
Włoskie jednostki typu Sauro, wprowadzone jeszcze w latach 80., zbliżają się do granicy sensownej eksploatacji, a potrzeba zastąpienia ich czymś nowym pojawia się na tle europejskiej dyskusji o ochronie szlaków i infrastruktury morskiej. Innymi słowy, włoska marynarka wojenna po prostu potrzebuje nowych okrętów podwodnych i w tej kwestii właśnie wiele zaczęło się dziać.
Stępka pod pierwszy okręt U212 NFS położona
Pod sam koniec lutego 2026 roku w stoczni Fincantieri w Muggiano odbyła się uroczystość położenia stępki pierwszego okrętu programu U212 NFS (Near Future Submarine). Oficjalnie jest to więc start fazy montażu modułowego pierwszej jednostki, a cały program, który jest prowadzony w imieniu włoskiej marynarki przez OCCAR, obejmuje budowę czterech okrętów oraz pakiet logistycznego wsparcia. Co ciekawe, pierwszy okręt U212 NFS ma zostać przekazany marynarce w 2029 roku, a kolejne jednostki mają domknąć cały program do początku lat 30.
Czytaj też: Niemcy wypuścili w teren rój wojskowych cyborg-owadów. NATO już za to płaci

Szczegóły projektu tych okrętów podwodnych są nam doskonale znane. U212 NFS mają mierzyć około 59 metrów długości, około 12 metrów wysokości i około 7 metrów maksymalnej średnicy, a ich wyporność nawodna ma wynieść około 1600 ton. Na pokładzie znajdzie się około 29 osób. Nowość nie polega więc na tym, że okręt jest gigantyczny, a na tym, co Włosi próbują upchnąć w tej wielkości.
W komunikatach prasowych najczęściej padają dwa hasła: akumulator litowo-jonowy dla napędu i nowy system walki. Ma to gwarantować okazalszą skrytość, dłuższą autonomię, wyższą sprawność operacyjną, a nawet “odporność cybernetyczną”. W projekcie przewidziano też m.in. wydłużony kadłub sztywny, przeprojektowane CIC pod dodatkowe konsole, zadbanie o bezproblemową pracę w ciepłych wodach, elektrycznie podnoszone maszty zamiast hydrauliki oraz nowy system monitoringu i kontroli.
Potężne uzbrojenie oraz ryzykowne zasilanie
U212 NFS ma być przystosowany do odpalania pocisków manewrujących dalekiego zasięgu do uderzeń lądowych, a do tego ma przenosić ciężkie torpedy Black Shark Advanced. Wprawdzie to ostatnie brzmi jak oczywistość, bo torpedy są dla okrętu podwodnego naturalnym uzbrojeniem, ale same pociski manewrujące zmieniają logikę odstraszania, bo dzięki nim okręt działający skrycie na relatywnie małym akwenie staje się narzędziem presji strategicznej, a nie tylko platformą do polowania na wrogie okręty.
Czytaj też: “Oszustwo” rodem z gry wideo. Wojskowi USA chcą widzieć przez ściany nawet z kilometra
Akumulator litowo-jonowy jest w tej klasie okrętów drugim najciekawszym elementem, bo to technologia, która w zastosowaniach morskich przynosi nie tylko korzyści, ale i realne ryzyko. Zyski są oczywiste – wyższa gęstość energii, większa moc chwilowa czy lepsza charakterystyka pracy przy dynamicznych obciążeniach. Z drugiej strony na szali jest bezpieczeństwo, bo problem kaskadowego przegrzania ogniw w zamkniętej przestrzeni jednostki pływającej ma konsekwencje dużo poważniejsze niż w samochodzie.

Włosi nie wchodzą jednak w ciemno w tę technologię. Japonia ma już doświadczenie z okrętami, które przeszły na akumulatory litowo-jonowe, bo przecież w marcu 2020 roku japońskie siły morskie wprowadziły do służby JS Oryu jako pierwszą jednostkę w swojej klasie z takim rozwiązaniem. Pokazuje to, że technologia jest możliwa do opanowania, ale wymaga dobrego przygotowania.
Czytaj też: Zdradzili coś, co miało zostać tajemnicą? USA chronią myśliwiec F-47 jak tajemnicę państwową
U212 NFS pokazuje, że Europa idzie w stronę okrętów konwencjonalnych, ale coraz bardziej zaawansowanych technologicznie i mocniej związanych z ochroną infrastruktury podmorskiej. Pokazuje to, że w dzisiejszych czasach okręt podwodny nie jest już tylko szczelnym cylindrem z torpedami, a skomplikowanym systemem energetycznym i informacyjnym.
Źródła: Fincantieri, OCCAR
