Na tę zmianę użytkownicy czekali od wielu lat i najwyraźniej w końcu można przestać pisać prośby do giganta. Od teraz proces wstępnej konfiguracji nie musi być blokowany przez obowiązkowe pobieranie patchy, bo zyskaliśmy przycisk, który pozwala odłożyć techniczne formalności na później i po prostu zacząć korzystać z urządzenia.
Witaj w trybie „Update later”. Co się zmienia w systemie Windows 11?
Do tej pory proces instalacji „jedenastki” był bezlitosny: jeśli podczas konfiguracji komputer był podłączony do sieci (co zresztą Microsoft wymusza), nie było odwrotu. System musiał pobrać każdą dostępną łatkę bezpieczeństwa i aktualizację funkcji, zanim w ogóle pozwolił nam zobaczyć tapetę pulpitu. Zależnie od szybkości łącza i wydajności serwerów, potrafiło to zmienić pięciominutową konfigurację w nużący wieczór z laptopem na kolanach i wpatrywaniem się w pasek postępu.
Najnowsza zmiana w Windowsie 11 wprowadza w końcu zbawienny przycisk „Update later” (Aktualizuj później). Dzięki niemu proces wstępnej konfiguracji kończy się błyskawicznie, ponieważ system pozwala nam przejść do pulpitu, a wszelkie poprawki bezpieczeństwa czy najnowsze funkcje zostaną pobrane w tle lub w momencie, który uznamy za stosowny (na przykład, kiedy pójdziemy spać). Jest to zmiana, o którą dopraszaliśmy się od dawna, na szczęście Microsoft w końcu przyznał, że to użytkownik powinien decydować, kiedy jego sprzęt ma być zajęty instalowaniem oprogramowania.
Czytaj też: Android kontra oszuści. Google szykuje jeszcze lepszą ochronę przed fałszywymi połączeniami
Warto zaznaczyć, że ta nowość dotyczy przede wszystkim urządzeń konsumenckich, czyli tych, które kupujemy w sklepach do użytku prywatnego. Administratorzy IT w firmach wciąż dysponują własnymi polisami, które mogą wymuszać aktualizacje na etapie wdrażania sprzętu dla pracowników. Dla przeciętnego Kowalskiego oznacza to jednak koniec z nudą przed ekranem instalacyjnym. Co warto wiedzieć, funkcja jest domyślnym standardem dla wszystkich, choć to raczej jest oczywiste, skoro dotyczy świeżo zakupionego sprzętu.
Czy to początek większych porządków w systemie?
Cóż, na początku roku gigant z Redmond zapowiedział, że chce w końcu uczynić z „jedenastki” kompletny i nowoczesny system. Trochę późno się za to zabrał, ale dobre i to. Dla nas to oczywiście plus, bo restrykcyjna polityka firmy wielu nam doskwierała. Na opcji odłożenia aktualizacji na później oczywiście się nie skończy. Już teraz doniesienia wskazują, że firma zamierza znieść obowiązek logowania do konta Microsoft przy pierwszej instalacji. Oprócz tego nowy Windows 11 ma pozwolić na pauzowanie aktualizacji na dowolnie długi czas, co położy kres niespodziewanym restartom w najmniej odpowiednich momentach.
Czytaj też: YouTube znów testuje naszą cierpliwość. Tym razem cios uderza w użytkowników Premium
Przed Microsoftem jeszcze długa droga, by Windows 11 faktycznie stał się tym, czego oczekują użytkownicy. Wciąż też jest dużo innych problemów i braków, których nie rozwiązano. Microsoft wciąż milczy w temacie przymusowego szyfrowania BitLocker czy konieczności posiadania aktywnego połączenia internetowego, by w ogóle przejść przez pierwsze okna konfiguracji. Niemniej jednak, dodanie opcji pominięcia aktualizacji to potężny sygnał, że gigant z Redmond zaczyna rozumieć, iż zadowolony użytkownik to taki, któremu nie rzuca się kłód pod nogi na samym starcie.
