Bez huku, bez łusek i bez dymu. Chiny ścisnęły broń przyszłości do rozmiaru pistoletu

Wojskowe sprzęty regularnie imponują swoim rozmiarem. Duże działa, potężne okręty i hipersoniczne pociski przyciągają uwagę, ale prawdziwy przełom często zaczyna się dopiero wtedy, gdy coś wielkiego zostaje zmniejszone do rozmiaru, który da się przenieść w dłoni. Dlatego właśnie najnowsza chińska broń elektromagnetyczna jest tak interesująca.
Bez huku, bez łusek i bez dymu. Chiny ścisnęły broń przyszłości do rozmiaru pistoletu

Tym razem w całej tej dyskusji o broń jutra pojawił się nie kolejny klasyczny pistolet czy karabin z kosmetycznymi zmianami, ale broń wykorzystująca cewki elektromagnetyczne do rozpędzania metalowych pocisków. W teorii daje to zestaw cech, o których od lat marzą wojskowi i służby, bo niski sygnaturę akustyczną, brak błysku wylotowego, brak dymu i brak łusek wyrzucanych po strzale.

Chiny mają nową broń, ale to nie jest railgun rodem z filmów

Chińska konstrukcja nie jest klasycznym railgunem, czyli działem szynowym z dwiema przewodzącymi szynami. Mowa o coil gunie, znanym też jako broń Gaussa, w którym pocisk rozpędzają kolejne cewki elektromagnetyczne. W praktyce chodzi więc o przeniesienie idei dużych wyrzutni elektromagnetycznych do znacznie mniejszej obudowy. Broń ma lufę o długości około 30 cm, daje się obsługiwać jedną ręką, ma wskaźnik laserowy i w zależności od ustawienia mocy potrafi działać w trybie bardziej obezwładniającym albo bardziej destrukcyjnym. Pada też najbardziej chwytliwa liczba: od 1000 do 2000 pocisków na minutę oraz zdolność przebijania drewnianych płyt z dystansu liczonego w dziesiątkach metrów.

Czytaj też: Jeśli Chiny nie przesadzają, to obrona przed tą masową bronią stanie się ogromnym wyzwaniem

Gdyby te liczby potwierdziły się w niezależnych testach, to mówilibyśmy nie o małym postępie, ale o bardzo dużym skoku względem publicznie znanych konstrukcji cywilnych. Oficjalna specyfikacja komercyjnego Arcflash GR-1 “Anvil”, czyli jednej z najbardziej rozpoznawalnych przenośnych broni elektromagnetycznych, mówi o szybkostrzelności do 100 strzałów na minutę, energii do 100 J i sprawności na poziomie 2,8%. Innymi słowy, chiński projekt celuje znacznie wyżej niż to, co dotąd uchodziło za punkt odniesienia dla broni ręcznej tego typu.

Jeszcze ciekawsze jest to, że Chiny już w 2025 roku pokazały materiał z elektromagnetycznym karabinem osiągającym nawet 3000 strzałów na minutę. Tamten projekt miał wykorzystywać zasilanie bezpośrednio z akumulatorów litowych, bez klasycznego pakietu kondensatorów, który od lat był jedną z głównych barier dla coil gunów. Jeśli więc obecna ręczna konstrukcja jest pochodną tamtych prac, to nie mamy do czynienia z pojedynczą ciekawostką, ale z próbą rozwijania całej linii technologicznej.

Czytaj też: Dron z bambusa, a parametry jak z kompozytu. Chiny zrobiły z natury materiał lotniczy

Najbardziej podejrzanie w całej tej historii brzmi określenie “nieśmiercionośna”, bo w tym akurat przypadku lepiej mówić o broni “mniej śmiercionośnej”, która może prowadzić do poważnych obrażeń, a nawet śmierci, jeśli zostanie użyta niewłaściwie albo w nieproporcjonalny sposób. Sam fakt regulacji mocy nie zamyka więc tematu ryzyka.

Broń elektromagnetyczna to ewidentnie uzbrojenie przyszłości

Tego typu uzbrojenie stanowi element szerszego wyścigu o broń elektromagnetyczną i nawet szerzej, bo o uzbrojenie energii skierowanej lub elektrycznie napędzane systemy kinetyczne. Na drugim końcu skali pozostają znacznie większe chińskie działa Gaussa. Już wcześniej pojawiały się informacje o chińskiej konstrukcji zdolnej wyrzucić pocisk o masie około 124 kg z prędkością około 700 km/h. To liczby dalekie od klasycznej artylerii, ale wystarczająco duże, by pokazać, że Chińczycy badają ten kierunek równolegle w wersji lekkiej i ciężkiej.

W podobnym czasie wraca temat japońskich railgunów testowanych na okręcie JS Asuka, gdzie stawka jest już zupełnie inna: prędkości rzędu 2230-2500 m/s, energia około 5 MJ i próba zbudowania uzbrojenia nadającego się do przechwytywania bardzo szybkich celów. To ważny kontrast, bo pokazuje, że elektromagnetyczne rozpędzanie pocisków nie jest jedną technologią, lecz całym wachlarzem rozwiązań o różnych ograniczeniach. W Europie równolegle rozwija się program Herakles, który znów przypomina o starych problemach tej klasy systemów: ogromnym zapotrzebowaniu na energię, zużyciu materiałów i trudnej ekonomii wdrożenia.

Działo elektromagnetyczne USA
Działo elektromagnetyczne USA

Czytaj też: Takiej maszyny świat jeszcze nie widział, a Chiny już ją testują

W tle dojrzewa też inna ścieżka, czyli broń elektromagnetyczna nienastawiona na kinetyczne trafienie, ale na zakłócanie elektroniki. Dobrym przykładem jest amerykański system mikrofalowy do walki z rojami dronów. To ważne dlatego, że pokazuje szerszą zmianę myślenia: wojsko nie szuka już tylko “mocniejszego pocisku”, ale narzędzi, które działają ciszej, szybciej i logistycznie taniej od klasycznych rakiet czy amunicji. Ręczny coil gun wpisuje się w ten sam klimat technologiczny, choć rozwiązuje zupełnie inny problem. Aktualnie wygląda to jednak raczej na bardzo interesujący sygnał niż na gotową rewolucję. Mamy broń, która według dostępnych materiałów ma być cicha, poręczna i modułowo regulowana, ale jednocześnie nadal opiera się na przekazie kontrolowanym przez państwowe media i niesie ze sobą wszystkie stare pytania o energię, trwałość i sens użycia “mniej śmiercionośnego” uzbrojenia.

Źródła: South China Morning Post, Arc Flash Labs

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.