Wiele osób ogłosiło już wielki powrót smartfonów z „klapką”, wieszcząc koniec ery klejonych obudów i szklanych plecków. Jednak rzeczywistość, jak to zwykle bywa z unijnymi dokumentami, jest znacznie bardziej zniuansowana.
Co tak naprawdę mówi UE?
Głównym źródłem zamieszania jest interpretacja zapisu o „łatwej wymianie baterii przez użytkownika końcowego”. Dla wielu z nas oznacza to powrót do konstrukcji sprzed lat. Jednak w rzeczywistości rozporządzenie (UE) 2023/1542 definiuje wymianę baterii nieco inaczej. Kluczowe jest tutaj wyeliminowanie konieczności użycia specjalistycznych narzędzi, energii cieplnej (np. opalarek do rozpuszczania kleju) oraz rozpuszczalników.
Jak zauważa serwis 9to5google, praktyce oznacza to, że jeśli producent zaprojektuje telefon tak, by dało się go otworzyć za pomocą powszechnie dostępnych śrubokrętów, wymóg może zostać uznany za spełniony. Co więcej, jeśli do otwarcia obudowy potrzebne jest unikalne narzędzie, ale producent dołączy je bezpłatnie do zestawu, prawo nie zostanie złamane. Już teraz widzimy, że marki takie jak Samsung wprowadzają specjalne paski, które ułatwiają wyciągnięcie baterii bez walki z mocnym klejem. To krok w stronę „naprawialności”, ale wciąż daleki od legendarnego zdejmowania obudowy paznokciem.
Najciekawszy zapis w unijnych przepisach to jednak „wyjątek od reguły”, który sprawia, że flagowe smartfony, takie jak iPhone czy seria Galaxy S, mogą w ogóle nie zmienić swojej konstrukcji. Unia Europejska daje producentom wybór: albo zrobisz baterię łatwo wymienną, albo zadbasz o to, by była ona na tyle trwała, by wymiana nie była potrzebna przez lata.
Czytaj też: Smartwatch z potężną baterią, latarką i… dziwnym walcem. Rogbid SpinX zaskakuje
Zgodnie z dokumentacją, urządzenie może zachować obecną, trudniej dostępną konstrukcję, o ile spełni trzy warunki:
- Po 500 cyklach ładowania bateria musi zachować min. 83% pojemności, a po 1000 cyklach – co najmniej 80%.
- Urządzenie musi spełniać rygorystyczną normę IP67 (odporność na zanurzenie w wodzie).
- System musi zapewniać stabilną pracę bez nagłych spadków wydajności.
Patrząc na obecny rynek, wiele flagowców już teraz spełnia te warunki. Każdy Google Pixel począwszy od modelu 8a jest projektowany tak, by zachować 80% sprawności po 1000 cykli. Samsung również od lat celuje w podobne parametry, a niektórzy chińscy producenci zapewniają podobną żywotność po nawet 1600 cyklach. Oznacza to, że dla najdroższych modeli na rynku nowe przepisy mogą okazać się jedynie formalnością, a nie rewolucją projektową.
Czytaj też: Google kończy z aplikacją Fitbit? Nadchodzą zmiany
Prawda więc jest taka, że unijne rozporządzenie, które wejdzie w życie w 2027 roku, to bardziej „dokręcanie śruby” producentom w kwestii jakości ogniw i łatwości serwisu, niż nakaz powrotu do designu sprzed dekady. Zamiast telefonów z odpinanymi pleckami, najprawdopodobniej dostaniemy urządzenia, które są po prostu trwalsze i które serwisant (lub Ty, mając odpowiedni śrubokręt) otworzy bez ryzyka pęknięcia szkła czy użycia wysokiej temperatury. To jednak nie oznacza, że klienci nie wygrają. O ile flagowce raczej się nie zmienią, o tyle budżetowce już tak, bo producenci albo będą musieli ułatwić wymianę ogniwa, albo wzmocnić wodoszczelność.
Źródło: 9to5google
