
Gigant z Mountain View zaczął masowo wdrażać tzw. „widok ograniczony”, który drastycznie ucina dostęp do informacji, do których przywykliśmy przez ostatnią dekadę. Innymi słowy – Mapy stają się właśnie usługą „tylko dla członków”, co budzi sporo pytań o przyszłość swobodnego dostępu do danych w internecie.
Co znika, gdy się wylogujesz?
Jeszcze niedawno Mapy Google bez zalogowania działały niemal identycznie jak w pełnej wersji – mogliśmy sprawdzać opinie o restauracjach, oglądać zdjęcia potraw czy planować wycieczki, bazując na popularnych godzinach otwarcia. Ten czas właśnie się skończył. Użytkownicy na całym świecie zaczęli zauważać, że po wylogowaniu Mapy przechodzą w tryb awaryjny, który Google tłumaczy mętnie „problemami technicznymi” lub „nietypowym ruchem w sieci”. W rzeczywistości jest to jednak celowe działanie, które ukrywa najbardziej wartościowe warstwy danych.
Czego konkretnie nie zobaczycie jako goście? Lista strat jest długa i bolesna:
- Recenzje użytkowników: Prawdopodobnie największy cios. Cała baza opinii, na której budowano zaufanie do lokalnych biznesów, jest teraz ukryta za oknem logowania.
- Zdjęcia i menu: Chcecie sprawdzić, jak wygląda danie w nowej knajpie? Bez konta zobaczycie tylko podstawowe dane teleadresowe.
- Godziny szczytu: Wykresy pokazujące, kiedy w danym miejscu jest najtłoczniej, stały się niedostępne.
- Ceny hoteli: Planowanie noclegu bez bycia „zalogowanym ubezpieczonym” stało się praktycznie niemożliwe.
- Widoczność atrakcji: Wiele lokalnych firm i mniejszych atrakcji turystycznych po prostu znika z mapy, dopóki nie potwierdzicie swojej tożsamości.

To, co pozostaje, to absolutny szkielet: adres, numer telefonu i ewentualnie oficjalne godziny otwarcia. To sprawia, że Mapy Google bez konta stają się cyfrową książką telefoniczną z lat 90., tracąc swój społecznościowy i informacyjny charakter.
Dlaczego Google nas do tego zmusza?
Oficjalnego komunikatu brak, ale eksperci wskazują na dwa główne powody. Po pierwsze, dane to nowa ropa naftowa, a Google chce mieć ich jak najwięcej. W dobie głębokiej integracji sztucznej inteligencji Gemini z usługami Map, firma potrzebuje zalogowanych użytkowników, aby karmić algorytmy spersonalizowanymi danymi i jeszcze lepiej rozumieć nasze nawyki zakupowe i podróżnicze. Zalogowany użytkownik to użytkownik, którego można „sprofilować” i któremu można wyświetlić lepiej dopasowane (i droższe) reklamy.
Czytaj też: Nadchodzi odświeżenie Android Auto. Google doda funkcje, o które prosiliśmy od lat
Drugi powód jest bardziej techniczny i dotyczy walki z botami. Internet jest obecnie zalany scraperami – programami, które masowo wyciągają miliony recenzji i danych o cenach, by sprzedawać je dalej lub zasilać inne bazy danych. Ukrywając te informacje przed niezalogowanymi, Google stawia wysoką barierę dla automatów, upewniając się, że najcenniejsze zasoby trafiają tylko do realnych ludzi (którzy przy okazji „płacą” za to swoimi danymi).
Czytaj też: Google szykuje „Face ID” dla Pixeli. Zadziała nawet w ciemności
Mapy Google przez lata były oknem na świat dla każdego, niezależnie od posiadania konta. Dziś to okno zostaje przymknięte, a my jesteśmy subtelnie (lub mniej subtelnie) wypychani w stronę logowania. Czy to trwała zmiana, czy tylko test wytrzymałości użytkowników? Trudno powiedzieć, ale biorąc pod uwagę pęd ku personalizacji przez AI, powrót do pełnej otwartości wydaje się mało prawdopodobny.