
Rekordowe odkrycie, czyli kometa zaobserwowana na Pustyni Atacama
Obiekt został po raz pierwszy zarejestrowany 13 stycznia przez zespół programu MAPS. Ten akronim pochodzi od nazwisk czterech francuskich obserwatorów: Maury’ego, Attarda, Parrotta i Signoreta. Udało im się wypatrzyć kometę, gdy znajdowała się ponad 300 milionów kilometrów od Słońca, korzystając ze zdalnie sterowanego instrumentu w Obserwatorium AMACS1 na chilijskiej Pustyni Atacama. To, co wyróżnia to odkrycie, to wyjątkowo wczesne dostrzeżenie obiektu należącego do szczególnie niebezpiecznej rodziny komet. Poprzedni rekord wczesnej detekcji podobnego ciała został pobity o ponad półtora miesiąca. MAPS to europejski, amatorski projekt, który od 2020 roku przetwarza ogromne ilości danych przy pomocy zaawansowanych kart graficznych. Jego skuteczność jest imponująca, ponieważ na koncie ma setki odkrytych planetoid i kilka komet.
Czytaj też: 3I/ATLAS transportuje życie? Badacze wykryli niespodziewane sygnatury
C/2026 A1 (MAPS) należy do tzw. grupy Kreutza, czyli rodziny komet, które powstały z rozpadu jednego, gigantycznego jądra przed tysiącami lat. Te pozostałości krążą po niezwykle wydłużonych orbitach, regularnie wracając w pobliże Słońca. Większość z nich to drobne fragmenty, które całkowicie wyparowują podczas zbliżenia. 4 kwietnia 2026 roku kometa MAPS osiągnie punkt największego zbliżenia do Słońca. Według obliczeń minie centrum naszej gwiazdy w odległości zaledwie około 800 tysięcy kilometrów. To niewiele, biorąc pod uwagę, iż sama powierzchnia Słońca będzie oddalona o niecałe 200 tysięcy kilometrów. Porównanie jest nieubłagane: gdyby Słońce miało średnicę metra, kometa przetnie przestrzeń w odległości kilkunastu centymetrów od jego “skóry”.
Niepewna przyszłość i szansa na spektakularny widok
Prognozowanie jasności i trwałości komet jest wyjątkowo kapryśne. Mogą one nagle pojaśnieć, by równie szybko zgasnąć lub rozpaść się na kawałki bez żadnego ostrzeżenia. Mimo tej niepewności, są powody, by obserwacje MAPS śledzić z zainteresowaniem. Fakt, że udało się ją dostrzec z tak dużej odległości, sugeruje, że mamy do czynienia z większym i być może bardziej odpornym fragmentem. Niektórzy astronomowie dają nadzieję, że jej blask może w szczycie zbliżyć się do jasności Wenus. W optymistycznym, acz bardzo niepewnym wariancie, mogłaby stać się nawet obiektem widocznym za dnia, pod warunkiem, iż przetrwa przejście przez peryhelium w jednym kawałku.
Czytaj też: Astronomowie potwierdzili napięcie Hubble’a. Nowa metoda wzmacnia kosmologiczny kryzys
Jeśli wszystko pójdzie dobrze, po 4 kwietnia kometa przesunie się na wieczorne niebo, choć najlepsze warunki do jej obserwacji będą mieli mieszkańcy półkuli południowej. Nawet jeśli C/2026 A1 (MAPS) nie spełni nadziei, w drugiej połowie kwietnia czeka nas przelot innej, potencjalnie jasnej komety, czyli C/2025 R3 (PanSTARRS). Początek wiosny zapowiada się zatem interesująco dla wszystkich, którzy lubią spoglądać w gwiazdy. Czas pokaże, czy natura zechce podarować nam wyjątkowe widowisko.