
Departament Energii USA uruchomił program, który odpowiada na proste pytanie – jak szybko dorzucić do systemu kolejne gigawaty prądu bez konieczności czekania na nowe budowy?
Stany Zjednoczone potrzebują coraz więcej (możliwie taniego) prądu
W 2026 roku USA mają pobić kolejne rekordy zużycia energii. Według prognoz zapotrzebowanie ma sięgnąć ok. 4260 mld kWh, czyli ok. 4260 TWh, a rok później jeszcze więcej. Jest to już skala, przy której każde stabilne źródło mocy zaczyna wyglądać jak element bezpieczeństwa infrastruktury, a nie “tylko” kolejne urozmaicenie miksu energetycznego. W tej układance prąd z atomu ma jedną cechę, której nie da się podrobić – pracuje w trybie 24/7 i zwykle z bardzo wysokim współczynnikiem wykorzystania mocy, podczas gdy część nowych mocy odnawialnych jest z definicji zależna od pogody i pory dnia.
Czytaj też: Fotowoltaika z nowym rekordem. Teraz błysnął materiał, o którym mówi się za rzadko

Tutaj wchodzi nowa inicjatywa amerykańskiego departamentu energii, która nazywa się Utility Power Reactor Incremental Scaling Effort (UPRISE) i jest zarządzana przez Idaho National Laboratory. Jej sens jest prosty: podnieść moc już działających elektrowni, przedłużać pracę bloków poprzez odnowienia licencji, reaktywować wyłączone obiekty i dokończyć projekty, które utknęły. Cele są proste i rozpisane na krótkie terminy: 2,5 GW dodatkowej mocy do 2027 roku i 5 GW do 2029 roku, więc w grę wchodzi jakieś dodatkowe 39 TWh energii rocznie.
Amerykańskie elektrownie jądrowe dostaną trzy ścieżki
Plan Amerykanów zakłada podniesienie energii uzyskiwanej z atomu na trzy sposoby. Ten najciekawszy obejmuje bezpieczne podniesienie mocy w granicach parametrów projektowych i licencyjnych, co w praktyce często obejmuje modernizacje aparatury pomiarowej, elementów układu parowego czy dopasowanie procedur eksploatacyjnych. Takie “podkręcenie” istniejącego bloku brzmi jak prosty ruch, ale nadal oznacza analizę bezpieczeństwa, testy, przestoje i decyzje regulatora.
Czytaj też: Jeden z największych problemów akumulatorów przyszłości właśnie przestał być tajemnicą
Druga ścieżka to wydłużanie życia reaktorów, a trzecia dotyczy przywrócenia do działania zamkniętych już obiektów. Tutaj akurat symbolem stała się elektrownia Palisades w Michigan, której powrót planowany jest na początek 2026 roku. Wątek jest o tyle istotny, że NRC opisuje osobny reżim inspekcji i nadzoru dla restartu po trwałym wyłączeniu, a sam projekt ma też ciężar polityczny, bo ma pokazać, że “zamknięte” nie musi znaczyć “stracone”.

Samo podnoszenie mocy reaktorów dzieli się na trzy kategorie, które mają zwiększyć moc do 2%, od 2-7% i do nawet 20%. Ten pierwszy jest najłatwiejszy do przeprowadzenia, bo jest uzyskiwany głównie przez precyzyjniejszy pomiar (np. układu wody zasilającej), a więc “odzyskanie” energii z dotychczasowego marginesu niepewności. Druga kategoria to wykorzystanie zapasów projektowych bez radykalnych zmian sprzętowych, a trzecia obejmuje już realne modernizacje oraz usuwanie wąskich gardeł elektrowni – od turbin i generatorów, przez układy chłodzenia.
Czytaj też: Idealna roleta zewnętrzna? Niemcy sprawili, że fotowoltaika zeszła z dachów na ściany
Ciekawie będzie więc obserwować, jak Amerykanie zaczną wyciskać ze swoich elektrowni atomowych jeszcze więcej energii, na którą zapotrzebowanie będzie tylko rosnąć. Program UPRISE nie jest jednak rozwiązaniem problemu, a jego chwilowym załataniem.
Źródła: Departament Energii USA, Reuters
