
Detekcja dwóch niezwykłych meteorów
Cała historia zaczęła się od drobiazgowej analizy katalogu zdarzeń rejestrowanych przez amerykański system CNEOS. Wśród tysięcy wpisów uwagę badaczy przykuły dwa konkretne przypadki. Pierwszy, oznaczony jako CNEOS-22, został zarejestrowany 28 lipca 2022 roku nad Oceanem Spokojnym. Jego średnicę oszacowano na około 1,8 metra, lecz to nie rozmiar był najciekawszy. Prędkość, z jaką wszedł w atmosferę, była tak duża, że z dużym prawdopodobieństwem wskazywała na pochodzenie spoza Układu Słonecznego.
Czytaj też: 3I/ATLAS transportuje życie? Badacze wykryli niespodziewane sygnatury
Z kolei 12 lutego 2025, podobny obiekt (CNEOS-25) zaobserwowano nad Morzem Barentsa. Mierzył nieco ponad metr średnicy i również poruszał się z prędkością przekraczającą tzw. prędkość ucieczki z naszego układu. Oba ciała zostały wykryte przez satelity szpiegowskie, których czujniki rejestrują błyski termiczne towarzyszące wejściu meteorów w atmosferę. W ten sposób ziemska powłoka gazowa nieświadomie pełni rolę gigantycznego detektora kosmicznych gości.
Statystyka prowadzi do zaskakującej liczby
Wykrycie dwóch takich obiektów w ciągu siedmiu lat pracy systemu monitorowania skłoniło naukowców do dalszych obliczeń. Jeśli przyjąć, że to reprezentatywna próbka, to statystycznie Ziemia powinna zderzać się z metrowym międzygwiezdnym przybyszem średnio raz na trzy lata. Na pierwszy rzut oka nie brzmi to groźnie. Problem leży w skali. Na podstawie tych danych zespół kierowany przez astrofizyka Avi Loeba oszacował gęstość występowania takich obiektów w przestrzeni. Wyniki, które opublikował opublikował na swojej platformie, są zdumiewające. W dowolnym momencie wewnątrz orbity Ziemi wokół Słońca może krążyć nawet 35 milionów obiektów o średnicy około metra.
Każdy z nich, przy założeniu typowej gęstości materii kometarnej, może ważyć nawet kilka milionów ton. Łączna masa tego „roju” sięgać może stu bilionów ton. To liczba niemal niewyobrażalna, acz dobrze oddająca skalę zjawiska. Co ciekawe, rozkład rozmiarów tych ciał wydaje się sugerować ich wspólne pochodzenie. Obiektów wielkości kilometra, jak międzygwiezdna kometa 2I/Borisov, jest miliardy razy mniej. Gdy jednak przeliczymy całkowitą masę przenoszoną przez małe i duże obiekty, okazuje się, iż mogą one stanowić porównywalny ładunek. To prowadzi do hipotezy, w myśl której mniejsze meteory mogą być po prostu odłamkami większych ciał, które uległy rozpadowi w dalekiej przeszłości.
Poszukiwania dowodów i nowe wyzwania
Loeb znany jest z niekonwencjonalnych, a czasem kontrowersyjnych pomysłów. Nie poprzestaje na teorii i planuje ekspedycje, które mogłyby wydobyć z dna oceanu fragmenty zidentyfikowanych meteorów. Datowanie takich próbek mogłoby ujawnić, jak długo podróżowały przez przestrzeń międzygwiazdową. W środowisku naukowym budzi jednak mieszane uczucia jego otwartość na hipotezę, że niektóre z tych obiektów mogą mieć pochodzenie technologiczne.
Czytaj też: Astronomowie potwierdzili napięcie Hubble’a. Nowa metoda wzmacnia kosmologiczny kryzys
Dotychczasowe programy, mające na celu ochronę Ziemi przed kolizjami, koncentrowały się na obiektach z naszego własnego podwórka: planetoidach z Pasa Głównego czy kometach z Obłoku Oorta. Obecność milionów międzygwiezdnych podróżników oznacza, że mapa zagrożeń jest niekompletna. Nie należy wpadać w panikę, wszak szansa na katastrofalne zderzenie z takim obiektem wciąż jest mikroskopijna. Samo odkrycie jest jednak ważnym przypomnieniem, jak dynamiczne i nie do końca poznane jest nasze kosmiczne sąsiedztwo.