To ma być przyszłość wearable? Garmin chce prawie 2000 zł za opaskę bez ekranu

Rynek technologiczny zatoczył przedziwne koło. Jeszcze kilka lat temu producenci smartwatchy robili wszystko, żebyśmy patrzyli na nadgarstek jak najczęściej. Więcej powiadomień, więcej widżetów, więcej aplikacji, więcej kolorowych animacji walczących o uwagę. Teraz coraz wyraźniej widać zmęczenie tym kierunkiem. Ludzie zaczynają mieć dość kolejnego świecącego ekranu przyklejonego do ciała 24 godziny na dobę, co dobrze rozumiem. Nic więc dziwnego, że po Google i jego Fitbit Air, także Garmin chce się wstrzelić w ten trend.
Fitbit Air

Fitbit Air

Coraz więcej osób chce monitoringu zdrowia bez cyfrowego hałasu

Nowy Garmin Cirqa, który wyciekł dzięki ukraińskiemu sklepowi Stylus Store, wygląda bardziej jak sportowa opaska wellness niż klasyczny smartwatch. Nie ma tutaj AMOLED-u, map, animacji czy miliona kafelków. Zamiast tego dostajemy minimalistyczną, materiałową opaskę z niewielkim modułem czujników schowanym pośrodku konstrukcji. Ideą jest całkowite zniknięcie technologii w tle. Urządzenie ma po prostu zbierać dane przez całą dobę i nie zawracać użytkownikowi głowy. Sam pomysł brzmi dobrze i stanowi realną odpowiedź na potrzeby klientów.

Widać to już od sukcesu Whoopa. Masa ludzi doszła do momentu, w którym chce wiedzieć więcej o śnie, regeneracji, HRV czy stresie, ale jednocześnie nie chce kolejnego mini-smartfona na ręce. Garmin Cirqa wpisuje się dokładnie w tę filozofię. Według przecieków opaska ma monitorować rytm dobowy, regenerację organizmu po stresie fizycznym i emocjonalnym, poziomy czujności oraz standardowe parametry zdrowotne jak tętno, kroki, kalorie czy jakość snu. Najprawdopodobniej producent wykorzysta sensor Elevate V5, czyli ten sam, który trafia do droższych zegarków Garmina.

Całość ma działać praktycznie niewidzialnie. Bez ciągłego wibrowania. Bez wyskakujących powiadomień. Bez odruchowego sprawdzania nadgarstka co pięć minut. Wszystko byłoby piękne, gdyby nie… cena. Według przecieku Garmin Cirqa ma kosztować 22399 hrywien, czyli jakieś 1850 zł. Nie, sprawdziłam kilka razy i nie dopisała mi się tu przypadkiem żadna cyfra. Prawie 2000 złotych za bezekranową opaskę. Tu jeszcze dodam, że przed publikacją sprawdziłam jeszcze raz i sprzedawca dodał promocję w ramach przedsprzedaży, a cena została obniżona do 19999 hrywien (ok. 1650 zł).

Źródło: Stylus Store

Tutaj entuzjazm zaczyna zderzać się ze ścianą rzeczywistości. Zwłaszcza że konkurencja wygląda momentami wręcz absurdalnie tanio przy tej wycenie. Fitbit Air kosztuje około 99 dolarów. Amazfit Helio Strap podobnie. Nawet Polar ze swoimi bardziej premium rozwiązaniami pozostaje przy dużo niższej półce cenowej.

Czytaj też: Xiaomi robi słuchawki, które wyglądają bardziej jak biżuteria niż sprzęt audio

Jasne — Garmin od lat sprzedaje bardzo dopracowaną analitykę treningową i świetny ekosystem. Problem w tym, że Cirqa nie wygląda jak urządzenie, które technologicznie uzasadniałoby aż tak agresywną cenę. To nadal materiałowa opaska z zestawem sensorów, a nie kosmiczny kombajn medyczny mierzący glukozę czy poziom mleczanu w czasie rzeczywistym. W tym momencie bardziej niż technologia sprzedawany jest styl życia. Cyfrowy minimalizm premium.

Najbardziej boję się jednak tego, że Garmin dorzuci tu jeszcze abonament

Sytuacji nie poprawiają plotki związane z Garmin Connect+. Producent niedawno zaczął mocniej flirtować z modelem subskrypcyjnym i właśnie tutaj pojawia się największy znak zapytania. Cirqa praktycznie całą swoją wartość opiera na analizie danych w aplikacji. Jeśli zaawansowane raporty zdrowotne zostałyby dodatkowo schowane za miesięcznym abonamentem, reakcja użytkowników mogłaby być naprawdę brutalna. Zwłaszcza przy urządzeniu kosztującym dwa tysiące złotych.

Garmin balansuje tutaj na bardzo cienkiej granicy. Sama idea produktu trafia idealnie w obecne nastroje rynku. Coraz więcej osób chce technologii mniej agresywnej, spokojniejszej i bardziej „niewidzialnej”. Problem polega na tym, że trudno mówić o cyfrowym minimalizmie i prostocie życia, kiedy kawałek materiałowej opaski kosztuje tyle co bardzo topowy smartwatch AMOLED albo porządny telefon ze średniej półki.

Czytaj też: Xiaomi chyba ma dość codziennego ładowania telefonów. 8000 mAh trafia do flagowca

Cóż, na razie wciąż mówimy o przecieku i być może ukraiński sprzedawca po prostu wpisał losową cenę w aukcji, zanim przy premierze doda tę właściwą. Takie rzeczy się już zdarzały. Oczywiście z drugiej strony nie byłby to również pierwszy raz, kiedy jakiś producent chce tak bardzo zarobić na jakimś produkcie. Pozostaje więc poczekać i sprawdzić. Skoro ogłoszenie zostało dodane, na debiut Garmin Cirqa nie trzeba będzie zapewne długo czekać.

Źródło: Stylus Store

Napisane przez

Joanna Marteklas

Redaktor
Zajmuję się tematyką nowych technologii i ich wpływu na codzienne życie. Piszę o cyfrowej kulturze, innowacjach oraz trendach zmieniających sposób, w jaki pracujemy i komunikujemy się ze sobą. Szczególnie interesuje mnie relacja między rozwojem technologii a współczesną popkulturą. W wolnych chwilach zakopuję się w książkach i komiksach — najczęściej w fantastyce i wuxia.