Poprawili to, co na wojnie liczy się najbardziej. Dokąd zmierza nowoczesna artyleria?

Koła zamiast gąsienic i automat zamiast ładowniczego. Nowa broń Korei Południowej mierzy w najczulszy punkt współczesnej artylerii.
Haubice K9 Thunder

Haubice K9 Thunder

Współczesna artyleria nie wygrywa już wyłącznie większym kalibrem i zasięgiem rażenia. O przewadze coraz częściej decyduje to, ile czasu system potrzebuje od zatrzymania się do oddania pierwszego strzału, jak szybko potrafi zmienić pozycję i jak mało ludzi musi przy tym wystawić się na ryzyko kontrataku. Właśnie dlatego nowe konstrukcje artyleryjskie przestają być tylko działami na podwoziu, a stają się odpowiedzią na bardzo konkretny lęk pola walki, bo strach przed tym, że przeciwnik namierzy stanowisko szybciej, niż zdążymy odjechać. Na tym tle K9MH nie wygląda jak zwykła ewolucja znanej południowokoreańskiej rodziny K9. Jest to raczej próba przeniesienia sprawdzonej artylerii w nowe realia, bo K9MH ma być nie tylko szybszy w ogniu, ale też łatwiejszy do przerzutu, mniej wymagający dla załogi i atrakcyjniejszy dla zachodnich programów zakupowych.

Koreańczycy nie zbudowali po prostu kolejnej haubicy

K9MH zachowuje natowski standard 155 mm i lufę długości 52 kalibrów, czyli około 8,06 metra, więc nie mówimy o egzotycznej konstrukcji odciętej od zachodniego rynku amunicji, ale o systemie zaprojektowanym pod wspólne standardy logistyczne i interoperacyjność z rozwiązaniami używanymi już w wielu armiach. Sam rodzaj uzbrojenia nie jest więc rewolucją. Rewolucją ma być tempo obsługi tego uzbrojenia.

Czytaj też: Po co komu satelity na orbicie? Chiny dokonały przełomu w precyzji dla “lepszego GPS”

K9MH dostał opancerzoną kabinę dla załogi, zautomatyzowaną wieżę, magazyn na 40 sztuk amunicji, szybkostrzelność na poziomie 8-9 strzałów na minutę oraz czasy wejścia i zejścia ze stanowiska poniżej 30 sekund. To ostatnie stanowi znaczący skok względem doskonale nam znanego K9A1, który jest systemem zdolnym do prowadzenia ognia z maksymalną szybkostrzelnością 6-8 strzałów na minutę przez trzy minuty. Innymi słowy, Koreańczycy próbują podnieść tempo działania bez porzucania sprawdzonej bazy technologicznej.

Koła mają tu znaczenie większe, niż może się wydawać

Największa zmiana nie sprowadza się jednak do automatu ładującego, ale do samej filozofii pojazdu. K9MH korzysta bowiem nie z gąsienicowego, a z kołowego podwozia 8×8 z rodziny Tatra Force, czyli platformy opartej o centralną rurę nośną i niezależne półosie, które zostały zaprojektowane z myślą o stabilności i mobilności w trudnym terenie. Tego typu konstrukcja ma dawać przede wszystkim lepszą mobilność operacyjną i strategiczną niż klasyczne systemy gąsienicowe kosztem wyższych możliwości w bardzo wymagającym terenie. W praktyce oznacza to łatwiejsze przemieszczanie na dużych dystansach i mniej uciążliwą obsługę poza frontem.

Czytaj też: Wyrwie dziurę w niebie przeciwnika. Francja szykuje broń na najgorsze godziny wojny

Właśnie tutaj zresztą K9MH próbuje wejść w tę samą lukę, w której od dawna funkcjonują Archer i RCH 155. Koreańczycy chcą nie tylko pokazać, że też potrafią automatyzować, ale że robią to na platformie z dużym zapasem mobilności drogowej i na bazie rodziny uzbrojenia o bardzo szerokim zapleczu użytkowników. Ma to jednak swój koszt, bo magazyn K9MH mieści 40 kompletów amunicji, podczas gdy starszy K9A1 operuje pulą 48 sztuk, co pokazuje cenę automatyzacji i innej architektury pojazdu. Ciekawie więc będzie obserwować, jak K9MH zostanie przyjęta przez rynek.

Źródła: Army Recognition,

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.