Meta chce, żeby AI robiło zakupy za mnie. Dziękuję, nie skorzystam

Jeszcze niedawno sztuczna inteligencja miała po prostu odpowiadać na moje pytania, podsumowywać maile albo generować śmieszne obrazki. Teraz Meta chce pójść o kilka kroków dalej. Firma pracuje nad nowym agentem AI o nazwie „Hatch”, który ma nie tylko pomagać użytkownikowi, ale realnie wykonywać za niego konkretne działania — od przeglądania ofert po robienie zakupów. Ma być to prawdziwa rewolucja, jednak ja sobie na nią popatrzę z boku.
Meta chce, żeby AI robiło zakupy za mnie. Dziękuję, nie skorzystam

Bo czym innym jest chatbot podpowiadający, jakie buty są modne, a czym innym system, który sam wyszukuje produkty, porównuje ceny, loguje się do aplikacji i finalnie wydaje nasze pieniądze. Meta najwyraźniej uznała, że przyszłość AI nie polega już na rozmowie z użytkownikiem, tylko na przejmowaniu za niego kolejnych obowiązków.

AI ma przestać doradzać i zacząć działać

To właśnie dlatego firma coraz mocniej stawia na tzw. agentic AI, czyli sztuczną inteligencję zdolną do wykonywania zadań zamiast zwykłego generowania odpowiedzi. Hatch ma być czymś więcej niż chatbotem. Według doniesień jego zadaniem będzie działanie jako cyfrowy pośrednik między użytkownikiem a aplikacjami zewnętrznymi.

Oczywiście poligonem doświadczalnym ma zostać Instagram, bo Meta od dawna próbuje zmienić go z aplikacji do oglądania zdjęć w gigantyczną platformę zakupową. Hatch miałby pozwalać nam kliknąć produkt widoczny w Reelsach, a następnie oddać cały proces AI — od wyszukania odpowiedniego wariantu aż po finalizację płatności i organizację dostawy. Brzmi wygodnie? Pewnie tak. Problem w tym, że wygoda coraz częściej zaczyna być sprzedawana jako argument za oddawaniem technologii ogromnej kontroli nad naszym życiem.

Instagram to dopiero początek

Według informacji dotyczących projektu, Hatch nie ma ograniczać się wyłącznie do ekosystemu Mety. Testowane są również symulowane wersje aplikacji pokroju DoorDasha, Reddita czy Outlooka. W praktyce oznacza to, że AI miałoby logować się w naszym imieniu do różnych usług, zarządzać wiadomościami i wykonywać konkretne działania poza samym Instagramem. Właśnie tutaj zaczyna mi się zapalać cała seria czerwonych lampek.

Żeby taki system działał, trzeba dać mu dostęp do bardzo wrażliwych danych. Nie tylko do historii zakupów czy preferencji, ale też do skrzynki mailowej, aplikacji zewnętrznych, a finalnie również do danych płatniczych. A mówimy przecież o firmie, która już teraz wie o użytkownikach absurdalnie dużo.

Czytaj też: Spotify walczy z muzyką AI. Ale tylko na pół gwizdka

Gorsze jest jednak to, że branża AI coraz mocniej próbuje przekonać nas, iż wygoda jest ważniejsza niż kontrola. Że najlepiej będzie, jeśli po prostu przestaniemy podejmować drobne decyzje i oddamy je algorytmom. Po co samemu szukać produktu? Po co wpisywać dane karty? Po co porównywać oferty? AI zrobi to szybciej. Tylko że im więcej odpowiedzialności oddajemy takim systemom, tym bardziej uzależniamy się od ich decyzji.

Jasne — dla części osób taka funkcja będzie wybawieniem. Nie każdy lubi przekopywać się przez sklepy internetowe i samodzielnie organizować zakupy. Problem polega jednak na tym, że autonomiczne systemy AI nie są nieomylne. Mogą źle zinterpretować polecenie, kupić nie ten wariant produktu albo podjąć decyzję, której użytkownik wcale by nie chciał i są to tylko te bardziej optymistyczne scenariusze. Nie chcę nikomu niczego zarzucać, jednak Meta jest powszechnie znana z braku poszanowania dla naszej prywatności i gromadzenia wszystkich danych, które może. Agentowe AI to prosty sposób na pozyskanie jeszcze większej ilości naszej prywatności.

Oddajemy AI coraz więcej

Dużo bardziej niepokojąca jest sama skala dostępu, jaki takie systemy będą musiały otrzymać. Jeśli AI ma zarządzać Outlookiem, zakupami i aplikacjami społecznościowymi, to w praktyce dostaje wgląd w ogromną część naszego cyfrowego życia. Trudno mówić tu już wyłącznie o „asystencie”. To raczej kolejny krok w stronę oddawania technologii realnej sprawczości.

Czytaj też: ChatGPT staje się dokładniejszy i bardziej osobisty. Czy tylko ja widzę w tym problem?

Kiedy tak o tym myślę, to chyba właśnie ta kwestia niepokoi mnie najbardziej. Hatch to tylko jedno z wielu podobnych rozwiązań, które trafiły lub wkrótce trafią w ręce użytkowników. Im więcej ich przybywa, im częściej się o nich mówi, tym szybciej oswajamy się z rzeczywistością, w której algorytmy robią za nas coraz więcej. Co gorsza – zaczynamy robić to bezrefleksyjnie, skupieni tylko na korzyściach. Innymi słowy, największym problemem nie jest to, że AI będzie robiło zakupy za użytkownika. Problemem jest to, jak szybko zaczynamy uznawać oddawanie maszynom kolejnych fragmentów własnego życia za coś całkowicie normalnego.

Źródło: The Information

Napisane przez

Joanna Marteklas

Redaktor
Zajmuję się tematyką nowych technologii i ich wpływu na codzienne życie. Piszę o cyfrowej kulturze, innowacjach oraz trendach zmieniających sposób, w jaki pracujemy i komunikujemy się ze sobą. Szczególnie interesuje mnie relacja między rozwojem technologii a współczesną popkulturą. W wolnych chwilach zakopuję się w książkach i komiksach — najczęściej w fantastyce i wuxia.