Ukraina opracowała broń-marzenie. Co wyjątkowego tkwi w nowym FP-9?

Wśród wszystkich rodzajów pocisków to pociski balistyczne zaliczają się do tych najgroźniejszych. Nie tylko przez swój charakterystyczny tor lotu i osiąganie ogromnych prędkości przy spadaniu na cel, ale też przez możliwość przenoszenia potężnych głowic konwencjonalnych i nawet nuklearnych. Wyniesienie ich w przestworza otwiera zupełnie nowe możliwości i to coś, w co celuje aktualnie Ukraina.
Zdjęcie poglądowe

Zdjęcie poglądowe

Wojna w Ukrainie od dawna przestała być konfliktem, którego da się opisać wyłącznie przez kolejne mapy frontu, liczbę zajętych miejscowości czy tempo natarcia w konkretnym obwodzie. Coraz częściej o przewadze decyduje to, kto potrafi uderzyć dalej, szybciej i taniej, a przy tym zmusić przeciwnika do rozciągnięcia obrony na setki dodatkowych kilometrów. Właśnie dlatego każda informacja o nowych pociskach, dronach czy systemach naprowadzania ma dziś ogromne znaczenie. Tym razem w tej kwestii głos zabrała ukraińska firma Fire Point, która zapowiedziała swoje prace nad pociskiem balistycznym odpalanym z powietrza (ALBM) w formie specjalnego wariantu FP-9.

W pocisku pokroju FP-9 nie chodzi tylko o większy zasięg

Sedno pomysłu jest proste. Jeśli pocisk balistyczny nie startuje z ziemi, ale zostaje wyniesiony przez samolot na odpowiednią wysokość i następnie wypuszczony przy dużej prędkości, to nie musi tracić własnego paliwa na najcięższy etap lotu, czyli samo “wspięcie się” w górę. Dzięki temu większą część energii może przeznaczyć na lot do przodu, a to automatycznie poprawia zasięg i daje przewagę w rażeniu celów położonych głębiej za linią frontu. Właśnie na tej logice opiera się zainteresowanie tą klasą broni, którą rozwinęła już Rosja (Ch-47M2 Kindżał) oraz Izrael (Air LORA).

Czytaj też: Brytyjskie niszczyciele dostaną broń przyszłości. Smoczy Ogień trafi na Typ 45

Musimy jednak pamiętać, że nie każda rakieta odpalana z samolotu jest od razu bronią, która wywraca stolik tak skutecznie, jak każda kontrowersyjna partia polityczna. Jednocześnie jednak jeśli Ukraina rzeczywiście rozwija wariant FP-9 do startu z powietrza, to mówimy o projekcie, który może połączyć dwa ważne atuty naraz: trudniejszą do przechwycenia trajektorię i możliwość odpalenia spoza najlepiej chronionych stref rosyjskich rejonów powietrznych. W wojnie, w której każda misja załogowego lotnictwa musi być liczona z ogromną ostrożnością, to byłaby zmiana istotna czysto operacyjnie.

FP-9 wygląda coraz poważniej, ale to wciąż etap przed próbą prawdy

Najciekawsze jest to, że sama zapowiedź ukraińskiego ALBM nie bierze się znikąd, bo firma Fire Point jest już na finiszu prac nad dwoma pociskami balistycznymi. Mniejszy FP-7 ma zasięg około 300 km i ma wejść do użycia wojskowego w bliskiej przyszłości, a większy FP-9 w wersji odpalanej z lądu ma przenosić 800-kilogramową głowicę na dystans do 850 km i wchodzi właśnie w etap testów.

Czytaj też: Jak działa klasyczny okręt podwodny, gdy nie widać go na powierzchni?

Innymi słowy, nowe pociski nie zaczną być wykorzystywane na froncie z dnia na dzień, ale ich wprowadzenie do użytku bojowego jest raczej kwestią czasu. Kiedy już to będzie miało miejsce, to Ukraina przygotuje swojemu wrogowi nie lada niespodziankę, bo sama konieczność uwzględnienia nowego zagrożenia zmusza do dodatkowych wydatków, zmian w rozmieszczeniu obrony i przesunięcia priorytetów.

Źródła: Defense News, Reuters

Napisane przez

Mateusz Łysoń

RedaktorZwiązany z mediami od 2016 roku. Twórca gier, autor tekstów przeróżnej maści, które można liczyć w dziesiątkach tysięcy oraz książki Powrót do Korzeni.