Na pierwszy rzut oka można pomylić go z flagowcem, ale wystarczy zerknąć na cenę, by przekonać się, że wciąż mamy do czynienia ze średnią półką. Mimo tego na specyfikację nie ma co narzekać.
Czerwień, złoto i zakrzywiony ekran. Co oferuje specjalna edycja Redmi Note 15 5G?
Największą gwiazdą nowej oferty jest wariant kolorystyczny Crimson Reserve. Xiaomi postawiło tutaj na tylny panel o fakturze przypominającej skórę, co w połączeniu ze złotą ramką i pierścieniami wokół obiektywów nadaje całości niemal biżuteryjnego charakteru. Dla fanów bardziej stonowanej elegancji przygotowano wersję Frosted White, której plecki imitują biały marmur (podobnie jak w topowych modelach Oppo czy Huawei), oraz klasyczny Carbon Black.


Pod tą efektowną powłoką kryje się jednak solidna technologia. Smartfon wyposażono w zakrzywiony wyświetlacz AMOLED o przekątnej 6,77”. Ekran ten oferuje wszystko, czego można oczekiwać od nowoczesnego panelu: rozdzielczość FHD+, odświeżanie 120 Hz oraz imponującą jasność szczytową sięgającą 3200 nitów. Dzięki wysokiej częstotliwości przyciemniania PWM (3840 Hz), korzystanie z telefonu wieczorem powinno być znacznie bardziej komfortowe dla oczu.
Czytaj też: Redmi A7 Pro wchodzi do Polski. Tani smartfon z dużym ekranem, pojemną baterią i świetną ceną na start
W kwestii wydajności Xiaomi zdecydowało się na sprawdzony układ Snapdragon 6 Gen 3 wykonany w procesie 4 nm. Nie jest to demon prędkości do najbardziej wymagających gier, ale w połączeniu z 8 GB pamięci RAM i nowym systemem HyperOS 2 (bazującym na Androidzie 15), zapewni płynną i responsywną pracę w codziennych zadaniach. Producent składa tu również obietnicę długowieczności, deklarując 4 lata aktualizacji systemu oraz 6 lat poprawek bezpieczeństwa.
Bateria krzemowo-węglowa i zmiany w aparacie
W porównaniu do standardowego modelu Note 15, wersja SE przeszła pewną metamorfozę w kwestii podzespołów. Największym plusem jest zastosowanie większego akumulatora o pojemności 5800 mAh (około 600 mAh więcej niż w zwykłej wersji). Wykorzystanie technologii krzemowo-węglowej pozwoliło na upchnięcie większej ilości energii w smukłej obudowie (zaledwie ok. 7,4–7,8 mm grubości). Ładowanie o mocy 45 W może nie jest najszybsze na rynku, ale stanowi rozsądny kompromis między szybkością a żywotnością ogniwa. Jest to również ta sama prędkość co w standardowym modelu.


Pewne cięcia dotknęły jednak sekcję fotograficzną, bo na czymś producent musiał tu oszczędzić. Zamiast matrycy 108 Mpix znanej z podstawowego modelu, otrzymujemy:
- Główny aparat 50 Mpix z sensorem Light Fusion 400 (f/1.8),
- 2 Mpix czujnik głębi (zrezygnowano z obiektywu ultraszerokokątnego),
- 20 Mpix kamerkę do selfie na przodzie.
Warto dodać, że telefon posiada certyfikaty odporności IP65 i IP66, co czyni go odpornym na zachlapania i pył, a militarny standard wytrzymałości MIL-STD-810H sugeruje, że urządzenie przetrwa więcej niż przeciętny smartfon.
Na ten moment smartfon zadebiutował w Indiach, gdzie jego cena w przeliczeniu oscyluje w granicach 800–960 złotych. Xiaomi milczy odnośnie do szerszej premiery więc nie wiemy, czy powinniśmy spodziewać się jego dostępności w Polsce.
Źródło: Xiaomi
