Kiedy fizyka spotyka patelnie. Takiej rewolucji byle naczynia w kuchni nikt się nie spodziewał

W kuchni najczęściej nie przegrywa się z przepisem, tylko z irytującymi drobiazgami. Palnik grzeje nierówno, jedna część patelni łapie temperaturę szybciej, druga zostaje chłodna, a finalnie i tak wrzucamy wszystko na środek, bo tak będzie wygodniej. Z takich irytujących detali czasem rodzą się pomysły, które wyglądają jak gadżet, dopóki nie rozłoży się ich na czynniki pierwsze.
...

Co jeśli zamiast walczyć z nierówną temperaturą, zaczniemy ją oswajać? Co, jeśli da się zaprojektować patelnię tak, by różnice były nie wypadkiem przy pracy, tylko przewidywalnym, powtarzalnym i dającym kontrolę narzędziem? Taki jest punkt wyjścia projektu iLean-Pan, czyli patelni o celowo pochylonej geometrii dna, której koncepcja wprost wyrasta z doświadczeń gotowania na krzywym palniku.

Krzywy palnik jako prototyp, czyli trzy strefy temperatury

W tej historii nie ma laboratorium i wielkich budżetów na R&D, ale jest za to coś wziętego prosto z życia, bo element kuchenki, który z czasem zaczął układać patelnię pod kątem. Zamiast wymieniać sprzęt, autorka pomysłu zaczęła wykorzystywać ten przechył, przyrządzając te grubsze kawałki bliżej mocniejszej strony, cieńsze z dala od niej, a składniki wymagające jeszcze delikatniejszego traktowania w tej najbardziej chłodnej strefie. Z czasem taki styl gotowania stał się z perspektywy autorki na tyle użyteczny, że pojawiła się u niej prosta myśl: skoro przechył pomaga, to czemu nie zaprojektować go celowo?

Czytaj też: Sprytnie połączą paliwa kopalne z odnawialnymi. Czy taka przyszłość ma sens?

Idea iLean-Pan nie polega na magii, tylko na bezlitosnej fizyce: inna grubość materiału oznacza inną bezwładność cieplną i inną dynamikę nagrzewania. W skrócie: grubsza część dna wolniej reaguje na dopływ ciepła i stabilniej trzyma temperaturę, a cieńsza szybciej się rozgrzewa i szybciej oddaje ciepło do jedzenia. To dlatego w opisie pojawiają się trzy strefy temperaturowe, a na papierze wygląda to jak patelnia do jednoczesnego ogarniania kilku składników jednocześnie: na jednej stronie mogą lądować delikatne warzywa lub drobniejsze elementy, w centrum ma zachodzić umiarkowana obróbka cieplna, a na drugiej stronie mocniejsze smażenie.

W materiałach o projekcie pada teza, że dało się utrzymać różnicę temperatur “ponad 30 stopni Farenheita” między końcami patelni, czyli około 17 stopni Celsjusza. Tu jednak właśnie przydałoby się twarde, powtarzalne testowanie na kilku typach kuchenek, z pomiarem po rozgrzaniu, w trakcie smażenia i po dorzuceniu zimnych składników. Nie liczcie jednak na kompatybilność z kuchenką indukcyjną, bo pewne jest już, że iLean-Pan ich nie wesprze przez ich specyfikę grzania.

Czytaj też: 140-GHz potęga uderza w centra danych. Czy to początek końca przewodowych połączeń?

Druga rzecz to przewodnictwo cieplne. Jeśli konstrukcja jest stalowa, a w środku nie ma wydajnego rdzenia (np. aluminiowego) rozprowadzającego ciepło, to gradient temperatury może utrzymywać się łatwiej, ale kosztem równomierności i przewidywalności. Jeśli rdzeń jest mocny i wyrównujący, to te strefy mogą się zacierać. Dlatego pomysł jest ciekawy nie dlatego, że obiecuje zawsze trzy temperatury, tylko dlatego, że próbuje zamienić zwykłą wadę domowego smażenia (nierówną temperaturę) w przemyślaną i doskonale rozumianą zaprojektowaną cechę.

Nachylenie i tłuszcz, a więc plus, który bywa minusem

W opisie projektu przewija się jeszcze jeden argument: tłuszcz ma naturalnie spływać i zbierać się w określonej części, co ułatwia jego odlanie. To może być wygodne, gdy celem jest szybkie pozbycie się nadmiaru tłuszczu po obsmażeniu mięsa lub gdy chcemy smażyć na mniejszej ilości bez kombinowania z papierem i odsączaniem. Tyle tylko, że ta sama cecha bywa kłopotliwa, gdy tłuszcz jest narzędziem, a nie problemem. W wielu technikach to właśnie równomierna warstwa tłuszczu pomaga w przewodzeniu ciepła i budowaniu smaku. Patelnie, które pozwalają tłuszczowi ściekać w jedno miejsce, mogą wymagać innego nawyku pracy: częstszego obracania składników, świadomego doolejania strefy, w której akurat smażymy, albo zaakceptowania, że jedne elementy będą się smażyć intensywniej, a inne bardziej na sucho. To nie przekreśla koncepcji, ale jasno pokazuje, że to nie jest patelnia dla każdego stylu gotowania.

Jak kupić iLean-Pan i czy w ogóle warto?

iLean-Pan jest interesująca, bo dotyka realnego problemu domowego gotowania: jednoczesnej pracy na różnych składnikach, które wymagają różnych temperatur i czasu. Tyle że jej skuteczność będzie zależeć od tego, co zwykle zamiata się pod dywan w wielkich zapowiedziach: koniecznego typu kuchenki, wielkości palnika względem dna, sposobu rozgrzewania, a nawet nawyków mieszania i przesuwania jedzenia. Koncept może jednak faktycznie skrócić i uprościć gotowanie jednogarnkowe bez zamiany wszystkiego w jeden wielki miks o tej samej teksturze i smaku.

Czytaj też: Światło w kształcie pączka uratuje Wi-Fi? Nowa fizyka obiecuje koniec z gubieniem zasięgu

Aktualnie nie mamy pewności, czy patelnie iLean-Pan trafią na rynek. Ich twórczyni wprawdzie sfinansowała już projekt na Kickstarterze, przekonując 29 osób do wsparcia, ale ciągle istnieje ryzyko, że projekt nie zostanie zakończony przez problemy na etapie produkcji. Cena w tej chwili wynosi 109 dolarów, czyli około 475 złotych z podatkiem VAT, ale bez wysyłki. Plan wysyłki do pierwszych wspierających wspomina o połowie lub pod koniec 2026 roku, czyli dosyć szybko.