Czy tradycyjne Wi-Fi może w pewnym momencie ot “przestać wystarczać”? Mieszkania, biura, hale, szpitale i centra danych są dziś zapchane urządzeniami walczącymi ze sobą o jak najlepsze połączenie Wi-Fi, co z generacji na generację rodzi coraz to większy problem. Właśnie dlatego badanie opisane w marcu 2026 roku na łamach Advanced Photonics Nexus jest interesujące nie tylko przez osiągnięty transfer. Wprawdzie 362,7 Gb/s brzmi świetnie, ale jeszcze ciekawsze jest to, że osiągnięto taki wynik przez przesyłanie tychże danych światłem, a nie falami radiowymi.
Nie antena na suficie, a siatka mikrolaserów
Sedno tego projektu nie sprowadza się do modnego hasła “internet przez światło”. Zespół z Cambridge, Manchesteru i partnerów przemysłowych zbudował układ oparty na macierzy 5 x 5 laserów VCSEL emitujących podczerwień o długości fali 940 nm. Każdy z 25 emiterów może pracować niezależnie, a cały układ mieści się na chipie mniejszym niż 1 mm. To już samo w sobie jest ważne, bo pokazuje, że nie mówimy o dużym laboratoryjnym pomyśle na granicy abstrakcji, ale o architekturze, którą da się zmniejszać i upychać tam, gdzie dziś trafiają punkty dostępowe, a kiedyś być może także inne urządzenia.
Czytaj też: Korzystasz z tego? Jeśli tak, to siedzisz w pułapce i nawet o tym nie wiesz

W testach badacze wykorzystali łącze optyczne o długości 2 metrów, a spośród 25 laserów działało 21, z czego każdy z nich osiągał od około 13 do 19 Gb/s. Po zsumowaniu dało to 362,7 Gb/s, czyli w przeliczeniu około 45 GB/s. To poziom, przy którym przestajemy mówić o “szybkim Internecie” w potocznym sensie, a zaczynamy rozmawiać o infrastrukturze, która może odciążać najbardziej wymagające środowiska wewnątrz budynków. Co ważne, autorzy sami podkreślają, że wynik ograniczał komercyjny fotodetektor wykorzystany po stronie odbiornika, więc sufit tej architektury jeszcze się nie ujawnił.
Czytaj też: Czarna skrzynka AI właśnie pękła. Naukowcy pokazali bardzo niewygodny scenariusz
Gdyby to była tylko demonstracja “jeden laser, jeden rekord”, to temat byłby dużo mniej interesujący. W praktyce bowiem problem z przesyłaniem danych światłem w sposób bezprzewodowy zaczyna się dopiero wtedy, kiedy wiele wiązek ma działać równolegle bez wzajemnego przeszkadzania sobie. Tutaj właśnie wchodzi cały optyczny spryt tego projektu. Badacze zastosowali mikrosoczewki i dodatkowe elementy optyczne, które nie tylko porządkują wiązki, ale też układają je w siatkę uporządkowanych, kwadratowych pól o wysokiej jednorodności. Przy odległości rzędu 2 metrów udało się przekroczyć 90% równomierności oświetlenia, a w pokazie pracy z wieloma użytkownikami cztery aktywne wiązki utrzymały stabilną łączność z łączną przepustowością około 22 Gb/s. Innymi słowy, zamiast zalewania przestrzeni falami radiowymi, ta technologia gwarantuje precyzyjne kierowanie medium dokładnie w to miejsce, gdzie ma trafić.
Brzmi jak pogromca Wi-Fi? Właśnie tu trzeba przyhamować
Czy więc to oznaka rychłego końca routerów, jakie znamy? Oczywiście nie. Jest to bowiem nadal jedynie demonstracja wewnątrz budynku, na krótkim dystansie, przy starannie przygotowanym torze optycznym. Do tego dochodzi ograniczenie, które jednocześnie jest siłą i słabością takiej technologii: światło można kierować dużo precyzyjniej niż fale radiowe, ale nie zachowuje się ono równie wygodnie, gdy po drodze pojawiają się przeszkody. To z jednej strony pomaga ograniczać wyciek sygnału poza pomieszczenie, co już wcześniej przewijało się przy dyskusjach o Li-Fi, ale z drugiej nie daje tej beztroski zasięgu, do której przyzwyczaiło nas Wi-Fi przenikające przez ściany.
Czytaj też: Grafen w nowej formie! Europa stawia na cudowny materiał, który zachwyca nie tylko wagą
Sami autorzy nie próbują zresztą udawać, że zbudowali następcę Wi-Fi dla każdego. Wprost wskazują, że chodzi o technologię uzupełniającą, a nie zastępującą obecne sieci radiowe. Innymi słowy, taka technologia ma szanse trafić do wyspecjalizowanych zastosowań, w których kluczowe są bezprzewodowe połączenia o wysokiej wydajności.
Źródła: Advanced Photonics Nexus, ScienceDaily

