Rusza się, choć nie powinno. Drukiem 4D przemienili opady w wizję rodem z Obcego

Kiedy tylko przeczytałem o tym, jak to “martwa siarka dostała drugie życie”, stając się czymś, co na dodatek się porusza, to od razu przed oczami pojawiła mi się pierwsza faza rozwoju ksenomorfa z serii Obcy. Na całe szczęście najnowsze dzieło naukowców jest czymś zupełnie innym.
...

Nie każdy technologiczny przełom zaczyna się od materiału, który brzmi szlachetnie, futurystycznie i drogo. Czasem punkt wyjścia jest znacznie mniej efektowny, bo sprowadza się do odpadu, który od lat zalega w cieniu znacznie bardziej pożądanych produktów przemysłu. Właśnie dlatego historia nowej technologii 4D z Korei Południowej przyciągnęła moją uwagę, bo nie chodzi tutaj wyłącznie o kolejną laboratoryjną ciekawostkę, ale o próbę nadania sensu materiałowi, który dotąd kojarzył się raczej z problemem nadmiaru niż z czymkolwiek przełomowym.

Korea Research Institute of Chemical Technology

Badacze próbują tym razem połączyć kilka rzeczy naraz, bo zagospodarowanie odpadu z rafinerii, druk struktur, które potrafią zmieniać kształt po czasie, oraz możliwość ich ponownego przetopienia bez wyrzucania materiału do kosza. Oczywiście jednak musimy pamiętać, że między laboratoryjnym sukcesem a prawdziwą rewolucją w robotyce nadal rozciąga się spora luka.

Czy te miękkie roboty 4D z siarki są naprawdę nowe?

Zespół z Korea Research Institute of Chemical Technology, Hanyang University i Sejong University opisał technologię, która wykorzystuje odpadową siarkę z procesów rafineryjnych do tworzenia drukowalnych materiałów o właściwościach pamięci kształtu. Nie jest to jednak zwykły druk 3D, bo gotowy element może po wydruku reagować na bodźce zewnętrzne, takie jak ciepło, światło czy pole magnetyczne. Właśnie ten “czynnik czasu” i późniejszej przemiany odpowiada za modne dziś określenie druku 4D. Sama baza materiałowa też nie jest przypadkowa. Odpadowa siarka od dawna kusi naukowców, bo jest dostępna w ogromnych ilościach, a jednocześnie trudno zagospodarować ją w sposób naprawdę wartościowy. Autorzy pracy wpisują się więc w szerszy trend upcyclingu siarki do bardziej zaawansowanych zastosowań.

Czytaj też: USA potrzebują drastycznie więcej prądu. Ich plan z elektrowniami jądrowymi brzmi jak science fiction

Korea Research Institute of Chemical Technology

Największy problem z takimi materiałami zwykle nie sprowadza się do samego pomysłu, ale do ich przetwarzania. Siarkowe polimery bywają trudne w druku, bo ich usieciowana struktura utrudnia płynięcie i formowanie bardziej złożonych kształtów. Koreański zespół twierdzi jednak, że poradził sobie z tym przez zaprojektowanie luźniej usieciowanej sieci polimerowej z dynamicznymi wiązaniami siarka-siarka. To właśnie one mają odpowiadać za zachowanie typu shear-thinning i umożliwiać wytłaczanie materiału metodą hot-melt extrusion do bardziej złożonych geometrii.

W praktyce oznacza to tyle, że po wydruku nie dostajemy martwego, sztywnego obiektu skazanego na jedną formę. Struktury można najpierw “zaprogramować”, a następnie skłonić do odzyskania określonego kształtu pod wpływem temperatury lub światła. Innymi słowy, tego typu wydruki nie żyją własnym życiem, jak wspomniany ksenomorf, bo cały proces ich “życia” wymaga stosownych wyzwalaczy i nie jest nieograniczony.

Do tego badacze pokazali proces chemicznego zespawania elementów bez kleju. Wystarczyło naświetlanie laserem bliskiej podczerwieni przez osiem sekund, by wewnętrzne wiązania chwilowo się rozłączyły i połączyły ponownie już w miejscu styku. Właśnie takie detale decydują, czy mówimy o efektownym modelu do zdjęć, czy o materiale, z którego da się składać bardziej złożone układy.

Czy to są naprawdę “samoporuszające się roboty”?

I tu zaczyna się część, w której warto trochę przyhamować zachwyt. Tak, badacze dodali do kompozytu 20 procent cząstek magnetycznych i pokazali miękkie struktury mniejsze niż 1 cm, które mogą wykonywać ruchy sterowane polem magnetycznym. Problem w tym, że określenie “samoporuszające” jest tu wygodnym skrótem. Jeśli robot podąża za zewnętrznym polem magnetycznym, to nie działa autonomicznie w potocznym sensie. Nie wybiera celu, nie podejmuje decyzji i nie porusza się sam z siebie jak mały mechaniczny organizm. Bardziej uczciwie byłoby powiedzieć, że to miękkie, drukowane struktury zdolne do ruchu i zmiany formy bez klasycznych silników czy przekładni. Sama technologia i tak robi wrażenie, ale nie trzeba jej dopompowywać przesadzonym językiem.

Czytaj też: Fotowoltaika z nowym rekordem. Teraz błysnął materiał, o którym mówi się za rzadko

Jednocześnie nie zmienia to faktu, że taka klasa materiałów może być bardzo cenna. Współczesna miękka robotyka jest rozwijana między innymi z myślą o zastosowaniach medycznych, precyzyjnym dostarczaniu substancji, interwencjach małoinwazyjnych czy delikatnej manipulacji obiektami w automatyce przemysłowej. Elastyczne, podatne struktury są po prostu bezpieczniejsze dla tkanek, kruchych przedmiotów i środowisk, w których sztywna maszyna sprawdza się gorzej. Dlatego nowy materiał z odzysku nie jest tylko ekologicznym ozdobnikiem, ale potencjalnie odpowiedzią na realny problem doboru tworzywa do takich zadań.

Jednak najciekawsze nie są roboty, tylko obieg zamknięty

Najmocniejszy element tej historii wcale nie musi dotyczyć samego ruchu. Równie ważne jest to, że wydrukowane elementy można po użyciu stopić i ponownie wykorzystać jako wsad do następnych wydruków. Zespół opisuje to jako zamknięty obieg produkcyjny, a więc coś, czego dramatycznie brakuje wielu nowoczesnym materiałom funkcjonalnym. W świecie zaawansowanych polimerów i kompozytów zbyt często kończy się na zachwycie nad właściwościami, po którym przychodzi niewygodne pytanie o recykling. Tutaj recykling jest jedną z głównych części całego pomysłu.

Korea Research Institute of Chemical Technology

Autorzy nie ograniczyli się do prostego pokazu zmiany kształtu. Opisali też kapsułę z kompozytu magnetycznego, która może działać jak mieszadło magnetyczne uwalniające katalizator po osiągnięciu określonej temperatury, wspomagając tym samym syntezę karbaminianów. To już nie jest więc wyłącznie coś w stylu “robot rusza się, bo to wygląda fajnie”, ale demonstracja materiału wykonującego konkretne zadanie w odpowiedzi na warunki otoczenia.

Gdzie kończy się przełom, a zaczynają znaki zapytania?

Jak zwykle przy tego typu tworach, laboratorium pokazuje obietnicę, a nie gotowy produkt. Nadal nie wiemy, jak taki materiał zachowa się po bardzo wielu cyklach drukowania, deformacji i ponownego przetapiania w warunkach przemysłowych. Nie wiemy też, czy skalowanie procesu okaże się ekonomicznie sensowne, gdy z demonstratorów przejdziemy do większych partii produkcyjnych i bardziej wymagającej kontroli jakości. Sam fakt, że coś da się przetopić i wydrukować jeszcze raz, nie oznacza automatycznie, że zachowa identyczne parametry po dziesiątym albo pięćdziesiątym obiegu.

Czytaj też: T1200 jest cieńsze niż włos i mocniejsze niż stal. Chiny stworzyły materiałowe czarne złoto

Drugi problem jest jeszcze prostszy. Miękka robotyka od lat cierpi nie tyle na brak efektownych filmików, ile na niedobór materiałów, które jednocześnie są trwałe, responsywne, łatwe w przetwórstwie i rozsądne kosztowo. Koreańska technologia wygląda jak bardzo obiecująca odpowiedź na część tego problemu, ale dopiero kolejne prace pokażą, czy mamy do czynienia z platformą nadającą się do szerszego wdrożenia, czy z jednym z wielu imponujących, lecz niszowych osiągnięć materiałoznawstwa.

Źródła: Advanced Materials, PubMed, EurekAlert

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.
Specjalizacje
MilitariaRecenzje sprzętuRowerySamochodyGry wideoGry planszowe