
W 2021 roku Departament Sił Powietrznych USA przyznał kontrakt na silniki Rolls-Royce’owi na kwotę nieco ponad 2,6 miliardów dolarów, czyli około 9,6 mld złotych w przeliczeniu. Chodzi dokładnie o 608 nowych silników F130 do 76 bombowców (osiem na samolot) oraz pulę silników zapasowych, która ma sięgać aż 650 sztuk łącznie. Jest to więc kompleksowa wymiana napędu dla jednej z najbardziej rozpoznawalnych platform uderzeniowych USA. Równolegle Boeing dostał osobny kontrakt rzędu 2 mld dolarów (około 7,36 mld złotych) na prace integracyjne i kontynuację rozwoju programu CERP, co obejmuje w uproszczeniu przygotowanie i modyfikację samolotów testowych, instalację nowych zespołów i doprowadzenie całości do prób.

Rolls-Royce kończy testy F130 dla B-52, a trudna część dopiero się zaczyna
Dziś B-52 jest symbolem. Ten bombowiec zaprojektowany w epoce, gdy odrzutowiec był synonimem przyszłości, dziś ma być platformą gotową na czasy, w których “przyszłość” liczy się w algorytmach, a nie w blachach nitowanych ręcznie. Wymiana silników w takiej konstrukcji wygląda jak banalny pomysł tylko na papierze. W praktyce to operacja na otwartym organizmie, bo po wymianie zmienia się nie tylko ciąg i spalanie, ale też sposób, w jaki powietrze wpada do gondoli, jak generowana jest energia elektryczna, jak zachowuje się cała instalacja paliwowa i hydrauliczna, a nawet jak później wygląda logistyka części. Dlatego zanim ktokolwiek zobaczy “nowe B-52” w locie, najpierw musi się wydarzyć żmudna część – seria testów, które mają udowodnić, że ten układ w ogóle ma sens.
Czytaj też: Niemcy wypuścili w teren rój wojskowych cyborg-owadów. NATO już za to płaci

Tym razem Rolls-Royce poinformował o zakończeniu kluczowych prób wysokościowych i operacyjnych silnika F130, prowadzonych w Arnold Engineering Development Complex (AEDC) w Tennesse, a więc w ośrodku, który potrafi symulować środowisko lotu bez odrywania maszyny od ziemi. AEDC to nie jakaś tam hamownia dla odrzutowców, tylko wyspecjalizowana infrastruktura stworzona do sprawdzania zachowania silnika w warunkach lotu, bo komory są w stanie symulować pułap rzędu około 6100-21300 metrów.
Czytaj też: “Oszustwo” rodem z gry wideo. Wojskowi USA chcą widzieć przez ściany nawet z kilometra
W przypadku F130 kluczowe jest aktualnie nie tylko “czy silnik działa”, ale czy działa stabilnie wtedy, gdy przepływ powietrza przestaje być idealny. Rolls-Royce opisuje użycie w niedawnym teście tzw. ekranów zaburzających strugę powietrza w sposób kontrolowany, a to wszystko po to, by odtworzyć turbulentne, niejednorodne warunki, jakie mogą pojawić się podczas lotu w gondoli pod skrzydłem. Jest to właśnie ten etap, na którym wychodzą problemy z marginesem stateczności sprężarki, nieprzyjemnymi oscylacjami i zachowaniem sterowania. Do tego doszło jeszcze sprawdzenie układu wytwarzania energii elektrycznej na potrzeby pokładu. W bombowcu to temat dużo bardziej newralgiczny, niż w wielu samolotach cywilnych, bo obciążenia są inne, architektura awioniki jest modernizowana równolegle, a stabilność zasilania musi być przewidywalna w całym profilu misji.
Bombowce B-52 jeszcze trochę poczekają na wymianę silników
W tego typu modernizacji silnik jest “widocznym bohaterem”, ale najwięcej ryzyka siedzi w szczegółach dookoła niego. Wystarczy spojrzeć na wątek gondoli i wlotów powietrza. Skoro F130 ma inne gabaryty i inne wymagania w porównaniu do starszych TF33, to cała geometria i aerodynamika wlotu musi być dopasowana tak, by unikać zniekształceń przepływu w krytycznych warunkach. Dlatego też Rolls-Royce wskazuje, że po zamknięciu pakietu testów w AEDC cały program wejdzie w etap integracji systemowej i prób w konfiguracji “dual-pod” w NASA Stennis Space Center w Missisipi. Chodzi o coś pozornie przyziemnego, bo B-52 ma osiem silników w czterech podwójnych gondolach, więc to właśnie interakcja dwóch jednostek w jednej gondoli i zachowanie wlotu powietrza są krytyczne dla stabilności i osiągów.

Czytaj też: Zdradzili coś, co miało zostać tajemnicą? USA chronią myśliwiec F-47 jak tajemnicę państwową
Na koniec zostaje pytanie, które w tej historii jest najciekawsze: czy w 2026 roku problemem B-52 jest brak nowoczesnego silnika, czy raczej to, jak drogie i trudne staje się utrzymanie w ryzach całego ekosystemu modernizacji, która obejmuje praktycznie wszystko – od napędu, przez zasilanie, po nowe systemy misji. Testy F130 w AEDC budują zaufanie do jednostki napędowej, ale nie kończą rozmowy. One ją dopiero przenoszą z poziomu “czy działa” na poziom “czy da się to wdrożyć” bez podejmowania jakiegokolwiek ryzyka.
Źródła: Rolls Royce, Arnold Air Force Base
