Światła na orbicie, które obserwowano jeszcze przed pierwszymi wystrzelonymi satelitami
Punktem wyjścia dla najnowszego rozdziału całej historii były badania prowadzone w ramach projektu VASCO (Vanishing and Appearing Sources during a Century of Observations). Naukowcy analizowali archiwalne zdjęcia nieba wykonane w latach 40. i 50. XX wieku, czyli w czasach sprzed wystrzelenia przez ZSRR pierwszego satelity, Sputnika 1 w 1957 roku. Ku ich zaskoczeniu na wielu fotografiach odkryto tysiące krótkotrwałych błysków światła, które pojawiały się tylko na jednej klatce i znikały krótko potem.
Czytaj też: Ziemię ostrzeliwują obiekty z kosmosu i jest ich więcej niż zwykle. NASA zabrała głos w sprawie anomalii
Zjawiska te nie pasowały do znanych obiektów astronomicznych. Nie były to gwiazdy, meteory ani błędy sprzętowe. Co więcej, ich charakterystyka sugerowała, że mogą być efektem odbicia światła od płaskich, obracających się powierzchni, czyli dokładnie tak, jak ma to miejsce w przypadku współczesnych satelitów. Problem polega jednak na tym, iż w tamtym okresie nie istniały jeszcze żadne ludzkie obiekty na orbicie.
Dodatkowe kontrowersje wywołał fakt, że badacze zauważyli pewną zależność statystyczną. Liczba tajemniczych błysków wzrastała w dniach następujących po testach broni nuklearnej prowadzonych przez Stany Zjednoczone, Związek Radziecki i Wielką Brytanię. Co istotne, zjawisko to pojawiało się częściej dzień po eksplozji, a nie w jej trakcie, co wyklucza prostą interpretację jako pokłosia samego wybuchu.
Pokłosie prób jądrowych, naturalne zjawisko czy coś jeszcze innego?
Badania zostały dodatkowo wsparte przez niezależną analizę przeprowadzoną przez byłego specjalistę NASA, który potwierdził obecność podobnych błysków na zdjęciach wykonanych w innych obserwatoriach i przy użyciu odmiennych metod. To zwiększyło wiarygodność samego zjawiska – sugerując, że nie mamy do czynienia z przypadkowym błędem czy artefaktem jednej serii danych, lecz z czymś rzeczywiście istniejącym. Niektórzy badacze sugerują, że skoro obiekty wykazują cechy “sztucznych” struktur, a jednocześnie nie mogły zostać stworzone przez ludzi w tamtym czasie, to teoretycznie mogłyby być efektem działalności nieznanej, pozaziemskiej inteligencji.
Jednak środowisko naukowe pozostaje w tej kwestii wyraźnie podzielone i raczej sceptyczne wobec najbardziej spektakularnych interpretacji. Istnieje kilka znacznie bardziej przyziemnych wyjaśnień. Jednym z nich są zjawiska atmosferyczne wywołane promieniowaniem po testach nuklearnych, które mogły generować krótkotrwałe błyski widoczne na zdjęciach. Inną możliwością są balony latające na dużych wysokościach, używane do monitorowania eksplozji nuklearnych bądź rzadkie zjawiska kosmiczne, takie jak krótkie rozbłyski promieniowania gamma.
Czytaj też: Bakteriofagi z kosmosu zabijają oporne bakterie. To może być przełom w walce z infekcjami
Warto też zauważyć, że współcześnie podobne błyski są dobrze znane i mają proste wyjaśnienie. Te tzw. flary satelitarne powstają, gdy światło słoneczne odbija się od powierzchni satelitów lub kosmicznych śmieci, tworząc krótkie, intensywne rozbłyski widoczne z Ziemi. Fakt, że historyczne obserwacje wykazują podobne cechy, nie oznacza automatycznie, iż źródło musi być identyczne. Pokazuje jednak fizyczny mechanizm takich błysków. Cała sprawa wpisuje się w szerszy kontekst badań nad tzw. UAP (niezidentyfikowanymi zjawiskami powietrznymi), które w ostatnich latach zyskały większe zainteresowanie naukowców i instytucji państwowych. Jednak kluczowa zasada nauki pozostaje niezmienna: niezwykłe twierdzenia wymagają niezwykłych dowodów.
Źródło: arXiv
