, nie skończy się przypadkowym, tragicznym w skutkach potknięciem.