
Pożegnaliśmy aplikację Messenger dla komputerów, ale Mecie tego nie dosyć
Rozwój desktopowej aplikacji Messenger od paru lat systematycznie zwalniał. Meta w widoczny sposób traktowała komputerową wersję komunikatora jako zło koniecznie, w którymś momencie przechodząc zresztą od prawdziwego programu do opakowanej w skórkę aplikacji PWA strony Messenger.com. Nowych funkcji nie dodawano, co zresztą pewnie aplikacji wyszło na dobre, bo w pewnym momencie była już dostatecznie ociężała i bez dodatków.
Mimo wszystko desktopowy Messenger był przydatny, wiele rzeczy bowiem wygodniej zrobić z laptopa czy komputera stacjonarnego, niż z telefonu, a z pewnością wygodniej mieć komunikator pod ręką, zamiast sięgać po urządzenie, na którym działa. Tyle że Meta miała inne plany. Najpierw uwalone zostały czaty społecznościowe przynależne grupom – nie to, że działały specjalnie dobrze, ale jakieś tam były, a ich wyłączenie zmusiło użytkowników do tworzenia zamienników, w postaci niezależnych czatów grupowych.
W październiku zapadła natomiast decyzja o wyłączeniu aplikacji desktopowych dla Maca i Windows, które miały działać do 15 grudnia 2025 roku. I to już naprawdę wyglądało jak czysta złośliwość, strona Messenger.com bowiem miała działać normalnie, a aplikacja od dawna była tylko wrapperem do tejże strony. Tyle że używanie komunikatora przez okno przeglądarki było dużo mniej wygodne. W artykule pomocy Meta zachęcała oczywiście do przejścia na aplikację Facebook lub używanie komunikatora w okienku webowe wersji tegoż.
Przypadek? A skąd, czysty zysk, przecież przekierowanie uwagi na FB to większa szansa przechwycenia uwagi użytkownika, który przypadkiem kliknie rolkę, reklamę, czy losowo wyświetlony rant, który algorytmy uznają za taki, który wzbudzi naszą agresję i skłoni do odpowiedzi. Nie miejcie złudzeń, o to chodzi, taką zawartość w większości nam Facebook serwuje zamiast sensownych i coraz rzadszych wpisów naszych znajomych.

Czytaj też: Anulowaliśmy gwarancję i co nam zrobisz – Microsoft dwa lata później
Natura nie znosi pustki, wyłączenie Messengera zrodziło rozwiązania zastępcze
Skłonienie znajomych do przeniesienia się na inny komunikator to zadanie niemal niemożliwe. Wiem, bo wielokrotnie próbowałem jeszcze w czasach, gdy Gadu Gadu było obowiązkowe – żadne namowy nie pomogą, trzeba samemu się sparzyć. Z Messengerem sytuacja jest analogiczna – gdyby nie to, już lata temu zrezygnowałbym z niego i przeniósł się gdzieś, gdzie trawa jest bardziej zielona a niebo niebieskie.
Wyłączenie aplikacji było zatem uciążliwe, ale ze względu na sposób, w jaki pomiot Zuckerberga to zrobił – był to problem do rozwiązania. Choć bowiem aplikacja przestała działać, to pozostała przecież w pełni funkcjonalna strona komunikatora. Facebook wprowadził blokadę, żeby nie działała jako PWA, ale to działało tylko na samą stronę i w żaden sposób nie przeszkodziło autorom zewnętrznych wrapperów, którzy chętnie skorzystali z pozostawionej furtki, by przywrócić to, co zostało wyłączone.
Sam zdecydowałem się na polski Messenger Plus, który, jak się okazało, działał znacznie lepiej niż oryginalna aplikacja, bez problemu pracując w tle i obsługując powiadomienia. Wersja na Windows była dostępna od razu, zmajstrowanie wersji na macOS zajęło chwilę, wersja 1.7 została udostępniona 28 grudnia 2025 roku. Jedyna wada? Brak natywnej wersji programiku na Windows for ARM – sam co prawda nie korzystam ze sprzętu na Snapdragonie X Elite, ale mam w domu taką maszynę, używaną przez żonę.

FU, Meta – FU, panie Zuckerberg
Próba przekierowania ruchu na stronę Facebooka okazała się zatem częściowo udana, aczkolwiek jak widać, uparte jednostki znalazły sposób by pokazać koncernowi gest Kozakiewicza. Tolerowanie tego dłużej było niemożliwe, parę dni temu zatem także na stronie Messenger.com (a co za tym idzie, we wrapperach) zaczęła wyświetlać się informacja, że strona zostanie wyłączona 15 kwietnia 2026 roku. Po tym dniu jedyną metodą dostępu będzie zatem mobilna aplikacja i aplikacja / strona Facebooka. Wrappery przestaną działać, gdyż przestaną mieć co wrappować.
Dla Mety, jak już pisałem, to czysty zysk. Kliknięcia się na pewno zgodzą, sama gigantyczna masa użytkowników jest wskazaniem, że żadnej wielkiej ucieczki nie będzie. Meta każe, niewolnik musi robić, co nakazuje Pan, a ucieczka, choć możliwa, jest bezskuteczna, bo tam, dokąd uciekniesz, nikogo nie będzie. W zorganizowaną Wielką Emigrację nie wierzę, nie zdołał w mającym znaczenie zakresie wywołać takiej nawet Elon Musk. Zresztą dokąd uciekać, skoro następnym komunikatorem w rankingach popularności jest WhatsApp, należący do… Mety. O zaletach Signala można by długo rozmawiać (wszystkie zalety są prawdziwe), tylko… z kim tam rozmawiać, skoro niemal nikogo tam nie ma? Telegram? Discord? Podobna sprawa. Gadu Gadu? No dobra, tutaj żartowałem!
Meta zatem osiągnie, to co chce – większość obecnych użytkowników przeklnie parę razy i zacznie korzystać tylko z komórki, albo grzecznie wejdzie na Facebooka, zwiększając ruch. Z pewnością łatwo z tej formy kontaktu nie zrezygnują użytkownicy firmowi, choć dla nich akurat będzie to znacznie bardziej uciążliwe, niż dla zwykłych użytkowników.
Aczkolwiek… naprawdę szczerze życzę Mecie, żeby się tym razem srodze przejechała.