Każde przesłane wideo z wakacji czy długa historia rozmów w grupie rodzinnej powoli, ale skutecznie “zjada” przestrzeń, która powinna być zarezerwowana na ważne maile czy zdjęcia. Meta najwyraźniej uznała, że czas coś z tym zrobić i już pracuje nad własnym, niezależnym systemem przechowywania kopii zapasowych w chmurze.
2 GB za darmo i tani abonament
Pomysł Mety jest prosty: zamiast polegać na zewnętrznych dostawcach, WhatsApp zaoferuje własną infrastrukturę do przechowywania Twoich rozmów. Zrzuty ekranu udostępnione przez niezawodny serwis WABetaInfo pokazują, że w ustawieniach aplikacji pojawi się wybór dostawcy kopii zapasowej. Będziemy mogli zostać przy starym rozwiązaniu (Google/iCloud) lub przenieść się do „chmury WhatsAppa”.
Zasady gry mają być przejrzyste:
- Poziom darmowy: Użytkownicy otrzymają 2 GB bezpłatnego miejsca na swoje czaty. To wystarczy większości osób na samą historię tekstową i podstawowe zdjęcia.
- Wersja płatna: Dla tych, którzy w WhatsAppie trzymają połowę swojego życia (włącznie z filmami HD), przewidziano pakiet 50 GB. Cena? Prawdopodobnie zaledwie 0,99 USD (nie wiemy jeszcze, czy miesięcznie, czy rocznie, ale kwota brzmi bardzo konkurencyjnie).
Moim zdaniem to genialny ruch strategiczny. Meta przestaje być zależna od humorów Google w kwestii limitów storage’u, a użytkownicy zyskują alternatywę. Choć 2 GB może wydawać się małą wartością w porównaniu do 15 GB na Google Drive, pamiętajmy, że te 15 GB dzielimy z Gmailem i Zdjęciami Google. Wydzielone 2 GB tylko na czaty to dla wielu „oddech”, którego potrzebowali ich osobiste skrzynki mailowe.
WhatsApp stawia na bezpieczeństwo
Wielu w tej chwili pewnie myśli: „Meta i moje prywatne rozmowy na ich serwerach? Nie, dziękuję”. I tu pojawia się kluczowy element tej układanki – szyfrowanie end-to-end (E2EE). W nowym systemie będzie ono nie tylko opcją, ale wręcz fundamentem.
Czytaj też: Powrót wymiennych baterii w smartfonach? Unijne przepisy to nie to, o czym myślisz
Aby dostać się do swojej kopii w chmurze WhatsAppa, będziemy używać kluczy dostępu, uznawanych obecnie za najbezpieczniejsze rozwiązanie. Oznacza to, że zamiast pamiętać kolejne skomplikowane hasło, backup odblokujemy odciskiem palca, skanem twarzy lub kodem blokady ekranu. Sam klucz zostanie bezpiecznie zapisany w systemowym menedżerze haseł. Dla fanów starej szkoły pozostanie opcja 64-cyfrowego klucza szyfrującego. Meta obiecuje, że nawet oni sami nie będą w stanie podejrzeć naszych rozmów – dane będą dla nich jedynie nieczytelnym ciągiem znaków.
Czytaj też: Nie pamiętasz hasła? Wkrótce to przestanie mieć znaczenie
To rozsądne podejście. Passkeys eliminują ryzyko phishingu czy wycieku hasła, a jednocześnie sprawiają, że odzyskiwanie konta na nowym urządzeniu jest dziecinnie proste. Oczywiście nadal podchodzę do tego z dystansem, bo Meta wielokrotnie udowodniła, że trudno pokładać zaufanie w ich zapewnieniach. Nawet jeśli wszystko będzie tak idealne, jak gigant twierdzi, rezerwa jest mile widziana. Choć z drugiej strony… Google też święty nie jest, więc to raczej wybór nie zaufania, a wygody.
Źródło: WABetaInfo
