Najbardziej niepokojąca zmiana wojny nie ma silnika ani skrzydeł. Ma za to sztuczną inteligencję

Wojny lubimy opisywać w prostych liczbach, bo liczby dają złudzenie kontroli – ile samolotów, ile rakiet, ile uderzeń, ile dni? Twarde dane to jedno, ale dziś coraz częściej kluczowe nie jest to, czym uderzono, tylko jak szybko przeszła droga od informacji do decyzji i czy w całym tym procesie było miejsce na wątpliwości, spór, korektę czy ot zwykłe “sprawdźmy to jeszcze raz”.
...

Ostatnie doniesienia o kampanii uderzeń USA i Izraela na cele w Iranie pokazują tempo, które jeszcze niedawno brzmiałoby jak nadużycie. W pierwszych godzinach konfliktu miało dojść do setek ataków, prowadzonych równolegle na różnych poziomach – od infrastruktury po cele o znaczeniu politycznym. Pokazuje to przede wszystkim opowieść o tym, że wojna zaczyna przypominać proces przemysłowy, w którym najdroższym zasobem przestaje być amunicja, a staje się czas.

Zdjęcie poglądowe

Tutaj właśnie wchodzi temat, o którym wciąż mówi się zbyt wygodnie, bo zupełnie jakby chodziło o kolejną “funkcję” w systemie. Tempo kampanii miało być możliwe dzięki narzędziom sztucznej inteligencji, które skracają tzw. kill chain, czyli sekwencję od wykrycia i identyfikacji celu, przez weryfikację danych wywiadowczych i ścieżkę prawną, aż po wybór środka rażenia i wydanie zgody na uderzenie.

Zanim człowiek mrugnie, algorytm już wybrał cel

W relacjach pojawia się liczba bliska 900 uderzeń w pierwszych 12 godzinach. W praktyce oznacza to, że planowanie, koordynacja i selekcja priorytetów nie odbywały się już w rytmie “najpierw analiza, potem decyzja”. Zaczęły działać jak równoległe wątki – część systemu wskazuje cele, inna część ocenia, kolejna układa sekwencję ataków i przypisuje zasoby. Tu nie chodzi wyłącznie o szybkość przetwarzania dronowych transmisji, zdjęć satelitarnych czy przechwyconej komunikacji. Chodzi o zmianę struktury odpowiedzialności. Jeżeli system potrafi w minutach wygenerować listę celów, zasugerować typ uzbrojenia i nawet przygotować argumentację pod zgodność działań z procedurami, to człowiek w praktyce zaczyna pełnić rolę “zatwierdzacza”, a nie autora decyzji. Jest to opisywane jako kompresja decyzji do tak wąskiego okna czasowego, że realna deliberacja staje się luksusem.

Czytaj też: Niemcy wypuścili w teren rój wojskowych cyborg-owadów. NATO już za to płaci

Zdjęcie poglądowe

Największa pułapka jest psychologiczna i dobrze znana z innych dziedzin automatyzacji. Gdy system działa szybko i zazwyczaj trafnie, to rośnie jednocześnie skłonność do przerzucania na niego ciężaru osądu. Kto bowiem nie lubi łatwych rozwiązań i tego, że pracę wykonuje za niego ktoś inny? Zwłaszcza w tak ważnej kwestii, jakim jest prowadzenie wojny, gdzie decyzja co do ataku ma swoje konsekwencje, z którymi trzeba żyć aż do końca swoich dni. Jest też druga strona – co jeśli człowiek-decydent odrzuci sugestię systemu, doprowadzając finalnie do strat po własnej stronie? W takich sytuacjach proces myślowy może być po prostu spaczony wizją zwyczajnego błędu lub ryzyka, a przede wszystkim koniecznością utrzymania wysokiego tempa podejmowania decyzji. Jeśli w normalnym cyklu planowania jest przestrzeń na spór analityków, pytania prawników i wątpliwości dowódców, to w cyklu skompresowanym zostaje głównie potrzeba utrzymania tempa.

Czytaj też: “Oszustwo” rodem z gry wideo. Wojskowi USA chcą widzieć przez ściany nawet z kilometra

Międzynarodowe prawo humanitarne opiera się na założeniu, że człowiek jest w stanie rozważyć proporcjonalność i rozróżnienie celów wojskowych od cywilnych. Nie jest to abstrakcja, a praktyczny warunek tego, żeby “efektywność” nie stała się jedynym kryterium. Jeśli jednak system sztucznej inteligencji skraca kill chain, to nie tylko przyspiesza działania, ale też zmienia relację między procedurą a realnym namysłem. Formalnie człowiek pozostaje “w pętli”, ale funkcjonalnie bywa tak, że jest w niej tylko z nazwy. W tle pojawia się jeszcze jeden wątek – rola firm technologicznych oraz ich granic. Anthropic oficjalnie przyznaje, że Claude jest wdrażany w zastosowaniach związanych z analizą wywiadowczą i planowaniem operacyjnym, również na sieciach o charakterze niejawnym, między innymi we współpracy z Palantirem.

Czy to coś nowego w prowadzeniu wojny?

Ktoś może powiedzieć: “Przecież to nie jest nowe. Wojsko używa algorytmów od lat”. To prawda – Project Maven ruszył w 2017 roku jako próba wdrażania uczenia maszynowego do analizy obrazów i wideo dla potrzeb wywiadu, a dziś jest kojarzony z szerszą integracją sztucznej inteligencji w proces pracy analityków. Różnica polega na tym, że dawniej algorytmy były narzędziem do wsparcia konkretnego wycinka pracy, a teraz coraz częściej spajają cały proces decyzyjny, a modele językowe potrafią “opakować” wynik w narrację, rekomendację, priorytety i uzasadnienie. W uproszczeniu? Kiedy my pytamy ChataGPT, jak naprawić usterkę w komputerze, to wojskowi zadają swojemu modelowi pytanie w stylu “co teraz atakujemy”?

Czytaj też: Zdradzili coś, co miało zostać tajemnicą? USA chronią myśliwiec F-47 jak tajemnicę państwową

USA jednocześnie promują “Political Declaration on Responsible Military Use of Artificial Intelligence and Autonomy” jako zestaw zasad, które mają utrzymać ludzką kontrolę i ograniczać ryzyka. Dokumenty i analizy instytucji badawczych pokazują jednak, że to miękka rama – deklaracja, a nie twarde, wiążące prawo. W praktyce w sytuacji kryzysu państwa testują granice, a przewaga operacyjna kusi bardziej niż etyczna powściągliwość. Wiemy już, żeby nie wierzyć w rozsądek algorytmów, bo sztuczna inteligencja prędzej czy później sięga po broń atomową, ale na samym końcu tej historii wracamy do pozornego banału. Tego, że “gdy kill chain się skraca, skraca się też margines na moralną pauzę”.

Źródła: The Guardian, Anthropic, Departament Wojny USA, Departament Stanu USA, UNIDIR

Mateusz ŁysońM
Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.
Specjalizacje
MilitariaRecenzje sprzętuRowerySamochodyGry wideoGry planszowe