
W tej rundzie platforma uderza w funkcje społecznościowe i informacyjne, sprawiając, że korzystanie z serwisu z włączonym adblockiem staje się zwyczajnie wybrakowanym doświadczeniem. Jeśli nagle pod filmami widzisz komunikat o wyłączonych komentarzach lub nie możesz rozwinąć opisu wideo, prawdopodobnie właśnie stałeś się celem nowej kampanii, która ma jeden jasny cel: zmusić Cię do przejścia na subskrypcję Premium.
Blokada opisów i komentarzy jako „zachęta” do płacenia. YouTube ma nowy sposób, jak uprzykrzyć życie darmowym użytkownikom
W ostatnich dniach fora internetowe, w tym popularny subreddit poświęcony YouTube, zalała fala skarg od użytkowników, którzy zauważyli dziwne zachowanie platformy. Problem polega na wyświetlaniu komunikatu „Komentarze są wyłączone” pod niemal każdym oglądanym filmem, niezależnie od tego, czy twórca faktycznie je zablokował, czy nie. Szybko okazało się, że usterka – o ile można to tak nazwać – znika natychmiast po wyłączeniu wtyczki blokującej reklamy lub zmianie przeglądarki na taką, która nie posiada wbudowanych mechanizmów antytrackingowych.
Co gorsza, YouTube nie zatrzymał się na sekcji komentarzy. Coraz więcej osób raportuje, że blokowane są również opisy filmów, co uniemożliwia sprawdzenie linków, źródeł czy kluczowych informacji udostępnianych przez autorów. Co ciekawe, rykoszetem obrywają nawet subskrybenci YouTube Premium, o ile z przyzwyczajenia lub względów prywatności korzystają z adblockerów w tle. To frustrująca sytuacja, która pokazuje, że algorytmy Google’a działają zero-jedynkowo: widzisz wtyczkę – tracisz dostęp do części serwisu. Podobne problemy zgłaszają użytkownicy przeglądarki Brave, która słynie z domyślnego blokowania reklam, co sugeruje, że YouTube nauczył się identyfikować nie tylko konkretne rozszerzenia, ale i specyficzne zachowania przeglądarek.


Nie jest to oczywiście pierwszy atak giganta w tej wojnie. Wcześniej widzieliśmy już spowalnianie buforowania, komunikaty blokujące odtwarzacz po trzech obejrzanych filmach czy walkę z aplikacjami zewnętrznymi umożliwiającymi odtwarzanie w tle na Androidzie. Obecna taktyka jest jednak bardziej subtelna i „złośliwa”, bo uderza w interakcję i kontekst wideo, bez którego YouTube traci połowę swojej wartości jako platforma społecznościowa. Google najwyraźniej uznał, że skoro samo blokowanie filmów budzi zbyt duży opór prawny w niektórych regionach, to „psucie” interfejsu będzie skuteczniejszą metodą perswazji.
Czytaj też: Nowa wersja HyperOS nie dla wszystkich. Które modele Xiaomi dostaną Androida 17?
Dla tych, którzy nie chcą się poddać i szukają alternatywy, pojawiła się dość egzotyczna ścieżka. Niedawne regulacje rządu w Wietnamie zmusiły YouTube do umożliwienia pomijania reklam po zaledwie pięciu sekundach, co czyni tamtejszą wersję serwisu znacznie mniej uciążliwą. Wykorzystanie VPN-a i „tunelowanie” połączenia przez tamtejsze serwery może być formą delikatnego protestu, choć dla większości użytkowników będzie to zbyt duża komplikacja w codziennym oglądaniu.
Czytaj też: iPhone 18 bez tacki na kartę SIM? Europa szykuje się na cyfrową rewolucję
YouTube wyraźnie pokazuje, że darmowe oglądanie bez reklam to era, która powoli dobiega końca. Strategia „psucia” platformy poprzez blokowanie komentarzy i opisów to sprytny ruch – film technicznie działa, więc trudniej oskarżyć serwis o całkowite odcięcie od treści, ale komfort użytkowania drastycznie spada. Wygląda na to, że obecnie jedynym trwałym rozwiązaniem, by odzyskać pełną funkcjonalność serwisu bez użerania się z algorytmami, jest albo wyłączenie blokad, albo kapitulacja i zakup subskrypcji Premium. Wojna trwa, ale to Google obecnie trzyma w ręku wszystkie asy.