Rosja twierdzi, że ma własnego HIMARS-a. Jednak Sarma nie jest tak potężna, na jaką ją malują

Na tegorocznych targach World Defense Show w Rijadzie rosyjska delegacja zaprezentowała coś, co ma być nową jakością w całej wojnie artyleryjskiej. No, zwłaszcza dla Rosji. Co ciekawe, wieloprowadnicowy system rakietowy Sarma kalibru 300 mm pojawił się nie w ojczyźnie, a na saudyjskiej ziemi i to zdecydowanie nie bez powodu.
...

Wojna artyleryjska w ostatnich latach nauczyła wszystkich jednej rzeczy: nie wygrywa już sama liczba rakiet w salwie, a czas. Czas od wykrycia celu do strzału i czas od strzału do zniknięcia z miejsca odpalenia. W świecie, w którym niebo jest pełne dronów, a kontrbateryjne radary pracują bez przerwy, ciężkie wyrzutnie muszą przestać polegać wyłącznie na masie ognia. Dlatego Sarma nie wygląda jak kolejny “większy Smerch”. Jest to raczej próba upakowania rosyjskiego kalibru 300 mm w lżejszą, bardziej mobilną formę, która ma szybciej przyjechać, szybciej strzelić i szybciej odjechać. Sam fakt, że premierę pokazano w Rijadzie, a nie w Rosji, jest już osobną historią o tym, komu ten system ma w przyszłości imponować.

To kolejna próba stworzenia przez Moskwę mobilnej platformy rakietowej, ale tym razem w grę wchodzą już nie tylko deklaracje. Pierwsze egzemplarze trafiły już do rosyjskiej armii i podobno (wedle zapewnień firmy Rostec) przechodzą chrzest bojowy, co oznacza, że teoria wkrótce zweryfikuje się w najbardziej wymagających warunkach.

Sarma stawia na mobilność. Zmniejszona liczba prowadnic to świadoma decyzja projektowa

Kluczową cechą systemu jest jego kołowe podwozie, które stanowi wyraźne odejście od ciężkich, gąsienicowych platform. Sarma została zamontowana na podwoziu ciężarówki KamAZ-63501 8×8, co przekłada się na masę bojową rzędu około 24 ton i prędkość jazdy po drogach do 90 km/h. Zasięg operacyjny szacowany jest na około 1000 kilometrów, co teoretycznie umożliwia szybkie przegrupowanie po oddaniu salwy, a jest to element kluczowy dla przetrwania we współczesnym konflikcie.

Czytaj też: Padły potworne oskarżenia. Co Chiny zrobiły w tajemnicy przed światem?

BM-30 Smiercz

Ciekawym posunięciem jest ograniczenie liczby tub wyrzutni do zaledwie sześciu, podczas gdy starsze systemy jak BM-30 Smiercz miały ich dwanaście. Ta decyzja, kosztem siły ognia, ma służyć priorytetowi, jakim jest szybkość, mniejsza masa i skrócenie czasu potrzebnego na zmianę pozycji. Cała salwa sześciu rakiet ma być wystrzelona w czasie krótszym niż dwadzieścia sekund. Takie ograniczenie wyrzutni do sześciu tub nie jest tu kaprysem, tylko czystą matematyką pola walki. Mniej prowadnic to mniejsza masa i mniejsza sylwetka, a więc krótsze okno, w którym system jest “widoczny” i podatny na kontruderzenie. W praktyce Sarma ma grać w tę samą grę, którą wymusza współczesny front, czyli szybkie uderzenia i wycofywanie się z zagrożonego sektora przed ogniem kontrbateryjnym.

Załogę, liczącą trzy osoby, chroni opancerzona kabina, odporna na ogień z broni strzeleckiej i odłamki. System posiada także ochronę przed bronią masowego rażenia typu NBC, co z kolei pozwala na działanie w środowisku skażonym. Rosjanie zresztą mocno akcentują aspekt ochrony załogi. Według dostępnych opisów cały cykl pracy ma być wykonywany spod pancerza, a w części przekazów pojawia się nawet wątek zdalnej obsługi z ukrycia. Jest to akurat ważny sygnał, bo pokazuje, czego naprawdę boją się dziś twórcy takich systemów, bo nie klasycznej kontrbateryjnej wymiany ognia, tylko dronów i precyzyjnych uderzeń polujących na ludzi przy wyrzutni.

Precyzja jako nowa doktryna. Sarma ma uderzać celnie, a nie obszarowo

Sarma odzwierciedla wyraźną zmianę w rosyjskiej doktrynie użycia artylerii rakietowej. Zamiast masowego ostrzału dużych obszarów, system ma realizować precyzyjne uderzenia na pojedyncze cele wysokiej wartości, takie jak stanowiska dowodzenia, składy czy węzły logistyczne. Platforma jest kompatybilna z całą rodziną rosyjskich pocisków 300 mm. Niekierowane rakiety serii 9M55 oferują zasięg od 20 do 70 kilometrów, a ich wersje o zwiększonym zasięgu sięgają około 90 kilometrów.

Prawdziwy potencjał systemu tkwi jednak w pociskach kierowanych, takich jak 9M542, 9M544 czy 9M549, które mogą razić cele oddalone o 120 do 130 kilometrów. Kluczem do ich celności jest połączenie nawigacji satelitarnej GPS/GLONASS z systemami inercyjnymi. Producent podaje, że celność ma wynosić około 0,21 procent zasięgu ognia, co w praktyce, przy maksymalnym zasięgu, daje prawdopodobny błąd około 250-270 metrów. Jest to wciąż sporo jak na broń precyzyjną, ale stanowi to i tak krok naprzód względem starych metod w rosyjskim arsenale.

Czytaj też: Guma wojskowa prosto z pustyni, czyli jak Chiny znów chcą zawładnąć światem

Ciekawsze jest z kolei to, że Sarma ma być projektowana pod amunicję kierowaną jako domyślny kierunek rozwoju, a nie jako dodatek “na specjalne okazje”. W praktyce oznacza to presję na łańcuch danych: bez stabilnej nawigacji, przygotowanych współrzędnych i szybkiego przeliczenia ognia nawet najlepsza rakieta pozostaje tylko drogim pociskiem. Dlatego rosyjskie materiały tak mocno spinają temat pocisków 9M542/9M544/9M549 z systemem kierowania ogniem oraz rozpoznaniem.

Integracja z systemami rozpoznania. Drony i automatyzacja kluczem do szybkości

Podczas prezentacji Sarmę pokazywano razem z bezzałogowcem rozpoznawczym Supercam S350 oraz pakietem automatyzacji kierowania ogniem Planshet-A. To połączenie nie jest przypadkowe, ponieważ współczesne systemy artyleryjskie muszą działać jako część zintegrowanego systemu rozpoznawczo-uderzeniowego. Dron ma za zadanie wykrywać i wskazywać cele, przekazując dane bezpośrednio do systemu kierowania ogniem, który następnie automatycznie przygotowuje wyrzutnię do strzału.

Celem tego skomplikowanego łańcucha jest radykalne skrócenie czasu reakcji od wykrycia celu do oddania strzału. Wszystkie te operacje załoga może prowadzić z wnętrza opancerzonej kabiny, co teoretycznie zwiększa jej szanse na przetrwanie w przypadku kontrataku przeciwnika.

Odpowiedź na HIMARS czy marketing eksportowy? Prezentacja w Rijadzie nie była przypadkowa

Rosyjscy przedstawiciele promują Sarmę jako opłacalną alternatywę dla zachodnich, kołowych systemów rakietowych, celując wyraźnie w rynki eksportowe Bliskiego Wschodu. Wybór Arabii Saudyjskiej na miejsce prezentacji zdaje się to potwierdzać. Rosyjskie media chętnie zestawiają nowy system z amerykańskim HIMARS, który odniósł znaczące sukcesy, ale w praktyce bezpośrednie porównania są bardzo trudne i zależą od wielu czynników (od typu amunicji po jakość wsparcia i rozpoznania), że trudno na ich podstawie wyrokować o przewadze którejkolwiek ze stron.

Opisujemy wyrzutnie Tornado oraz nowoczesne pociski 9M544

Czytaj też: Niczym latająca ciężarówka bez kierowcy. Chiny pokazują transport przyszłości

Sarma ma wejść do ograniczonej służby w 2026 roku, uzupełniając, a nie zastępując cięższe systemy Tornado-S. Patrząc na jej genezę, widać wyraźnie, że stanowi ona rozwój ewolucyjny, a nie rewolucyjny, bo stanowi modernizację starszego projektu Kama, łączącą sprawdzony kaliber z nowszą mobilnością i lepszą ochroną. Prace nad systemem rozpoczęły się w zakładach Motovilikha Plants w 2022 roku, a publicznie pokazano go we wrześniu 2025. Jednak to dopiero teraz przyjdzie czas na prawdziwy sprawdzian w warunkach frontowych.