
Spektakularny rozpad uchwycony na zdjęciach
Między 11 listopada a 6 grudnia ubiegłego roku teleskop Gemini North na Hawajach rejestrował ostatnie akty tego kosmicznego dramatu. Na sekwencji zdjęć widać, jak jądro komety rozpada się na co najmniej trzy większe fragmenty, za którymi ciągnie się długi, świecący warkocz pyłu i odłamków. Co ciekawe, dezintegracja nie nastąpiła w najtrudniejszym momencie. Rozpad rozpoczął się dokładnie miesiąc po tym, jak C/2025 K1 przeszła przez peryhelium, czyli punkt najbliższy Słońcu. 8 października minęła naszą gwiazdę w odległości zaledwie 49 milionów kilometrów. To mniej więcej jedna trzecia dystansu dzielącego Ziemię od Słońca, czyli ekstremalnie blisko jak na kulę lodu i skał.
Czytaj też: Kometa 3I/ATLAS z niewiarygodnie geometrycznymi smugami. Powracają pytania o obcych
Na krótko po tym przelocie kometa nawet zyskała na jasności, rozbłyskując do 9 magnitudo. To wystarczyło, by dostrzec ją przez zwykłą lornetkę, co było sporą atrakcją dla obserwatorów. Ten krótki moment świetności okazał się jednak tylko przededniem końca. Historia tej komety zaczęła się w maju ubiegłego roku, gdy zidentyfikował ją system ATLAS. Od razu zwróciła uwagę swoim złocistym odcieniem, sugerującym zaskakująco niską zawartość węgla. To nietypowe, bo większość komet jest bogata w związki węglowe. Ta chemiczna osobliwość czyniła z niej cenną próbkę pierwotnej materii. Pochodziła z Obłoku Oorta, a więc odległej sferycznej powłoki otaczającej Układ Słoneczny. Przez miliony lat krążyła w kosmicznej głębinie, wielokrotnie dalej od Słońca niż Ziemia. Dopiero grawitacyjne zaburzenie wysłało ją w długą podróż ku centrum naszego układu planetarnego.
Zanikanie w ciemność kosmosu
Dziś, według stanu na luty, szacowana jasność pozostałości po komecie spadła do około 27 magnitudo. To poziom tak niski, że wykrycie jej jest możliwe jedynie przy użyciu najpotężniejszych instrumentów obserwacyjnych na świecie. W praktyce oznacza to, iż z obiektu pozostała już tylko niewidoczna gołym okiem chmura drobnego gruzu. Choć rozpad komet długookresowych podczas pierwszego zbliżenia do Słońca nie jest rzadkością, przypadek C/2025 K1 okazuje się pouczający. Pokazuje, jak zdradliwe bywają te obiekty, wszak kometa wydawała się wystarczająco stabilna, by przetrwać peryhelium, a rozpadła się dopiero później, gdy warunki były mniej ekstremalne.
Czytaj też: Wywrócili założenia na temat narodzin życia w kosmosie. Peptydy powstają zadziwiających okolicznościach
Dla nauki nie jest to jednak stracona okazja. Szczegółowa dokumentacja rozpadu dostarcza cennych wskazówek na temat wewnętrznej struktury oraz wytrzymałości komet. Zrozumienie, dlaczego jedne przetrwają, a inne rozsypują się jak domek z kart, pomoże lepiej przewidywać zachowanie przyszłych gości z granic Układu Słonecznego.
