Jeśli należysz do tej drugiej grupy, mam dobrą wiadomość. Istnieje prosty sposób, by przywrócić wyniki wyszukiwania bliższe temu, co pamiętamy sprzed ery generatywnej sztucznej inteligencji.
Google nie daje oficjalnego wyłącznika
Nikogo nie zaskoczę tym, że Google, który wciska teraz AI wszędzie, nie traktuje tego jak opcjonalnego dodatku. Wręcz przeciwnie. AI Overviews (czyli Przeglądy AI) stało się integralnym elementem wyszukiwarki, podobnie jak panele wiedzy czy wyróżnione fragmenty odpowiedzi. Oznacza to, że w ustawieniach nie znajdziemy prostego przełącznika pozwalającego wyłączyć generowane przez AI podsumowania na stałe. Oczywiście to nie tak, że się nie da.
Nawet jeśli oficjalnie nie ma żadnego przełącznika, to na szczęście jest kilka sposobów na to, by uniknąć bycia bombardowanym przez odpowiedzi AI. Dotychczas najpopularniejszym sposobem na ominięcie AI było ręczne przełączanie się na filtr „W sieci”, który wyświetla klasyczne wyniki wyszukiwania bez dodatkowych podsumowań. Problem w tym, że trzeba wykonywać tę czynność przy każdym nowym zapytaniu, a kiedy wyszukujemy sporo rzeczy, łatwo o tym zapomnieć.


Jest jednak jeszcze jeden trik i to znacznie prostszy, bo wystarczy odpowiedni dopisek w zapytaniu, by uzyskać wynik. Na końcu frazy dodajemy „-ai”. Przykładowo zamiast wpisać „czym jest doomscrolling”, wpisałam „czym jest doomscrolling -ai”. Ten zapis wykorzystuje klasyczny operator wyszukiwania Google, który od lat pozwala wykluczać określone słowa z wyników. W tym przypadku pomaga on pozbyć się modułów generowanych przez sztuczną inteligencję i przywrócić bardziej tradycyjny układ rezultatów.
To rozwiązanie nie jest idealne
Naprawdę szkoda, że Google zmusza nas do korzystania z takich trików, zamiast dać nam po prostu przełącznik, który pozwoli na wybranie tego, w jakiej formie chcemy otrzymywać odpowiedzi. Na razie trzeba pamiętać dopisywaniu operatora przy każdym nowym wyszukiwaniu, ale jest też ryzyko, że Google zmieni działanie swoich algorytmów i to przestanie już działać. Mimo tego na razie jest to najprostszy sposób na ograniczenie obecności AI w wyszukiwarce bez konieczności instalowania dodatkowych rozszerzeń czy korzystania z alternatywnych usług.
Czytaj też: Nowa wyszukiwarka AI od Google’a jest imponująca… i trochę przerażająca
Wprowadzenie sztucznej inteligencji do wyszukiwarki to bez wątpienia jedna z największych zmian w historii Google. Dla wielu użytkowników oznacza szybsze znajdowanie odpowiedzi i mniej czasu spędzonego na przeklikiwaniu kolejnych stron, zwłaszcza gdy chcemy wyszukać coś prostego, niewymagającego większego researchu. W takich wypadkach to ma sens.
Czytaj też: Vivaldi 8.0 pokazuje, że AI to nie wszystko. Czasem wystarczy ulepszyć samą przeglądarkę
Jednak, gdy mówimy o głębszych tematach, odpowiedzi od AI mogą na dłuższą metę mocno nas skrzywdzić. Chodzi mi o to, że mimo wszystko narzucają konkretną narrację. Wcześniej automatycznie przeglądało się kilka stron, co dawało wgląd na różne strony zagadnienia. Teraz natomiast przyjmujemy to, co wypluwa sztuczna inteligencja, zapominając o jej możliwościach do halucynacji. Tak, to wygodne, jednak czasem wygoda musi być odłożona na bok, by nie utracić zdolności do poszukiwania informacji, a przede wszystkim do krytycznego myślenia.
