Wanderosa wygląda jak wyśrubowany rower górski, ze specyfikacji wynika, że prowadzi się jak nowoczesny downcountry, ale producent uparcie nazywa ją lekkim elektrycznym gravelem na długie przygody poza asfaltem. Już samo to zestawienie wzbudza emocje, bo trudno przejść obojętnie obok konstrukcji, która na papierze przypomina e-MTB na sterydach, a na kierownicy wciąż ma klasycznego baranka. Co jednak najciekawsze, ten nowy model prosto z Minnesoty to nie jest jednorazowy wyskok, a kolejny krok w przemyślanej ofensywie. Wanderosa jest bowiem już piątym e-bike w gamie Salsy wprowadzonym od lutego 2024 roku, co pokazuje, że producent bardzo poważnie traktuje segment wspomaganych rowerów przygodowych.
Dlaczego elektryczny rower Wanderosa wzbudza takie emocje?
Rower Wanderosa łączy w sobie elementy, które dotychczas rzadko spotykały się w jednym rowerze. Jego rama z włókna węglowego wykorzystuje elastyczny system tylnego zawieszenia, oferujący 110 mm skoku z tyłu i 120 mm z przodu. Takie parametry są znacznie bliższe rowerom górskim niż typowym gravelom, które zwykle pozbawione są amortyzacji lub dysponują jedynie amortyzowanym przednim widelcem. Dlatego też stanowi to odważne posunięcie, które rodzi zasadnicze pytanie o definicję całej kategorii.
Czytaj też: CyclingCeramic chce udowodnić, że nie dbasz dobrze o rowerowy łańcuch



Sercem napędu w Wanderosa jest centralny silnik FAZUA Ride 60 generujący moment obrotowy na poziomie 60 Nm i współpracujący z wewnętrznym akumulatorem o pojemności 480 Wh. Jest to jeden z najciekawszych systemów w segmencie lekkich e-bike, bo rower nie próbuje wyręczać rowerzysty w każdym ruchu, tylko raczej przedłuża zasięg i przyspiesza tempo jazdy po szutrach oraz technicznych ścieżkach.
Geometria roweru została zaprojektowana tak, by rowerzysta czuł się pewnie tam, gdzie tradycyjny gravel zaczyna się już telepać. Płaski kąt główki ramy wynoszący około 65,3 stopnia i stromy kąt rury podsiodłowej rzędu 75,1 stopnia są bliższe współczesnym rowerom downcountry czy lekkim e-MTB niż szutrowym maszynom nastawionym na szybkość po ubitych drogach. Długi reach, krótki mostek oraz bardzo szerokie kierownice z barankiem mają zapewniać stabilność przy dużej prędkości i dobrą kontrolę w luźnym terenie, co ma znaczenie zwłaszcza wtedy, gdy do prędkości zjazdowej dodaje się jeszcze wsparcie silnika.
Czytaj też: Najlżejsze i najbardziej aero koła Miche w historii. Deva RD to prezent dla wymagających rowerzystów


Kluczowym wyróżnikiem konstrukcji jest karbonowa rama z elastycznymi widełkami tylnymi typu flex-stay. Zamiast klasycznego układu z dodatkowymi przegubami postawiono na sprężystą pracę materiału, który odpowiada za 110 mm skoku z tyłu, współpracując z damperem RockShox SIDLuxe. Z przodu pracuje zaś amortyzowany widelec RockShox SID o 120 mm skoku. Wspomniane widełki umożliwiły także zastosowanie płaskich zacisków hamulcowych schowanych wewnątrz trójkąta ramy. Idąc dalej, ten nowy rower pomieści szerokie opony do rozmiaru 29 x 2,35 cala i jest kompatybilny ze standardem SRAM UDH. Dla użytkowników poszukujących innych charakterystyk jazdy przewidziano możliwość zmniejszenia skoku tylnego zawieszenia ze 110 mm do 100 mm za pomocą redukcji skoku w amortyzatorze.
Wanderosa ideałem na długie wyprawy?
Producent nie zapomniał o bikepackerach i osobach planujących dłuższe wycieczki z bagażem. Na ramie Wanderosy znajdziemy szereg punktów montażowych: od dedykowanego bagażnika ramowego, przez mocowania na bidony wewnątrz trójkąta, po dodatkowe uchwyty na dolnej rurze. Do tego dochodzą schowki na narzędzia, dętkę i pompkę, dzięki którym użytkownik może lepiej uporządkować ekwipunek i ograniczyć konieczność zakładania toreb na kierownicę czy sztycę. To wyraźny sygnał, że Wanderosa ma być nie tylko maszyną do podbijania gravelowych odcinków, ale też rowerem, który zniesie obciążenie wyprawowym ekwipunkiem i długie godziny w siodle.

W praktyce najbardziej kontrowersyjny pozostaje akumulator o pojemności 480 Wh. Dla części użytkowników to kompromis między wagą a zasięgiem – wystarczający na intensywną, kilkugodzinną jazdę po górach, o ile umiejętnie korzysta się z trybów wspomagania. Inni zwracają uwagę, że w kontekście kilku dni z rzędu spędzonych z dala od gniazdka taki pakiet energii może okazać się niewystarczający zwłaszcza w trudniejszym terenie. Salsa raczej nie udaje, że to rower stworzony do wielodniowego, samowystarczalnego bikepackingu w dziczy, tylko raczej do ambitnych jednodniowych pętli albo krótszych wyjazdów, w trakcie których po każdym etapie mamy dostęp do ładowarki.
Cena i tożsamość roweru Wanderosa
Rower Wanderosa dostępny jest w trzech wariantach wyposażenia. Podstawowa wersja Apex Eagle kosztuje 7999 dolarów, co przekłada się (w bezpośrednim przeliczeniu) na około 28555 złotych. Wersja Rival GX AXS Transmission to wydatek 9999 dolarów (około 35700 zł), a topowy model X0 Force AXS Transmission wyceniono na 12999 dolarów (około 46400 zł). Na razie w sprzedaży znajdują się modele Apex i Force, a wersja Rival ma dołączyć do oferty w najbliższym czasie.

Jeśli idzie o sam sens takiego e-bike, to Wanderosa jest ewidentnie czymś więcej niż tylko kolejnym rowerem w katalogu Salsy. To test granic tego, ile górskiego DNA można wlać do gravela, zanim przestanie on być rozpoznawalny jako gravel. Dla jednych to jeszcze tylko rower górski z barankiem i silnikiem elektrycznym, a dla innych logiczny etap rozwoju segmentu, który od dawna ucieka z równych szutrów w stronę coraz trudniejszych tras. W tle toczy się szersza dyskusja o tym, czy podziały znane z czasów klasycznych rowerów analogowych mają jeszcze sens w erze e-bike’ów, progresywnej geometrii i zawieszenia o skoku rodem z wyścigów XC.
Czytaj też: Pokazali przyszłość rowerów. Silnik TQ, Fox Live Valve i elektroniczna sztyca na jednym zasilaniu
Z perspektywy rynku Wanderosa może okazać się ważnym testem dla całego segmentu elektrycznych graveli. Jeśli znajdzie wystarczająco dużo nabywców, inni producenci z pewnością szybciej odważą się na podobne konstrukcje i tak oto rozmyje się granica między lekkim e-MTB a gravelem na szerokich oponach. Jeśli natomiast pozostanie ciekawostką dla wąskiej grupy fanów marki, to zapisze się w historii jako odważny, ale jednak niszowy eksperyment.